Przed nami wielka góra

Weronika Gurdek

|

GN 28/2009

publikacja 16.07.2009 11:05

Elbrus (5642 m n.p.m.) to najwyższy szczyt Kaukazu (Rosja), a według niektórych naukowców – również Europy. 25 lipca na Elbrus wyruszy wyprawa integracyjna fundacji Jaśka Meli.

Przed nami wielka góra Ekipa fundacji Jaśka Meli podczas zgrupowania w Mirowie fot. Tomasz Jodłowski

Mirów, Jura Krakowsko-Częstochowska. Nieopodal ruin zamku, na idealnych do wspinaczki skałkach, ćwiczą rozmaite grupy wspinaczkowe. Jedna z nich jest szczególna. Po ścianie, na tzw. wędce, wspina się Łukasz Żelechowski. Na dole druga osoba asekuruje go na wypadek, gdyby odpadł od skały. To jednak nie wszystko – pod ścianą stoi także pilot. – Przesuń rękę w prawo, 20 centymetrów wyżej będzie uchwyt – podpowiada każdy krok. Bez jego pomocy wspinaczka byłaby niemożliwa. Łukasz jest całkowicie niewidomy. Zgrupowanie w Mirowie to ostatni główny trening przed wyprawą na Elbrus. Teraz pozostają już tylko ćwiczenia kondycyjne i... modlitwa o dobrą pogodę.

Biegun to dopiero początek
Kiedy w 2005 roku polski polarnik Marek Kamiński z 15-letnim wówczas niepełnosprawnym Jasiem Melą ruszał na biegun północny, nikt nie dawał wiary, że to się uda. Dwa lata wcześniej Jasiek w wypadku porażenia prądem stracił prawe przedramię i lewe podudzie. Po długim leczeniu i rehabilitacji zaczął samodzielnie chodzić, dzięki specjalnej protezie. Wyprawy na bieguny polarne pozwoliły mu uwierzyć, że życie po wypadku nadal ma sens. Dlatego dzisiaj, po kilku latach, założył fundację „Poza Horyzonty”, by tak jak jemu ktoś kiedyś przywrócił nadzieję, teraz on mógł pomagać innym.

Działalność fundacji zogniskowana jest na pomoc osobom po utratach kończyn. Pierwszym podopiecznym został 8-letni Witek z Wrocławia, któremu fundacja kupiła już specjalistyczną protezę nogi. – W najbliższym czasie uruchamiamy centra informacyjne dla osób po wypadkach. Bardzo byśmy chcieli stworzyć program kredytowania dla takich osób, gdyż wydatki na leczenie i sprzęt ortopedyczny są naprawdę ogromne – mówi Piotr Pogon, dyrektor fundacji. – Najważniejsze jednak to pokazać, że osoby niepełnosprawne też mają marzenia – dodaje Jasiek. – Chcielibyśmy w ramach naszej fundacji organizować wyprawy górskie, biegać w maratonach, jeździć na nartach – robić to, czego pozornie nie powinni robić ludzie bez rąk i nóg albo niewidomi. Dlatego idziemy na Elbrus.

Dream Team
Ekipa wyprawy na Elbrus już raz sprawdziła się w podobnym przedsięwzięciu. W 2008 roku podopieczni fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko” weszli na Kilimandżaro. – Wtedy poznałem Piotrka Pogona i Łukasza Żelechowskiego. Wiedziałem, że jeszcze coś razem zrobimy – wspomina Jasiek. Piotr Pogon jest maratończykiem, w wyniku choroby nowotworowej przeszedł operację usunięcia lewego płuca. – Trzy razy wywinąłem się rakowi. Dlatego wiem, co znaczy cenić każdy dzień, każdą chwilę, najdrobniejszy gest i uśmiech – dzieli się przemyśleniami Piotr. – Moi przyjaciele śmieją się, że przestaję mówić dopiero na wysokości 5000 metrów. Teraz rozumiem, dlaczego idziemy na Elbrus – śmieje się Łukasz, kolejny uczestnik. Łukasz jest niewidomy od urodzenia. – Nie widzę i już. Nawet nie marzę o tym, żeby widzieć. Jeszcze bym zwariował – dodaje przekornie. Łukasz odbiera świat uchem – jest muzykiem, radiotelegrafistą. Sam nauczył się ukraińskiego.

Pracuje jako nauczyciel informatyki i... jeździ na rowerze. Oczywiście – tandemie. Wsparcie techniczne Jaśkowi, Piotrkowi i Łukaszowi zapewniają członkowie klubu wysokogórskiego z Bielska-Białej. Kierownik wyprawy Bogdan Bednarz, który jest także ratownikiem górskim, był już na Elbrusie z osobą niepełnosprawną. Jak dotąd jednak nikt nie wyprowadził na Elbrus osoby niewidomej. – Mamy szansę być pierwsi, dlatego chcemy się solidnie przygotować – stwierdza Piotr. – Sportowa rywalizacja jest ważna, ale najważniejsze jest bezpieczeństwo – podkreśla. – Ćwiczyliśmy elementy, których mamy nadzieję nie używać. Głównie chodzi o asekurację przy wspinaczce na lodowcu. Może się zdarzyć, że ktoś z naszego teamu wpadnie do szczeliny lodowej – musimy umieć odpowiednio zareagować.

Czy to jeszcze Europa?
– Wiele czytaliśmy o tej górze. Relacje z wypraw są skrajne. Dla niektórych to taka większa Śnieżka zimą, inni walczyli na Elbrusie o życie – mówi Jasiek. – Wszystko zależy od pogody. Dlatego cała wyprawa ma kilka scenariuszy: albo będzie czapa lodowa na raki, albo topniejący śnieg i słońce na... krótki rękaw. Jeśli pogoda dopisze, część trasy pokonamy na nartach skitourowych. Idąc do góry, sprawdzimy, jakie rzeczywiście są warunki i jeśli na to pozwolą, w drodze powrotnej będziemy zjeżdżać.
– Ruszamy 25 lipca. Wyprawa zajmie około dwa tygodnie. Wylatujemy z Warszawy do Moskwy, następnie do Mineralnych Wód – wyjaśnia Piotrek. – Ponoć dopiero na miejscu można sprawdzić, czy Elbrus jest w Europie. W jaki sposób? Opowiemy po powrocie! – Boicie się? – pytam na koniec, gdy po treningu na skałkach pijemy ciepłą herbatę. – Oczywiście. Tylko głupi się nie boi. Czeka nas mnóstwo zagrożeń. Pewnie tak naprawdę zaczniemy się tą wyprawą cieszyć, gdy będziemy z powrotem w Polsce – mówi Jasiek. – Na razie cieszę się z naszej ekipy. Stanowimy zespół, który nic nie robi za wszelką cenę. Nawet jeśli nie uda się nam wejść na szczyt, to i tak przekroczymy kolejny horyzont. W tej wyprawie nie najważniejsza jest góra, tylko droga, która na nią prowadzi. Oby doprowadziła nas do celu.

Fundacja Jaśka Meli „Poza Horyzonty”
Powstała w 2008 r. z inicjatywy Jaśka Meli, pierwszego niepełnosprawnego zdobywcy obu biegunów polarnych. Fundacja pomaga osobom poszkodowanym w wypadkach, szczególnie po utratach kończyn. Więcej informacji na www.pozahoryzonty.org