Misja Kanada

Jacek Dziedzina

|

GN 29/2022

publikacja 21.07.2022 00:00

Papież Franciszek przybywa do Kanady ponad rok po wybuchu afery z „masowymi grobami” przy szkołach dla rdzennej ludności. Masowych grobów jak dotąd nie znaleziono, ale i bez tego Kościół i państwo kanadyjskie mają powody, by przepracować swoje relacje z „Pierwszymi Narodami”.

W kwietniu tego roku przedstawiciele rdzennej ludności Kanady zostali przyjęci przez Franciszka w Watykanie. Teraz papież jedzie do nich z rewizytą. W kwietniu tego roku przedstawiciele rdzennej ludności Kanady zostali przyjęci przez Franciszka w Watykanie. Teraz papież jedzie do nich z rewizytą.
VATICAN MEDIA /AFP/east news

Atmosfera, jaka powstała po zeszłorocznej fali oskarżeń pod adresem Kościoła katolickiego w Kanadzie, była na tyle gęsta, że obecność papieża jest bardziej niż pożądana. Choć to, co stało się punktem wyjścia całego zamieszania – rzekome masowe groby przy szkołach rezydencjalnych prowadzonych przez misjonarzy – okazało się chyba największym fake newsem w historii Kanady, jak mówią coraz odważniej kanadyjscy i amerykańscy archeolodzy, politolodzy i dziennikarze.

Mimo wszystko można chyba pokusić się o tezę, że fałszywe oskarżenia stały się „błogosławioną winą” mediów. Bo choć same w sobie były niedopuszczalną manipulacją, to zarazem uruchomiły proces, który może uzdrowić relacje społeczne między białymi i rdzennymi mieszkańcami Kanady. Warunkiem jest jednak uczciwe podejście do sprawy nie tylko ze strony Kościoła, ale i władz państwowych. I jeśli papież Franciszek uklęknie przed Indianami, by kolejny raz prosić o przebaczenie w imieniu Kościoła, to obok niego powinien uklęknąć również premier Justin Trudeau, by przepraszać w imieniu państwa. W tej sprawie nie ma mowy o rozdziale Kościoła od państwa.

Ksiądz z ludu

Ksiądz Cristino Bouvette z Calgary ma 36 lat. Łączy w sobie wszystkie cechy potrzebne do tego, by dobrze poprowadzić papieską pielgrzymkę w Kanadzie. Jest metysem – z jednej strony (po matce) ma korzenie włoskie, płynie w nim jednak również krew jednej z najliczniejszych grup etnicznych kanadyjskich Indian – Kri (pochodzi od francuskiego Kristinaux, ang. Cree). Jest więc właściwą osobą, by watykańskich gości, z papieżem na czele, właściwie wprowadzić w lokalne klimaty. Tym bardziej że sama idea pielgrzymki narodziła się właśnie w kontekście sprawy szkół rezydencjalnych dla rdzennej ludności, a w konsekwencji program wizyty zdominowały spotkania z tą częścią kanadyjskiego społeczeństwa. „Mam w sobie te dwa światy, które połączyły się w jedno” – mówi ks. Bouvette w rozmowie z lokalnymi mediami w Edmonton w stanie Alberta, gdzie Franciszek rozpocznie swoją pielgrzymkę 24 lipca. Ksiądz został mianowany krajowym dyrektorem liturgicznym podczas tej pielgrzymki. To stanowisko wymaga od niego współpracy z lokalnymi i watykańskimi ceremoniarzami, by wszystkie ceremonie, które odbywają się podczas wizyty, były zgodne z przepisami liturgicznymi Kościoła, ale równocześnie odzwierciedlały charakter i tradycje tej ziemi i rdzennej ludności, z którą papież spotka się w Edmonton, w Quebec City i w Iqaluit. Wśród nich będą również ci, którzy uczęszczali do szkół rezydencjalnych.

Ksiądz Bouvette przyznaje, że bycie kapłanem pochodzącym z tych ludów wiąże się z pewną presją. „Często mam wrażenie, że wiele osób liczy na to, iż powiem lub zrobię właściwą rzecz we właściwym czasie – to jest duże obciążenie” – mówi. Jego babka, Amelia Mae Bouvette, miała siedem lat, gdy została zmuszona do opuszczenia swojej rodziny w środkowowschodniej Albercie, aby uczęszczać do Edmonton Residential School. Ta szkoła dla rdzennej ludności od 1925 roku była akurat obsługiwana przez protestantów ze Zjednoczonego Kościoła Kanady (a wcześniej przez metodystów). Młody Cristino obawiał się trochę, gdy miał powiedzieć babci, że zostanie księdzem katolickim, ale kobieta odpowiedziała tylko, że spotkała wielu dobrych księży i wiele dobrych sióstr zakonnych i ma nadzieję, że on również taki będzie. Szkoła w Edmonton to jedno z tych miejsc, gdzie obok przedstawicieli władz państwowych i papieża Franciszka powinni stanąć również duchowi liderzy protestanccy, którzy także prowadzili szkoły, podobnie jak katoliccy misjonarze, na prośbę i według wytycznych państwa.

Państwo i Kościół razem

Mówimy o ramach czasowych między końcem drugiej połowy XIX wieku a rokiem 1996, a więc o wydarzeniach rozciągniętych na ponad 100 lat. Wiadomo, że w tym okresie w szkołach rezydencjalnych zostało umieszczonych (często przymusowo, na skutek odebrania rodzicom) ponad 150 tys. dzieci rdzennych mieszkańców Kanady. W sumie w 130 placówkach. Były to szkoły państwowe, ale w około 60 proc. z nich nadzór sprawowały różne organizacje i wspólnoty misyjne Kościoła katolickiego, pozostałymi zaś zarządzały wspólnoty protestanckie. Sama idea przymusowej edukacji Indian kanadyjskich została opracowana przez rząd i to państwo również odpowiadało za finanse, a tym samym za warunki panujące w szkołach. W raporcie Komisji Prawdy i Pojednania z 2015 roku (jest dostępny w sieci) autorzy piszą wprost, że „szkoły rezydencjalne zostały stworzone w celu oddzielenia dzieci indiańskich od ich rodzin, w celu zminimalizowania i osłabienia więzi rodzinnych i powiązań kulturowych oraz indoktrynacji dzieci w duchu nowej kultury”. W raporcie, na którego potrzeby przesłuchano aż 6000 świadków, w tym osoby, które przeżyły pobyt w tych placówkach, przykuwa uwagę bardzo mocne sformułowanie odpowiedzialności państwa za charakter szkół rezydencjalnych: „Przez ponad sto lat głównym celem polityki Kanady wobec aborygenów było wyeliminowanie indiańskich rządów, ignorowanie praw Indian; proces asymilacji miał spowodować, że ludy te przestaną istnieć jako odrębne podmioty prawne, społeczne, kulturalne, religijne i rasowe w Kanadzie. Zakładanie i prowadzenie szkół z internatem było centralnym elementem tej polityki, którą najlepiej można opisać jako »ludobójstwo kulturowe« (…), czyli zniszczenie tych struktur i praktyk, które pozwalają grupie trwać jako grupa (…). I, co najważniejsze w omawianym problemie, rodziny są rozdzielane, aby zapobiec przekazywaniu wartości kulturowych i tożsamości z pokolenia na pokolenie” – czytamy w raporcie.

Nasza wina

I tu trzeba przywołać osobę premiera Kanady, który teraz spotka się z papieżem, a który już rok temu wzywał katolików, by wyszli na ulice i domagali się od władz Kościoła katolickiego, by „wzięły odpowiedzialność za swoją rolę” – za odkryte rzekomo masowe groby przy szkołach. W tym kontekście pielgrzymkę papieża anonsuje część mediów. Wszyscy oczekują kolejnych przeprosin ze strony papieża, ale ciągle nie słychać, by władze państwowe chciały wykonać podobny gest. A zatem powiedzmy jasno: wspomniany raport jest przede wszystkim surowy wobec państwa kanadyjskiego. Cywilizowanie „Pierwszych Narodów”, jak określa się rdzenne ludy w Kanadzie, odbywało się jednak z pogwałceniem ich godności (dotyczy to m.in. łamanych przez kanadyjskie rządy umów z rdzennymi plemionami dotyczących ziemi itp.). W takim kontekście trzeba też spojrzeć na działalność misjonarzy, którzy de facto stali się wykonawcami rządowego projektu stworzenia „nowych Kanadyjczyków”.

– Trzeba założyć, że w punkcie wyjścia była dobra wola, chęć przekazania wiedzy i wiary, ale wykonanie niekoniecznie okazało się najszczęśliwsze. Oblaci w Kanadzie stoją dziś na stanowisku, że te szkoły nigdy nie powinny były istnieć w takim kształcie, a przynajmniej Kościół nie powinien był się angażować w ich prowadzenie, kiedy już zobaczył, że dochodzi do nadużyć seksualnych i znęcania się nad tymi dziećmi – mówił mi o. Andrzej Jastrzębski OMI, profesor na Uniwersytecie św. Pawła w Ottawie. To oblaci właśnie zarządzali większością z tych szkół, które prowadził Kościół katolicki (48 z 80). Prowincjał oblatów w Kanadzie, o. Ken Thorson, dodaje: – Szkoły były finansowane przez rząd federalny, więc można powiedzieć, że to rząd był przede wszystkim odpowiedzialny za panujące w nich warunki. Zachowały się listy wysyłane do Departamentu Spraw Indian przez administratorów placówek – wykazywali oni potrzebę zwiększenia budżetu, ponieważ fundusze były niewystarczające i brakowało środków na zapewnienie odpowiedniego odżywiania, opieki medycznej, a nawet warunków życia. Wydaje się, że nie istniały wyraziste wytyczne rządowe dotyczące edukacji, poza tym, że miały zostać zapewnione podstawowe nauczanie oraz praktyczne szkolenie umiejętności w rzemiośle, rolnictwie i pracach domowych. Dla rządu w centrum uwagi znajdowała się natomiast asymilacja dzieci rdzennych mieszkańców.

Nie jest to żadna próba zdjęcia z siebie odpowiedzialności. Przeciwnie, oblaci kanadyjscy, ale też inne zgromadzenia katolickie i wspólnoty protestanckie, zrobili już wiele, by chociaż symbolicznie zadośćuczynić ofiarom tamtego systemu. W lipcu 1991 roku, w obecności mediów i ok. 20 tys. rdzennych mieszkańców Kanady w Lac Ste. Anne na dorocznej pielgrzymce przełożeni kanadyjskiej prowincji oblatów przeprosili Indian „za pewne aspekty ich misyjnej obecności i posługi”. Nie za ewangelizację, ale za stosowane metody.

Fake newsy z grobami?

Pielgrzymka papieża Franciszka została ułożona tak, by można było powiedzieć, że Kościół katolicki zrobił już wszystko, by uznać swoją odpowiedzialność i by możliwe było pojednanie między rdzennymi i białymi wiernymi tego samego Kościoła (Indianie są również jego aktywnymi członkami), ale też między wszystkimi Kanadyjczykami. Tyle że ten proces nie będzie autentyczny i trwały, jeśli nie dokona się w prawdzie. Trudno powiedzieć, czy wątek ów pojawi się w czasie pielgrzymki papieża, ale obok przeprosin za realne winy katolickich misjonarzy ktoś powinien również przeprosić za fałszywe oskarżenia w sprawie rzekomych masowych grobów dzieci uczęszczających do tych szkół. To właśnie ten temat podgrzał atmosferę w ubiegłym roku, dziś jednak coraz częściej wielu naukowców i dziennikarzy przyznaje, że był to być może największy fake news w historii Kanady. Amerykański serwis The Federalist napisał niedawno, że w najgłośniejszej sprawie odkrycia rzekomego masowego grobu ze szczątkami 215 indiańskich dzieci w pobliżu szkoły rezydencjalnej w Kamloops nie przedstawiono jak dotąd żadnego dowodu i nie potwierdzono obecności żadnych ciał. Media oparły swoje relacje na powierzchownych badaniach radarowych, a śledztwo niczego nie wykazało. Również „New York Post” uczciwe napisał, że sprawa okazała się grubymi nićmi szyta. Gazeta przypomina, że sondowanie radarowe w miejscu rzekomego masowego grobu indiańskich dzieci w Kamloops wykonała Sarah Beaulieu, naukowiec z zakresu antropologii konfliktu. Podczas konferencji prasowej w lipcu zeszłego roku Beaulieu powiedziała, że „prawdopodobnych grobów” nie można potwierdzić, dopóki nie zostaną przeprowadzone wykopaliska. Jej śledztwo obejmowało tylko 2 ze 160 akrów powierzchni. Sama miała poinformować, że „ledwo zadrapała powierzchnię”. Po „odkryciach” w Kamloops badania radarem penetrującym ziemię wykonano również wokół szkół w Kolumbii Brytyjskiej i Saskatchewan, gdzie także ogłoszono znalezienie masowych grobów. Problem w tym, że wszystko opiera się wyłącznie na badaniach radarem, które pokazują tylko pewne anomalie i odbicia w ziemi, ale nie identyfikują tego, co naprawdę tam się znajduje.

Zbadać do końca

Wszystkie te badania kwestionuje m.in. prof. Eldon Yellowhorn, archeolog i antropolog, założyciel Wydziału Studiów Tubylczych na Uniwersytecie Simona Frasera w Kolumbii Brytyjskiej. Sam dorastał w rezerwacie Indian Peigan, a członkowie jego rodziny uczęszczali do szkół rezydencjalnych. Od 2009 roku, na prośbę Komisji Prawda i Pojednanie, poszukuje i identyfikuje miejsca pochówku indiańskich dzieci w tych szkołach. Z jego analiz wynika, że to groby dzieci, które umierały na gruźlicę, ale także na grypę, żółtą febrę i tyfus. Oczywiście winne temu były również warunki panujące w szkołach (tu znowu kłania się brak odpowiednich środków ze strony państwa), ale to nie to samo co mówienie o „masowych grobach” – w domyśle – zamordowanych i pochowanych w tajemnicy dzieci. W mediach kanadyjskich i amerykańskich przywoływana jest także opinia profesora Jacques’a Rouillarda, emerytowanego wykładowcy na Wydziale Historii Uniwersytetu w Montrealu. Jego zdaniem w żadnym z dokumentów historycznych prowadzonych przez rząd nie ma dowodów, że przypadki śmierci rdzennych dzieci w tego typu szkołach były kiedykolwiek ukrywane. Według innego antropologa, Scotta Hamiltona, który w latach 2013–2015 pracował na cmentarzach szkolnych, należy być bardzo ostrożnym przy korzystaniu z radaru penetrującego grunt, ponieważ gleba mogła zostać naruszona w ciągu minionych lat. To oczywiście nie zamyka tematu – trzeba wykonać odpowiednie badania, by wyjaśnić wszelkie wątpliwości. Problem w tym, że media kanadyjskie i rząd wydały już wyrok na Kościół rok temu. Papież Franciszek będzie poruszał się po Kanadzie, będąc pod presją środowisk, które najchętniej zażądałyby od Kościoła przeprosin również za ewangelizację. •