Spece od gregorianki

ks. Roman Chromy, zdjęcia Henryk Przondziono

|

GN 20/2010

publikacja 20.05.2010 13:26

W murach opactwa w Solesmes rozbrzmiewa gregoriański śpiew. Od tysiąca lat nieprzerwanie modlą się tu benedyktyńscy mnisi.

Spece od gregorianki Henryk Przondziono

Był rok 1973 – opowiada o. Paul Alain Rochon, benedyktyn. – Wraz z ówczesnym opatem dom Jeanem Prou byliśmy na prywatnej audiencji u papieża Pawła VI. W pewnym momencie Ojciec Święty spojrzał opatowi w oczy i powiedział szeptem: „Proszę zrobić wszystko, aby zachować śpiewy gregoriańskie”. Paweł VI wiedział, że prosi o pomoc specjalistów. Benedyktynów znad rzeki Sarthe w Solesmes.

W tym roku zakonnicy świętują 1000-lecie pobytu niedaleko Le Mans we Francji. – Praktykujemy rady ewangeliczne, czystość obyczajów i posłuszeństwo, a także składamy Bogu ślub wierności miejscu – mówi dom Philippe Dupont, opat z Solesmes. – Żyjąc przez 60 czy 70 lat w jednym klasztorze, pragniemy wskazać ludziom takie wartości jak ciągłość i trwałość. W czasach kiedy wiele rodzin żyje w rozłące, chociażby ze względu na pracę, a przyjaźń spycha się na dalszy plan, my od dziesięciu wieków stawiamy na stałość i wierność.

Przeprowadzka do Solesmes

Wystarczy przekroczyć klasztorną bramę, aby ciągłość historii stała się naszym udziałem. Wielowiekowe budynki, mieszkająca w nich cisza i dziwne spowolnienie czasu. Mnisi, przemykający raz po raz wirydarzem, unikają fotoreporterów. Bo tylko w skupieniu, jak powtarzają za świętym Benedyktem, można odnaleźć Boga. Otoczone murem opactwo w niewielkiej części dostępne jest dla odwiedzających. Recepcja, sklepik z dewocjonaliami i książkami, usytuowano poza opactwem.

Dom rekolekcyjny na wewnętrznym dziedzińcu klasztoru przeznaczony jest wyłącznie dla mężczyzn. Chętni do modlitwy razem z mnichami mogą zająć miejsca w kościele pod wezwaniem św. Piotra. Wzniesiono go w XI w. Był centralnym miejscem małego klasztoru. Sygnaturka wprowadza w świat modlitwy, która śpiewana jest przez 60 mnichów, jednym głosem. Zawsze po łacinie. Niektórzy Francuzi dla takich przeżyć przeprowadzają się do Solesmes po osiągnięciu wieku emerytalnego.

Rzodkiewki na przystawkę

W ciągu dwudniowego pobytu w Solesmes udaje się nam poznać zaledwie zasadnicze zręby zakonnego życia. Wprowadza w nie o. Paul Rochon, rzecznik prasowy benedyktynów. Najpierw wsłuchujemy się w śpiewaną przez mnichów modlitwę południową. O zaangażowaniu, ze względu na zawiłość gregoriańskich melodii, raczej nie ma mowy. Wychodząc z kościoła, w milczeniu udajemy się na posiłek. Przed wejściem na jadalnię opat obmywa nam wodą dłonie, podaje ręcznik i serdecznym ukłonem wita u siebie.

Po krótkiej modlitwie przed jedzeniem mnich, któremu oddano głos, bierze się za lekturę duchową i czyta wszystkim do obiadu. Na przystawkę całe rzodkiewki, chleb z masłem i sól do smaku. Potem ryż, kotlety z mielonego mięsa, kubek wina, a na deser naturalny krem śmietankowy. Zwyczajnie, smacznie i zdrowo.
Po obiedzie o. Rochon dalej opowiada o życiu zakonnym i o wybitnych opatach. Jest w klasztorze od 54 lat. – Niektórzy, szczególnie dziennikarze, pytają, z czego żyjemy – mówi. – Odpowiadam wtedy: z Bożej Opatrzności!

Żyć i nie biedować

Wspomina początek lat 90. minionego stulecia. Wtedy do drzwi klasztoru zapukało dwóch kleryków z Litwy. Zostali benedyktyńskimi nowicjuszami. Po paru latach poprosili mnichów z Solesmes o odnowę życia monastycznego w swoim kraju. W 1998 roku 11 zakonników wyjechało na Litwę, bez grosza. – Parę miesięcy później jedna z zamożnych pań ofiarowała nam swój spadek – opowiada o. Rochon.

– Pieniędzy wystarczyło na wybudowanie na Litwie nowego klasztoru i na utrzymanie naszych braci. To jest właśnie Boża Opatrzność! Benedyktynom, choć żyją skromnie, niczego nie brakuje. – Niektórzy współbracia dostają emeryturę, ponieważ przed wstąpieniem do zakonu pracowali zawodowo. Otrzymujemy od wiernych intencje mszalne – wyjaśnia o. Rochon. W klasztorze jest 60 zakonników, a mamy tylko dwa samochody, jeden telewizor, trzy punkty dostępu do internetu i odkupione, używane komputery. Wyliczyliśmy, że żyjemy o 80 proc. taniej niż przeciętna francuska rodzina. Zakonnicy pomagają też innym. Każdego roku wspierają kilkuset kloszardów. – Zasadę mamy prostą: każdy z bezdomnych może pozostać u nas jedną dobę – mówi o. Paul. – Nakarmiony i umyty, musi ruszać dalej.

Odnajdują Boga w śpiewie

Benedyktyni z Solesmes wydają księgi liturgiczne, książki z duchowości i z historii. Nagrywają również śpiewy gregoriańskie, którym zawdzięczają światową sławę. Albowiem od lat 30. XIX wieku, po zawieruchach rewolucji francuskiej, zakonnicy gromadzą w swoich archiwach kopiowane śpiewy gregoriańskie z klasztorów całej Europy. Najpierw dostępne manuskrypty przepisywali ręcznie. Po narodzinach fotografii utrwalali je na zdjęciach, a obecnie historyczne materiały poddają cyfrowej obróbce.

Solemes rozsławiły śpiewy gregoriańskie. – Są one jednak nie tyle istotą naszego życia, ile uprzywilejowanym środkiem poszukiwania Boga – uważa opat dom Philippe Dupont. – Przetrwały przez wieki, stając się wyrazem stałości Kościoła w modlitwie. Troszczymy się o tę formę muzyczną po to, żeby odnajdywać w niej drogę, prowadzącą ludzi do Boga. Delikatność, siła, a także gwałtowność niektórych melodii gregoriańskich wyrażają odczucia wiernych, zwracających się do Boga w przeróżnych sytuacjach życiowych. Mnisi śpiewają ponad cztery godziny dziennie, bo tyle czasu poświęcają wspólnej modlitwie.

Módl się i pracuj

– Słowa wyjęte z reguły świętego Benedykta „Ora et labora” są powszechnie znane. Co jednak oznaczają? Czy znajdują odzwierciedlenie w zakonnej codzienności? – Obecnie praca mnichów ma raczej charakter czysto intelektualny – mówi o. Rochon. Potwierdzeniem tych słów jest dziewięciopiętrowa biblioteka. Zakonnicy przez wieki zgromadzili w niej 300 tys. woluminów. Kiedy wchodzimy między regały z książkami, uderza niesamowity porządek, a w oczy rzuca się napis, niczym z telewizyjnej reklamy: „Terapia dla duszy”. Układ księgozbioru na półkach nie jest przypadkowy.

Na pierwszej linii opasłe tomy Biblii w językach oryginalnych, potem komentarze do Pisma Świętego, księgi liturgiczne (unikatowa kolekcja w Europie), nauka ojców Kościoła po grecku i łacinie, teologia, mistyka, apologetyka, filozofia, historia, geografia… Do życia zakonnego w opactwie nad rzeką Sarthe przygotowuje się sześciu nowicjuszów. Trzem Francuzom towarzyszy czterdziestoletni Amerykanin, finansista z Chicago. Razem z nimi nowicjusze z Haiti i Holandii. Być może będą wprowadzać benedyktynów w drugie tysiąclecie istnienia w Solemnes?