Biskup przekonywał samego siebie

ks. Tomasz Horak, proboszcz wiejskiej parafii Nowy Świętów

|

GN 22/2008

publikacja 06.06.2008 00:34

Wystarczy jeden ksiądz, bo Bóg wielką siłę z jednego uczyni

ks. Tomasz Horak ks. Tomasz Horak

Przeżyłem miły dzień. Od kilku lat, po czeskiej stronie, w malowniczo położonym sanktuarium Panny Marie Pomocné 13 maja spotykają się diakoni, prezbiterzy i biskup dicecezji ostrawsko-opawskiej. Jak nie pojechać, skoro mam tam ledwie 15 kilometrów. Kustosz sanktuarium, o. Stanislav, wita mnie serdecznie – znamy się od dawna, przed laty notowałem jego opowieści z czasów totalitaryzmu. Pokazując ukwiecone zbocze, powiada: „Matka Boska ma krasne ogrody”. Wśród czeskich księży częściej niż wśród naszych można usłyszeć różne pobożne powiedzonka. Ktoś mówi o pogodzie, że wspaniała. Inny na to: „Przecież Matka Boska to Królowa Aniołów, muszą się starać”. Jakoś tak ciepło mi się na sercu zrobiło, gdy to usłyszałem. Bo w ogóle to atmosfera była miła, pobożna i bardzo kościelna.

Na pierwszy rzut oka tłumek zróżnicowany bardzo. Charakterystyczne twarze starszych kapłanów, na których odciśnięta jest historia czasów komunizmu – więzień, ciężkiej fizycznej pracy, nabytej nieufności. Młodzi już inni. Ale nie tacy jak w Polsce. Słucham kazania biskupa Lobkowicza. „Jedna Panna w Nazarecie. Jeden chleb w rękach Jezusa. Jeden Piotr. Jeden ksiądz w parafii i w okolicy”. I rozwija myśl: Wystarczy jeden, bo Bóg wielką siłę z jednego uczyni. Biskup stara się budzić w swoich księżach i diakonach nadzieję. Nie na to, że Kościół w ich kraju nabierze innego znaczenia, że nagle zaczną być rodakom bardzo potrzebni. Budzi nadzieję, że to wszystko, co czynią – nieraz samotnie trudząc się dla Jezusa, Ewangelii, Kościoła – ma sens, jest potrzebne i owocne.

Słucham tego i zastanawiam się, czy biskup mówi do swoich księży, czy przede wszystkim do samego siebie... Po Mszy posiłek – gorąca kiełbasa na tekturowej tacce, hořčice, chleb, kawa, herbata, pivečko. Tworzą się grupy. Ożywione rozmowy, emanująca ze wszystkich radość. Pracują rozrzuceni nieraz daleko od siebie. Okazja, by się spotkać i pogadać. Pochodzący z Polski księża identyfikują mnie po zdjęciu z „Gościa”, dziękują za internetowe kazania. A teologiczny wykład miał młody doktor z uniwersytetu praskiego, karmelita z Zaolzia, przy owej kiełbasce rozmawiający kapitalną śląską gwarą. Po cichu wam powiem, że frekwencja księży lepsza niż na analogicznym spotkaniu w naszej diecezji. Pewnie dlatego, że tu pogodę mieli udaną, a dojazd dalszy.

Dostępna jest część treści. Chcesz więcej? Zaloguj się i rozpocznij subskrypcję.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.