Nowa etyka w biznesie?

Wojciech Roszkowski, historyk, publicysta poseł do Parlamentu Europejskiego

|

GN 29/2009

publikacja 19.07.2009 11:58

Wrażliwość moralna nie jest obca różnym celebrytom

Wojciech Roszkowski Wojciech Roszkowski

Śmierć nieszczęsnego Michaela Jacksona wywołała mnóstwo komentarzy na temat manipulacji w show-biznesie i granic etyki w tym świecie. Większość komentatorów zadowalała się powtarzaniem apologii jego królowania w krainie pop, ale wielu starało się dociec, co się za tym wszystkim kryło. Informacje na temat życia prywatnego gwiazdora były, i nadal są, tak sprzeczne, że właściwie wiadomo tylko, iż było ono sensacyjne. Nawet co do jego stanu zdrowia nie ma jasności.

Opierając się na tych sprzecznych doniesieniach, staraliśmy się z żoną dojść jakiejś prawdy. Na próżno. żona była zdania, że gwiazdor rozpadał się pod wpływem aplikowanych sobie operacji, ja przychylałem się do opinii, że zmarł raczej w dobrym stanie. W obecnej debacie publicznej okazuje się jednak, iż wrażliwość moralna nie jest obca różnym celebrytom. Któż by się na przykład spodziewał, że Peter Singer, sławny profesor Princeton University, specjalizujący się w walce o prawa zwierząt i w podważaniu wartości życia ludzkiego, zajmie się moralnymi aspektami współczesnego kryzysu finansowego? Skąd to zainteresowanie człowieka, który zajmuje się zawodowo zaprzeczaniem jakiejkolwiek etyce?

Otóż Singer odnotował ciekawe zjawisko przysięgi, wypracowanej ostatnio przez studentów słynnej Harvard Business School, którzy, najwyraźniej pod wrażeniem załamania się piramid finansowych w rodzaju Bernarda Madoffa czy Allena Stanforda, pragną zobowiązać się, że będą prowadzić biznes w sposób etyczny. Już 20 proc. studentów, absolwentów harwardzkiej szkoły, złożyło taką przysięgę.

Co prawda Singer pyta uszczypliwie, co myśli o tym pozostałe 80 proc., ale zjawisko występujące wśród studentów Harvardu jest i tak nowe oraz charakterystyczne dla epoki, w której oszustwa wielkich rekinów finansjery przyczyniły się do podkopania zaufania do instytucji finansowych i kapitalistycznych w ogóle i w której najwyraźniej ujawnia się czasem jakaś refleksja moralna nad obecnym światem. Choć Singer wyraził wątpliwość w związek między wspomnianymi nadużyciami a załamaniem finansowym w USA i gdzie indziej, zadał jednak niezwykle istotne pytanie: czy menedżerowie wielkiego biznesu są zobowiązani do czegokolwiek innego niż dbanie o zyski?

Odpowiedź, jakiej udzielił sobie i czytelnikom Singer, nie jest zbyt jasna. Mimo że sam głosi względność norm moralnych, stanął w opozycji do liberałów gospodarczych. To im przypisał pełny relatywizm moralny. Zacytował przy tym Miltona Friedmana: „Istnieje tylko jeden rodzaj odpowiedzialności w biznesie – aby używać zasobów i angażować się w przedsięwzięcia mające na celu zwiększenie zysków na tyle, na ile pozostaje w ramach reguł gry, czyli angażować się w wolną i nieskrępowaną konkurencję bez oszustw i nadużyć”.

Singer skomentował to tak: „Dla wiernych wyznawców tej teorii sugestia, że menedżer biznesu winien dążyć do czegoś innego niż maksymalizacja zysku, jest herezją”. Dziwne. Przecież cytowana wypowiedź Friedmana mówi coś przeciwnego. Podobnie jak protoplaści myślenia liberalnego w ekonomii, tacy jak na przykład Adam Smith, Friedman podkreślił znaczenie norm moralnych w życiu gospodarczym. Czym są bowiem określenia „oszustwa” i „nadużycia” jak nie przyznaniem prawu lub moralności roli jednego z regulatorów działalności gospodarczej w kapitalizmie?

Singer tego drobiazgu nie zauważył, nie bez przyczyny. Choć zgodnie ze „społeczną wrażliwością” podobnych sobie „relatywistów histerycznych” przyznał, że kryzys byłby głębszy, gdyby państwa nie wpompowały miliardów dolarów podatników w ratowanie upadających firm, zignorował jednocześnie w swoim tekście rolę osobistej uczciwości oraz prawa, którego respektowanie stanowi minimum gwarancji dla wszystkich uczestników życia gospodarczego. Nic dziwnego u etyka podważającego uniwersalność norm moralnych. Można by się spodziewać, że Singer, który nie wierzy w prawo naturalne, powie: trudno, stałych norm nie ma, wszystko opiera się na prawie dżungli, a w biznesie tym bardziej, więc niech każdy radzi sobie sam.

Tymczasem czytelnika czeka prawdziwa niespodzianka. Konkluzja Singera jest bowiem taka: gdyby dostateczna część ludzi biznesu pojmowała swój interes w sensie proponowanym przez przysięgę studentów Harvardu, moglibyśmy się doczekać odrodzenia etyki w biznesie. Bardzo dobra konkluzja. Czyżby Singer jednak uznał, że normy moralne nie są czymś względnym? Skądinąd nic o tym nie wiadomo. Wydaje się raczej, że wyznał przez to, że jego własne poglądy są względne: raz takie, raz inne.