Dojrzewają

ks. Tomasz Horak, proboszcz wiejskiej parafii Nowy Świętów

|

GN 41/2008

publikacja 13.10.2008 16:39

Prymas Wyszyński twierdził, że z Polską będą się w świecie liczyć, gdy będzie miała 70 milionów mieszkańców. Ma połowę z tego.

ks. Tomasz Horak ks. Tomasz Horak

Nie chciałem zapeszyć, bo roślinka jest mała, krucha i delikatna, może nie przetrwać. Odczekałem więc z tematem prawie miesiąc. Temat jest demograficzno-liturgiczno-wychowawczy. To i tak w uproszczeniu. Ale co ma wspólnego demografia z liturgią? Z wychowaniem i dojrzałością? A ma. W mojej parafii (już druga kadencja) były roczniki dzieci i młodzieży między 30 a 40, czasem więcej osób. Niegdysiejsza jedna klasa obsadziłaby dziś pół szkoły. Teraz roczniki wahają się wokół dziesiątki.

„Materiału” na ministrantów jest po prostu mniej. Niech no te roczniki dojdą do matury – nie tylko seminaria duchowne się wyludnią, ale trzy czwarte wyższych uczelni trzeba będzie zamknąć. Czas myśleć o przekwalifikowaniu pracowników naukowych – mówię to bez cienia złośliwości. Widzę i głośno mówię o tym, co się pod dywan zamiata. Kościół bił na alarm już kilkadziesiąt lat temu. Prymas Wyszyński twierdził, że z Polską będą się w świecie liczyć, gdy będzie miała 70 mln mieszkańców. Ma połowę z tego. Kpili z prymasa, „ciemnogród” – mówili. A on miał rację.

Odbiegłem od tematu. A więc ministrantów jest mniej. Znacząco mniej. Zeszłego roku dyżury były kulawe, niepełne. Nie dziwię się. Dzieci były nad miarę obciążone. A to w końcu dzieci. Gimnazjalistów już przed laty „oświata” ukradła do miasteczek. Są ministrantami, ale już nie na co dzień. Na początku września zebranie organizacyjne – podział na grupy, dyżury, obowiązki. Zwykle bywały przepychanki, dużo uspokajania, dąsy. Tego roku zaskoczyli mnie. Rzeczowa dyskusja, konkretne decyzje – żeby w każdej grupie był ktoś czytający, śpiewający, żeby wracając nikt nie musiał iść sam.

Nawet to, żeby było po równo tych solidnych i tych mniej solidnych – przy czym nikt się nie obraził za takie określenie. Trzeba było zmienić system dyżurów, aby przy mniejszej liczbie osób wszystko mogło się jakoś kręcić. To oczywiście zwiększa obciążenie obowiązkami, ale to było założenie, o którym nie mówiono. Na razie wszystko jakoś funkcjonuje. Oby dalej. I oby całe społeczeństwo zaczęło widzieć nowe obciążenia, które spadną na nasze barki jako następstwo przemian, które sami sobie zgotowaliśmy. Nie będzie to łatwe. Tym bardziej że wielu konsekwencji nie jesteśmy w stanie przewidzieć. A sprawy narodu są śmiertelnie poważne. Dojrzewać nam trzeba.