Jesteśmy sądzeni

Andrzej Grajewski

|

GN 13/2009

publikacja 01.04.2009 23:06

Przed Sądem Okręgowym w Katowicach rozpoczął się proces Alicji Tysiąc przeciwko ks. Markowi Gancarczykowi.

Jesteśmy sądzeni Alicja Tysiąc z działaczem partii „Racja” fot. HENRYK PRZONDZIONO

Nie jest to proces karny, ale z powództwa cywilnego o naruszenie dóbr osobistych i zadośćuczynienie. Alicja Tysiąc domaga się od Wydawnictwa Kurii Metropolitalnej i ks. Gancarczyka przeprosin oraz zadośćuczynienia w wysokości 50 tys. zł tytułem „zadośćuczynienia za szkody moralne spowodowane naruszeniem dóbr osobistych powódki w postaci czci, dobrego imienia oraz prywatności”. Pozwana jest także archidiecezja katowicka jako wydawca tygodnika. Pani Tysiąc twierdzi również, że jest osobą prywatną, a redakcja bezprawnie ingerowała w jej życie osobiste, pisząc o niej i publikując jej zdjęcie, bez jej zgody.

Pełnomocnik ks. Gancarczyka wnioskował o oddalenie w całości powództwa, argumentując, że przedstawiony przez stronę powodową stan faktyczny nie odpowiada prawdzie. Podkreślał, że Alicja Tysiąc od dłuższego czasu na skutek własnych zabiegów jest osobą publiczną z wszystkimi wynikającymi stąd konsekwencjami. Powoływał się na konstytucyjną zasadę wolności słowa, która daje każdemu dziennikarzowi prawo do prezentowania własnych poglądów i ocen. Zwracał także uwagę, że sądom nie przysługuje kompetencja do rozstrzygania o zasadności poglądów i opinii przedstawionych w wypowiedziach krytycznych.

Ugoda jest możliwa
W sądzie stawili się osobiście zarówno Alicja Tysiąc, jak i ks. Marek Gancarczyk, oboje reprezentowani przez swoich pełnomocników: Marcina Górskiego oraz Jacka Sińskiego. Rozprawę prowadziła sędzia Ewa Solecka. Przedmiotem tego posiedzenia były głównie kwestie proceduralne. Sędzia Solecka wezwała obie strony do zawarcia ugody. Pełnomocnicy obu stron zgodnie oświadczyli, że takiej możliwości nie wykluczają. Sąd nie przychylił się do wniosku pełnomocnika powódki, aby została przesłuchana Dorota Zielińska, dziennikarz tygodnika „Nie”, na okoliczność sposobu, w jaki odebrała ona publikacje dotyczące powódki. Przeciwko przesłuchaniu pani Zielińskiej oponował pełnomocnik ks. Gancarczyka, przekonując, że autorka stronniczych tekstów nie może być miernikiem obiektywnej oceny odbioru publikacji „Gościa Niedzielnego”.

Odrzucając wniosek pełnomocnika Alicji Tysiąc, sąd uznał trafność tych argumentów. Odrzucił także podobny wniosek w odniesieniu do tekstu Katarzyny Wiśniewskiej w „Gazecie Wyborczej”. Sąd zobowiązał pełnomocnika Alicji Tysiąc, aby dostarczył stosowne zdjęcie powódki, które było publikowane w „Gościu Niedzielnym”. Reprezentant „Gościa Niedzielnego” złożył także wniosek dowodowy w postaci licznych tekstów prasowych i umieszczonych na portalach internetowych, świadczących o publicznej aktywności Alicji Tysiąc. W trakcie rozprawy zarówno pani Tysiąc, jak i ks. Gancarczyk nie zabierali głosu.

Rozprawa wzbudziła wielkie zainteresowanie mediów. Zjawiała się także grupa starszych wiekiem, dość hałaśliwie zachowujących się mężczyzn, reprezentujących antyklerykalną partię Racja. Po rozprawie przedstawiciele Racji obdarowali Alicję Tysiąc kwiatami, a także głośno komentowali obecność duchownych w sądzie, wznosząc m.in. okrzyki, że „Kościół odpowiada za ludobójstwo” oraz że „Polska od tysiąca lat jest zniewolona przez kler”. Na ławach dla publiczności zasiadło kilka dziewcząt, trzymających kartonowe plansze z napisami, wyrażającymi solidarność z Alicją Tysiąc, m.in. „Alicja miała prawo, ale i to zawiodło”, „Wszystkie jesteśmy Alicjami”.

Sedno sprawy
W tej sprawie nie chodzi wyłącznie o ochronę dóbr osobistych pani Tysiąc. Teksty w „Gościu” nie opisywały bowiem i nie oceniały jej dramatycznych życiowych wyborów. Samotna matka borykająca się z wychowaniem dzieci zawsze zasługuje na szacunek, a przede wszystkim pomoc. To, że w pewnym momencie podjęła dramatyczną decyzję o próbie przeprowadzenia aborcji być może było także wynikiem tego, że ze strony społeczności katolickiej nie otrzymała należytego wsparcia i pomocy. Odkąd jednak Alicja Tysiąc stała się ikoną agresywnej części proaborcyjnego lobby, które wykorzystuje jej przypadek, aby podważyć obowiązującą ustawę chroniącą życie poczęte, nasza reakcja musiała być jednoznaczna. Można dyskutować i polemizować z przedstawionymi w naszych tekstach argumentami bądź porównaniami. Z pewnością jednak nie można im zarzucić głoszenia nieprawdy czy wychodzenia poza powszechnie przyjęte w Polsce normy wolności słowa.

Teksty „Gościa” nigdy nie pomawiały Alicji Tysiąc o to, że popełniła przestępstwo w rozumieniu prawa karnego. Nigdy nie porównywaliśmy ją do hitlerowskich zbrodniarzy ani nie sugerowaliśmy wielu innych rzeczy, co zostało nam zarzucone w pozwie, a w niektórych mediach przedstawiane jako fakt rzeczywisty. Sam pozew w jego stylistyce, sposobie argumentacji bardziej przypomina manifest ideologiczny aniżeli pismo prawnicze. W tym kontekście niespecjalnie musi dziwić, że pełnomocnik Alicji Tysiąc jako miernik obiektywizmu i rzetelnego dziennikarstwa chciał powołać w tej sprawie na świadka autorkę pełnego antyklerykalnych inwektyw tekstu pt. „Kapłani linczu”, który ukazał się w „Nie”.

Jednocześnie mamy świadomość, że sam proces nie jest rzeczą dobrą dla pani Tysiąc, a zwłaszcza dla jej rodziny. Redakcja „Gościa” nie ma na to jednak żadnego wpływu. Została pozwana i dlatego znalazła się przed sądem. Zresztą także w przeszłości „Gość” w jej sprawie nie pisał niczego nowego poza tym, co już publicznie było znane. Nie ulega wątpliwości, że ten proces będzie miał ważne znaczenie dla dalszej debaty publicznej o takich kwestiach jak wolność słowa czy aborcja bądź eutanazja. Rozstrzygnie także, czy hałaśliwemu lobby pro-aborcyjnemu uda się zakneblować usta opinii publicznej, pozbawiając ją prawa do nazywania aborcji tym, czym rzeczywiście jest, czyli niszczeniem, zabijaniem życia.