Wojna i realizm

prof. Andrzej Nowak

|

GN 29/2022

Mieszanka imperializmu z pacyfizmem może być zabójcza.

Wojna i realizm

Pokój – teraz. Piękne hasło. Na wojnie wywołanej agresją Rosji na Ukrainę codziennie giną ludzie, liczba ofiar jest już liczona w dziesiątkach tysięcy. Z zajętych terytoriów Rosjanie uprowadzili setki tysięcy ludzi, miliony osób zostały zmuszone do ucieczki. Armia agresora systematycznie niszczy miasta, zakłady pracy, pola uprawne, zamieniając kraj w ruinę. Świat boleśnie odczuwa skutki ograniczenia importu rosyjskich nośników energii, zwłaszcza uzależniona od niego część Europy. Wszyscy doświadczają konsekwencji napędzanej przez wzrost cen ropy inflacji. Afryce Północnej grozi głód z powodu niszczenia przez armię Rosji ukraińskiego zboża i zablokowania możliwości jego eksportu. Promotorzy ideologicznych projektów „zielonej Europy” (tworzonych w oparciu o niemiecki import taniego gazu z Rosji) czy wojny kulturowej, prowadzonej pod hasłem wyzwalania „młodych demokracji” z rozmaitych „fobii”, niecierpliwią się sytuacją, w której chwilowo ważniejsza jest prawdziwa wojna, a „zacofana” Europa Wschodnia (np. Polska czy Mołdawia) okazuje pomoc humanitarną uchodźcom na skalę, o jakiej nie śniło się najbardziej postępowym salonom Brukseli, Paryża czy salonikom warszawsko-gdańskim. Przedłużająca się wojna, w której Rosja występuje jako przeciwnik, przeszkadza także amerykańskim „realistom” spod znaku Kissingera i Mearsheimera. Oni co najmniej od czasów Jałty twierdzili, że Rosji należy się strefa dominacji w Europie Wschodniej, a mieszkańcy tej strefy nie powinni mieć nic do gadania, jeśli tylko będzie utrzymany „porządek międzynarodowy” na globalną skalę. Dlatego coraz śmielej podnoszą się głosy, by „nie upokarzać Rosji”, by zawrzeć pokój czy rozejm natychmiast i na warunkach, których Rosja nie uzna za upokarzające – czyli na warunkach Putina.

Apel w tej sprawie ponowili „intelektualiści niemieccy” na łamach „Die Zeit”. Domagają się porzucenia „mrzonek” o odzyskaniu przez Ukrainę ziem zagarniętych przez rosyjską agresję. Unia Europejska ma obowiązek doprowadzić do jak najszybszego zawarcia pokoju: czytaj – zmusić Ukrainę do zaakceptowania rozbioru jej terytorium przez Rosję. Jeszcze dobitniej zabrzmiały wypowiedziane na progu lipca słowa niemieckiego kanclerza. Olaf Scholz stwierdził, że „zadaniem Unii Europejskiej” jest zmuszenie Litwy do otwarcia korytarza kolejowego dla tranzytu z Federacji Rosyjskiej do jej eksklawy w Kaliningradzie. Dokąd zmierzamy w tym dążeniu do pokoju poprzez zaspokajanie Rosji? Obrońcy tej linii twierdzą, że właśnie do pokoju, najkrótszą drogą, zaś alternatywą jest kompletnie nierealistyczna wizja zwycięstwa Ukrainy, za którą zaraz czai się „romantyczne” szaleństwo myśli o rozbiciu Rosji, marszu na Kreml…

Otóż nie! Twardą podstawą, na której powinna kształtować się polityka wszystkich państw Zachodu wobec Rosji (i nie tylko), powinno być po prostu szanowanie nienaruszalności granic, uznanych aktami prawa międzynarodowego po roku 1991. I zmuszenie Rosji do respektowania tej zasady. Kreml tymczasem zaprasza do myślenia w kategoriach rewizjonizmu terytorialnego. Do tego też namawiał Putin Donalda Tuska w czasie wizyty polskiego premiera w Moskwie w 2008 roku: możecie sobie wziąć Lwów. Ta wizja – zmiany granic (nie tylko Ukrainy) niewątpliwie pobudza nadzieje części elit węgierskich, wciąż żyjących traumą utraty dwóch trzecich terytorium imperium węgierskiego w roku 1919. Są też nieroztropni ludzie w Polsce, którzy snują takie wizje: wróćmy do granic z roku 1921. Putin daje nam sposobność… Cóż, to największa okazja do przywrócenia granicy rosyjsko- -niemieckiej na Wiśle. Zapewne nieświadome, jednak złowieszcze słowa kanclerza Scholza przypominają, że imperialne myślenie nie wygasło także w Berlinie… Mieszanka imperializmu z pacyfizmem może być zabójcza.

Jako odtrutkę proponuję słowa napisane 95 lat temu przez Ludwiga von Misesa. W dziele „Liberalizm w tradycji klasycznej” ujął on istotę rzeczy: „Pozwólmy Rosjanom pozostać Rosjanami. Niech w swoim kraju czynią, co chcą. Lecz niech nie przekraczają granic własnej ziemi, by niszczyć cywilizację europejską”. Taki powinien być cel tej wojny. Jeśli go nie osiągniemy, będziemy mieli wkrótce nową, o nasze granice.•