Prawdy i półprawdy

Andrzej Grajewski

|

GN 21/2009

publikacja 24.05.2009 19:57

Z rzekomo sfałszowanego podpisu prokuratora Krawczyka zrobiono negatywną kampanię przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.

Prawdy i półprawdy Pos. Wojciech Szarama (PiS): „Wyciągnięto sprawę podpisu, aby w nas uderzyć przed wyborami do Parlamentu Europejskiego” fot. ROMAN KOSZOWSKI

Wykorzystano w tym celu jeden z wątków pracy sejmowej komisji śledczej, powołanej do wyjaśnienia wszystkich okoliczności samobójczej śmierci byłej posłanki SLD Barbary Blidy. 25 kwietnia 2007 r. popełniła ona samobójstwo podczas próby zatrzymania przez funkcjonariuszy ABW w związku z zarzutem udziału w korupcji prezesa Rudzkiej Spółki Węglowej. Obciążające Blidę zeznania złożyli Barbara Kmiecik, jedna z kluczowych postaci w handlu węglem, prywatnie jej przyjaciółka, a także były poseł SLD Ryszard Zając.

Nakaz zatrzymania Blidy wydał prokurator Tomasz Balas. Sprawę Kmiecik prowadził prokurator Jacek Krawczyk, który w lutym 2005 r. oskarżył ją o usiłowanie wyłudzenia rządowych dotacji na usuwanie szkód górniczych. Zanim prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Kmiecik, ze sprawy wyłączone zostały wątki do dalszego postępowania. Ponieważ sprawa Kmiecik ściśle wiąże się ze sprawą Blidy, przed komisję sejmową został wezwany także prokurator Krawczyk. Niedawno, po zapoznaniu się z dokumentami, miał stwierdzić, że na jednym z dokumentów jego podpis został sfałszowany.

Polowanie na Ziobrę
Doniosła o tym „Gazeta Wyborcza”, atakując na pierwszej stronie wielkim tytułem „Fałszerstwem w Blidę” (GW z 12.05 br.). Powołując się na zeznania Krawczyka, napisano, że ktoś sfałszował postanowienie o wszczęciu śledztwa w sprawie Barbary Blidy. Następnego dnia ukazał się tekst pod jeszcze bardziej jednoznacznym tytułem „Mafia w węglu czy w prokuraturze?” (GW z 13.05 br.). Emocje podgrzewała wybita pod tytułem wypowiedź Ryszarda Kalisza z SLD, że postanowienie śledztwa w sprawie Barbary Blidy mogło zostać sfałszowane już po jej śmierci.

13.05 br. w podobnym duchu utrzymane były również serwisy informacyjne telewizji publicznej, która z kwestii domniemanego sfałszowania podpisu prokuratora Krawczyka uczyniła temat numer jeden swych programów informacyjnych. W tle obecne było przesłanie, że nadzorowana przez PiS prokuratura nie tylko ulegała stałym naciskom politycznym min. Ziobry, ale posunęła się nawet do fałszerstwa. Sprawę wyciągnięto na niecały miesiąc przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, w których startuje poseł Ziobro.

Nie było śledztwa przeciw Blidzie
Nawet pobieżna lektura dokumentów w tej sprawie nie pozostawia wątpliwości, że w opisie faktów mamy do czynienia z praktyką bardzo wybiórczego opisywania rzeczywistości. „Gazeta Wyborcza” powtarza, że dokument, pod którym widnieje podpis kwestionowany obecnie przez prokuratora Krawczyka, dotyczy Barbary Blidy. Tymczasem postanowienie z 3 marca 2006 r. w ogóle o Blidzie nie wspomina. Zawiera tylko krótką informację, że prokurator Jacek Krawczyk po analizie materiałów wyłączonych ze śledztwa 1Ds 799/04/Z postanowił wszcząć śledztwo w sprawie „domniemanego udzielenia przez Barbarę Kmiecik korzyści majątkowych osobom pełniącym funkcje publiczne w latach 1994–2004, na terenie całego kraju”.

Każdy prokurator potwierdzi, że postanowienie nie ma żadnego znaczenia dla dalszego biegu spraw, gdyż elementem decydującym było wcześniejsze wyłączenie materiałów ze śledztwa prowadzonego przeciwko Barbarze Kmiecik. Decyzja o wszczęciu śledztwa ma charakter techniczny i proceduralny. Co najważniejsze, na tym etapie nikt nie przesądzał, że w kręgu osób podejrzanych może znaleźć się Barbara Blida. Poseł Wojciech Szarama (PiS), członek sejmowej komisji śledczej, dodaje: „Dokument, o którym mówi Krawczyk, nie miał kluczowego znaczenia dla sprawy. Zarzuty wobec Barbary Blidy opierały się na materiałach, które zostały zebrane później, a przede wszystkim na zeznaniach Barbary Kmiecik”.

Nie było podpisu
Także sprawa rzekomego sfałszowania podpisu prokuratora Krawczyka została przedstawiona tendencyjnie, bez próby skonfrontowania słów prokuratora z dokumentami, o których mówił. Trzeba przy tym wyjaśnić, że chodzi o dwa dokumenty o zupełnie różnym statusie. Jeden jest rękopisem przygotowanym z całą pewnością nie przez prokuratora Krawczyka. Nie ma formalnych cech dokumentu. To brudnopis, który rutynowo przygotowywany jest w każdej prokuraturze dla maszynistek, bardzo często nie przez prokuratorów, ale aplikantów, a więc osoby przed egzaminem prokuratorskim, które dopiero uczą się zawodu. Osoba, która przygotowała brudnopis, nie fałszowała więc żadnego podpisu prokuratora, tylko najprawdopodobniej na jego końcu umieściła nazwisko Krawczyka, aby maszynistka wiedziała, co ma wpisać do oryginalnego dokumentu.

Kluczowy jest podpis pod postanowieniem o wszczęciu śledztwa z 3.03.2006 r. Prokurator Krawczyk mówi, że to nie on podpisał. Być może. Problem w tym, że oryginalny dokument w ogóle nie jest podpisany, tylko umieszczona jest na nim jednoliterowa parafa. Żaden grafolog na tej podstawie nie będzie mógł sprawdzić, czy dokument zaparafował prokurator Krawczyk, czy ktoś inny, być może za jego wiedzą, a może samowolnie, i byłoby to oczywiście naruszenie prawa. Ponieważ nie ma żadnego podpisu pod postanowieniem o wszczęciu śledztwa, nie może być mowy o sfałszowaniu podpisu. Zasadne w tym kontekście jest pytanie, czy prokurator Krawczyk wiedział, że taki dokument powstaje. Dziennikarz „Gazety Wyborczej” go pyta: „Wydał pan postanowienie o wszczęciu śledztwa w sprawie Barbary Blidy i mafii węglowej?”. Krawczyk odpowiada: „Nigdy nie sporządziłem takiego dokumentu”. I nie kłamie, gdyż dokumentu o śledztwie w sprawie Blidy nigdy nie było.

Redaktor „Wyborczej”, pytając o nieistniejący dokument, albo nie wie, o co pyta, albo celowo wprowadza nas w błąd, sugerując, że postanowienie z 3 marca 2006 r. dotyczyło Blidy. Dalej prokurator Krawczyk twierdzi, że w ogóle nie wiedział o tym, że taki dokument istnieje. Dodaje, że podczas posiedzenia komisji śledczej nie mówił o tej sprawie, ale sprawie Barbary Kmicik. Nie jest to prawda. Gdy podczas przesłuchania 27 listopada 2008 r. przed parlamentarną komisją śledczą poseł Danuta Pietraszewska (PO), cytując postanowienie z 3 marca 2006 o wszczęciu śledztwa, zapytała, czy on był jego autorem, odpowiedział: „Tak, bo to w tym momencie nastąpiła rozbieżność, ponieważ sprawa nie była na mnie zarejestrowana, ja miałem polecenie wszczęcia śledztwa. Tak”. Poseł Pietraszewska: „Sprawa nie była na pana zarejestrowana, ale pan miał wszcząć śledztwo?”. Krawczyk: „Śledztwo”. Skoro w listopadzie 2008 roku wszystko dla prokuratora Krawczyka było jasne, dlaczego rok później już nie jest?

Krawczyk umorzony
W kontekście tej sprawy przypomniano, że w grudniu 2004 r. prokurator Krawczyk, jadąc z nadmierną szybkością, najechał na przejściu dla pieszych starszą kobietę, która zginęła na miejscu. Według posłanki Kempy (PiS), fakt ten wpływa na ocenę wiarygodności byłego prokuratora. Krawczyk z oburzeniem zareagował na to stwierdzeniem, że przypominanie jego wypadku w takim kontekście jest podawaniem niesprawdzonych informacji, gdyż sąd sprawę umorzył. „Gazeta Wyborcza” napisała, że 16 kwietnia, a więc krótko przed sensacyjnymi zeznaniami byłego prokuratora, sąd w Mikołowie umorzył jego sprawę. Uznał, że jego zachowanie nie miało wpływu na wypadek – ofiara wtargnęła przed jego samochód. To prawda, ale niecała.

Zanim bowiem sprawę umorzono z powodu przedawnienia, miała miejsce osobliwa decyzja przekwalifikowania sprawy karnej na wykroczenie. Tylko dlatego można było ją umorzyć, bez rozstrzygania o winie bądź niewinności prokuratura Krawczyka. Z moich ustaleń wynika, że tego rodzaju zamiana kwalifikacji w przypadku, gdy ofiara wypadku zmarła, nie jest postępowaniem standardowym. Aby nie było wątpliwości dodam, że byłem i jestem zwolennikiem powołania parlamentarnej komisji śledczej do zbadania okoliczności śmierci Barbary Blidy. Z całą bowiem pewnością w jej sprawie popełniono szereg błędów, i to zarówno przez prokuraturę, jak i ABW. Nie ulega także wątpliwości, że czynienie z egzekwowania prawa medialnego spektaklu, a tak było w przypadku zatrzymania Barbary Blidy, jest złym sposobem budowania państwa prawa. Dlatego nie można się zgodzić, aby w podobny sposób postępowano przy próbie wyjaśniania tej sprawy.