Koniec "układania golanu"

Stanisław Guliński, arabista, znawca problemów Bliskiego Wschodu

|

GN 24/2009

publikacja 17.06.2009 21:46

Po 35 latach służby w barwach ONZ polscy żołnierze opuszczą w tym roku Wzgórza Golan.

Koniec "układania golanu" Izraelskie czołgi podczas ćwiczeń na Wzgórzach Golan w sierpniu 2008 r. fot. PAP/ EPA/JIM HOLLANDER

Ogłoszenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku przysłużyło się nie tylko PZPR. Dzień później, korzystając z międzynarodowego skupienia na sytuacji w Polsce, izraelski parlament – Kneset – ogłosił objęcie okupowanych od 1967 r. Wzgórz Golan prawem izraelskim, czyli de facto ich aneksję. Świat potępił ten krok, a Rada Bezpieczeństwa ONZ uznała za nieważny.

Jak Syria straciła Golan
Tak opisuje Wzgórza o. Atanazy Fic: „Płaskowyż Dżolański (Arabowie mówią na Golan: al-Dżaulan) nosi charakter górzysty tylko od strony depresji Jordanu czy morza Galilejskiego; od wewnątrz natomiast, od strony Baszan (czyli od wschodu), skąd zapuszczały się wojska Damaszku, ma wygląd równiny płaskiej, bardzo regularnej”. O. Atanazy nie miał oczywiście na myśli współczesnych wojsk syryjskich. Swoje zapiski czynił w 1928 r., gdy obecna Syria była francuskim protektoratem i jeszcze 18 lat musiała czekać na niepodległą państwowość. Odwoływał się do wydarzeń biblijnych.

Ben Hadad II, władca Damaszku, pobity przez Izraelitów pod murami Samarii, wyruszył z wielką armią i rozbił obóz pod Aphec – na płaskowyżu Golanu. „Przypisywał bowiem swe dotychczasowe niepowodzenie bogom górskim Izraela, którzy – jak sądził zabobonnie – nie będą szkodzić jego wojsku na równinie. Król Izraela, Achab, z mniejszym oddziałem, lecz pewnym zwycięstwa idzie na jego spotkanie. Przez sześć dni stoją wojska, uszykowane naprzeciw siebie, wyczekują bitwy. W siódmym zawrzała zacięta walka. Syryjczycy, na głowę pobici, rzucili się do ucieczki”.

Współczesne wojska syryjskie straciły Golan w podobnie szybkim tempie – w czasie wojny 6-dniowej 1967 r. Działania wojenne sprowokował sojusznik Syrii – Egipt, zamykając swoją flotą cieśninę Tiran i blokując izraelski port Ejlat. W myśl prawa międzynarodowego, można było to potraktować jako wypowiedzenie wojny. XX-wieczni Syryjczycy zdawali sobie sprawę, że jeśli gdzieś mogą zatrzymać izraelskie zagony pancerne, to bynajmniej nie na równinie, ale właśnie na tej stromej „grzędzie” po zachodniej stronie Wzgórz. Nie udało się. Dzięki dokładnym informacjom wywiadowczym Izraelczycy w ciągu jednego dnia walk (9 czerwca) wspięli się na „grzędę”, a następnego zdobyli największe miasto al-Qunaitra. Radio syryjskie podcięło skrzydła własnej armii, informując o upadku miasta na 3 godziny przed faktem. Droga do Damaszku była wolna, a armia syryjska cofała się w bezładzie. Izraelczykom chodziło jednak tylko o Golan.

W następstwie tych wydarzeń, na mocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, powołano 7 lat później misję sił pokojowych UNDOF. Ponad 1000 żołnierzy nadzoruje zawieszenie broni między Izraelem i Syrią. Nieodłącznym elementem składowym UNDOF – aż do obecnego roku – jest polski 353-osobowy kontyngent. Składa się nań batalion operacyjny i personel kwatery głównej w bazie Ziouani, po izraelskiej stronie linii rozgraniczenia.

Obronne i bogate w wodę
Izrael, przywołując argumenty za utrzymaniem pod kontrolą Wzgórz Golan, zwykle mówi o jego walorach obronnych i wodzie. Istotnie, 20-kilometrowy bufor Golanu od 1967 r. oddalił groźbę ostrzału przez artylerię syryjską miejscowości na terenie państwa żydowskiego. Tyle, że – jak pokazała wojna z libańskim Hezbollahem latem 2006 r. – takie odległości nie są już przeszkodą nie tylko dla rakiet regularnych arabskich armii, ale nawet bojowników z przenośnymi wyrzutniami. Pociski katiusz Hezbollahu lądowały znacznie głębiej wewnątrz terytorium izraelskiego. Z drugiej strony przewaga militarna Izraela nad armiami sąsiadów (w tym i Syrii) wciąż rośnie.

Od czasu upadku ZSRR nic nie wskazuje, by mógł znaleźć się na świecie protektor zdolny zrównoważyć Syryjczykom izraelski arsenał i możliwości technologiczne. Były szef sztabu armii izraelskiej Mosze Jalon przyznał: „Armia obroni granice Izraela, niezależnie od ich kształtu”. Zakładana demilitaryzacja Golanu po ewentualnym porozumieniu pokojowym (i przywróceniu syryjskiej władzy na tym terenie) będzie oznaczać pozostawanie wojsk syryjskich w oddaleniu 35 km od granicy na Jordanie.

Specjalny – prawdopodobnie sponsorowany przez USA – system wczesnego ostrzegania zapewni przestrzeganie ustaleń. Były szef izraelskiego wywiadu Szlomo Gazit poparł tę koncepcję: „Podobnie jest z Egiptem. Może i linia Kanału Sueskiego była dla nas łatwiejsza do obrony, ale porozumienie pokojowe (w którego ramach Izrael oddał Egiptowi Synaj, zajęty również w 1967 r.) lepiej służy interesom naszego kraju”. Argument wody utrzymuje wciąż swoje znaczenie, jako że z golańskich źródeł pochodzi około 25 proc. zaopatrzenia Izraela w wodę pitną. Rozwój technologii odsalania wody morskiej może jednak obniżyć i ten walor.

Pokój czy wojna
Często słyszymy o zamachach i zabójstwach na Zachodnim Brzegu. Strefa Gazy okazała się tak niewygodna do okupacji, że nieustępliwy Ariel Szaron sam postanowił wycofać stamtąd osadników i wojsko. Ale próżno szukać doniesień o niepokojach na Wzgórzach Golan. I trudno się dziwić, bo na 20 tys. osadników przybyłych tu po 1967 r. przypada jedynie 6 tys. ludności arabskiej, a i to w większości ambiwalentnych wobec izraelsko-arabskiego konfliktu druzów. Ale nie zawsze było tu tak mało mieszkańców. Ponad 100 tys. Arabów i Czerkiesów uciekło w czasie wojny 6-dniowej i bezpośrednio po ustaniu działań wojennych. Rozsiani po różnych zakątkach Syrii czekają na powrót. Miasto al-Qunaitra – pozostawione po syryjskiej stronie linii rozejmu – pozostało zniszczone i opuszczone. Syryjczycy pokazują je zagranicznym gościom i delegacjom jako pomnik „izraelskiego barbarzyństwa”.

Spokój na Wzgórzach Golan powoduje jednak, że izraelska opinia publiczna nie widzi powodu, by te tereny oddawać. Tu nie giną synowie Izraelczyków, w sielskich winnicach powstaje wyśmienite wino, a na stokach góry Hermon istnieje jedyny ośrodek, gdzie Izraelczyk może zimą pojeździć na nartach. Syria domaga się zwrotu Wzgórz Golan jako warunku wstępnego do podjęcia jakichkolwiek rozmów pokojowych z Izraelem, z którym wciąż znajduje się formalnie w stanie wojny. Negocjacje prowadzone w latach 90. załamały się właśnie w wyniku nieustępliwej postawy Damaszku wobec propozycji ustępstw terytorialnych. Znaczące zbliżenie stanowisk zanotowano w czasie ostatniej próby, jaką były rozmowy prowadzone w ubiegłym roku za pośrednictwem Turcji. Przerwał je izraelski atak na Strefę Gazy (w grudniu) i późniejsze powołanie prawicowego rządu B. Netanyahu, niechętnego jakimkolwiek ustępstwom.

Wracają do domu
Sytuacja jest więc patowa, a jednocześnie spokojna. Decyzja premiera Donalda Tuska o wycofaniu jesienią polskiego kontyngentu ze Wzgórz Golan (a także z sił UNIFIL w południowym Libanie, MINURCAT w Czadzie oraz – być może – z Bośni) przyniesie oszczędności rzędu 40–45 mln złotych. Ale nie o to najbardziej chodzi. Polska armia w swoich zagranicznych misjach skupi się odtąd na operacjach NATO, przede wszystkim w Afganistanie, gdzie ma miejsce realna walka z zagrożeniami dla pokoju i stabilności na świecie. Na nasze miejsce na Golanie szykują się już zastępcy. Choć każda z sześciu polskich ofiar 35 lat misji na Wzgórzach jest bolesna, służba w UNDOF uchodzi za bezpieczną. Wiem, że „misjonarzom” z UNDOF-u to nie w smak, ale sam będąc w Iraku, wielokrotnie słyszałem od żołnierzy opinię, że „Liban i Syria to plaża”. Polski – nie tylko w czasie kryzysu – nie stać na tak pojęty wypoczynek. W Babilonie dawni uczestnicy UNDOF-u i UNIFIL-u pokazywali mi charakterystyczne składane z kilku elementów sygnety, tzw. golany, kupowane na pamiątkę z misji. Te z Libanu miały parzystą liczbę części, syryjskie – nieparzystą. Wcale nie tak łatwo było je złożyć. O wiele trudniej złożyć całą bliskowschodnią układankę. Golan jest w niej tylko jednym elementem i żaden instruktor nie widział jej poskładanej.