Dwaj panowie na zamku

Barbara Gruszka-Zych

|

GN 18/2010

publikacja 05.05.2010 13:53

Kiedy Stefan Wowra 16 lat temu wziął w dzierżawę zamek w Chałupkach, jego syn Adrian miał 9 lat i biegał po parku, zbierając ślimaki. Dziś jest następcą ojca i menedżerem hotelu – zamku, którym zarządza ich rodzinna firma WOMIX.

Fasadę pałacu, wybudowaną w XVIII wieku, pieczołowicie odrestaurowano. Fasadę pałacu, wybudowaną w XVIII wieku, pieczołowicie odrestaurowano.
Henryk Przondziono

W lecie do samego przycinania trawnika w ich trzyhektarowym parku potrzeba trzech pracowników. – A zamek to tak jak co najmniej 10 domów – uważa Stefan, jego pierwszy szef. – 22 pokoje, w tym apartament w baszcie. Ceny 120 zł ze śniadaniem. – Tu jest koniec Polski, musimy trafić do klienta – mówią ojciec i syn. Mury barokowej budowli pamiętają XVIII w. Według dokumentów już w XIV w. 300 metrów od Odry stał tu zamek otoczony fosą. Dziś nie ma już przejścia granicznego do Czech, tylko sąsiedzki Bohumin. 10 minut jazdy dzieli ich od Ostrawy. Dlatego zamierzają zareklamować hotel-zamek w Czechach. Adrian przez pół roku w ramach Erasmusa studiował politologię na uniwersytecie w Opavie i zna czeski. Działalność ich zamku zainaugurowała właśnie jego I Komunia św. w 1994 roku. Potem dorastał w atmosferze zamkowej inicjatywy rodziców, bo angażowała się w nią także mama Helena. Teraz w ekspresowym tempie przejmuje funkcję szefa. W zeszłym roku ojciec ciężko zachorował. Starszy syn Patryk zajął się rodzinną fermą. Adrian został „panem na zamku”.

Życie i pieniądze
– My się tu panami nie czujemy – zaprzecza Stefan. Ale na początku pisano o nim w lokalnej prasie jako „panu na włościach”. Stanął do przetargu ogłoszonego przez Urząd Gminy jako jeden z kilkunastu. Poprzedni właściciel pochodzący z Austrii, mocno zapuścił budynek. Nic w niego nie inwestował, a bez tego biznes się nie kręci. – Przyjechał z plecakiem, a chciał wyjechać TIR-em – opowiada Stefan. Nauczony niedobrym doświadczeniem wójt szukał kogoś nie tylko przedsiębiorczego, ale i odpowiedzialnego. Wygrał Stefan, nie tylko dlatego, że miał zabezpieczenie w banku, gdzie brał kredyty na budowę kurników. Mieszkał w pobliskiej Odrze i wszyscy wiedzieli, że za co się chwyci, to mu się uda. Właściwie za biznes wzięli się we dwójkę z żoną. Są małżeństwem od 32 lat. – Trzeba to liczyć podwójnie – lata życia prywatnego i naszej pracy – kiwa głową Stefan.

On – mechanik, ona z wykształceniem ogólnym. Po roku 1989 wzięli się za swój biznes. Kolejno ferma drobiarska, sieć sklepów, mała karczma przy drodze. No i wreszcie ten zamek, który odkrył dla nich Stefan. Obejrzał zrujnowane wnętrza i uznał, że jego renowacja to będzie jego nowe hobby. Kiedy wygrał przetarg, żona wcale nie była szczęśliwa. Zwłaszcza że od razu wpłacił czynsz za cały rok. – Ale Helena szybko się przyzwyczaja – mówi mąż. – Teraz obsadza zamek kwiatami. W zeszłym roku otrzymali przedłużenie dzierżawy na kolejne 10 lat. I już zaczęli remont posadzek, pokoi, łazienek, ścian. Te inwestycje trwają nieprzerwanie od 16 lat. Gmina zrefundowała poważne koszty elewacji. Teraz – odnowy więźby dachowej. Ale masa ich pieniędzy została w tych zabytkowych murach. Chętnie by je kupili, jednak w Polsce prawo pierwokupu dzierżawca uzyskuje po 35 latach. Chcieliby, żeby ten czas się skrócił. Gdyby teraz gmina ogłosiła przetarg, nie wiadomo, czy by go wygrali. A to by była poważna strata. Zostawili tu nie tylko spore finanse, ale i kawał życia. Podobny zamek w Boryni Jastrzębska Spółka Węglowa wystawiła na sprzedaż za 1mln 600 tys. – Jakby go dziś wybudować od podstaw, trzeba by wydać 10 mln – szacuje Stefan Wowra.

Powody do radości
Przed wojną w budynku mieszkały znamienite europejskie rody Hohenzollernów, Donnersmarcków, Lichnowskich, wiedeńskich bankierów Rothschildów. Podczas okupacji był własnością wdowy po niemieckim generale baronie Rotkirch und Pancken. Kiedy w 1945 nadeszli Rosjanie, baronowa uciekła, a majątek rozkradziono. Nie zachowało się nic z wystroju wnętrz. Wowrowie stopniowo dokupują stylowe stoły, krzesła, żyrandole. Przez lata komuny mieścił się tu hotel z restauracją na nie najwyższym poziomie. Kiedy Stefan Wowra przejął obiekt, zaczął od sprzątania. Ekspedientki pracujące w jego sklepach przyjechały tu robić porządki. Wywieźli 20 przyczep gruzu. Sprzątali także, kiedy w 1997 w Chałupkach wylała Odra i zalała ich piwnice. Wlała się też do fosy.

Dziś na etatach w zamku-hotelu zatrudniają 16 osób. Właściwie obiekt zarabia na siebie w sezonie od kwietnia do września. Wtedy odbywają się tu wesela i duże, rodzinne imprezy, goście spędzają weekendy. Zaglądają też polskie gwiazdy. Swoje wesele wyprawiała tu aktorka Magdalena Wałach. Zadowolony z gościny Michał Fajbusiewicz z telewizyjnego magazynu kryminalnego „997” dowcipnie napisał w kronice: „Obyście nigdy nie trafili do mego programu”. Zimą zaglądają tu pojedynczy turyści jadący na Zachód. A wnętrza trzeba ogrzewać. Gdyby tylko ekologicznie, na ropę – miesięcznie kosztowałoby to 20 tys. – To ekologiczne, ale nie ekonomiczne – podsumowuje Adrian. Dlatego wspomagają się ogrzewaniem w kominkach i piecach węglowych. Stały koszt utrzymania to co miesiąc 50 tys. zł. Wymaga to nieustannego główkowania nad możliwościami zarabiania.

– Jedni są stworzeni, żeby stale pracować, powiększać dobra – mówi Stefan. – Mnie całe życie coś napędzało do działania. Z przerwą na chorobę, kiedy nawet myślenie męczyło. Ale gdy wróciłem do pracy, życie znów zaczęło tykać – dodaje. Adrian po studiach na uniwersytecie opolskim zabrał się za pracę menedżerską w ich przedsiębiorstwie. – Zajmuję się reklamą, ale – jak trzeba – również robotą fizyczną przy remoncie – opowiada. – Tu stale jest co robić. Ale lubi tu być. Jest z tym miejscem związany od dzieciństwa. I chciałby tu zaplanować swoją przyszłość. Ojciec widzi w nim godnego następcę. Kiedy pytam, co dla niego najważniejsze, nie wspomina o majątku: – To, że mam udanych synów i fajną żonę. To trzyma przy życiu.