Ostatni będą pierwszymi

ks. Tomasz Horak, proboszcz parafii Nowy Świętów

|

GN 18/2010

publikacja 05.05.2010 15:32

Z okna Pana Boga widok jest i bardziej rozległy, i zarazem bardzo personalny. Biblia mówi: "Znam cię po imieniu". Ludzie zaś widzą tłum albo i nic nie widzą.

ks. Tomasz Horak ks. Tomasz Horak

Cztery tygodnie mijają od wstrząsu pod Smoleńskiem. Niech fizycy obliczą, jaka ilość energii wyzwoliła się w czasie upadku masy 100 ton przy prędkości 260 km/godz. Ziemia musiała zadrżeć. Polityczne trzęsienie ziemi ukryto przed tłumem. Warto pamiętać, że śledztwo w sprawie katastrofy w Gibraltarze nie jest dokończone, mimo upływu 67 lat, a my, naiwni, chcielibyśmy wszystko od razu wiedzieć. Cierpliwości. Aliści kilka czy kilkanaście dni temu przyszedł do mnie... nieważne kto. Prosił o dyskrecję. Ksiądz i dziennikarz nie pyta wtedy, dlaczego. Rozmawiamy o tragedii.

Trochę miał pretensji do „Gościa”, że nie wszyscy, co zginęli, zostali potraktowani równo. „A na końcu to już tylko imiona i nazwiska”. Tłumaczę, że to był najpracowitszy dzień w historii redakcji. Trzeba było w ciągu doby zebrać mnóstwo informacji. Na taką ewentualność i na taką listę nikt nie był przygotowany. „No właśnie!” – i położył przede mną kartkę. Na niej trzy imiona, nazwiska, wiek: Natalia Januszko 22, Justyna Moniuszko 25, Barbara Maciejczyk 29. Pod spodem cytat z Ewangelii: „Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”. I poprosił, by Mszę św. za nie odprawić. Z tym właśnie komentarzem z Ewangelii. Wzruszył mnie. Z tej trójki dziewczyn wiedziałem coś tylko o jednej. Tyle, co z agencyjnych wiadomości.

Dwie inne, mimo imion, były dla mnie bezimienne. No tak, ostatnie na liście. A jaka kolejka u Pana Boga?
Tam pewnie nie ma kolejki. Na szczęście. I tam nie ma bezimiennych. Nawet nie potrzebują żołnierskich „nieśmiertelników”. I obejdzie się bez badań DNA. Na szczęście. Dobrze więc, że są ludzie, którzy czują małość naszych, skądinąd koniecznych, list i kolejek. Wpisuję nazwiska do internetowej wyszukiwarki. Są krótkie notki, zdjęcia, filmiki... Przed kilku tygodniami pewnie nie było.

Z perspektywy mojego okna nie było. Ale na szczęście z okna Pana Boga widok jest i bardziej rozległy, i zarazem bardzo personalny. Biblia mówi: „Znam cię po imieniu”. Ludzie zaś widzą tłum albo i nic nie widzą. Co najwyżej na ulicy ktoś się obejrzy za ładną dziewczyną. Pewnie też bym się obejrzał, ładne były. Młodego życia nie marnowały, o czym świadczą ich studia i zainteresowania. I ta praca, na którą czas i siły miały. Jaka jest miara życia, by nie być ostatnim? A może tylko świeca jest więcej warta, im dłużej kopci?

Dostępna jest część treści. Chcesz więcej? Zaloguj się i rozpocznij subskrypcję.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.