Nie warto żyć za wszelką cenę

Władysław Bartoszewski, historyk, były minister spraw zagranicznych

|

GN 08/2007

publikacja 24.02.2007 19:53

W takich sprawach jak sprawiedliwość czy godność człowieka nie zawiera się kompromisów

Władysław Bartoszewski Władysław Bartoszewski

Wdzięczność Bogu i ludziom za doznane dobro nie należy u nas – jak mi się zdaje – do cnót powszechnie praktykowanych. Dlatego pragnę, korzystając ze zwyczajowych uprawnień felietonisty, dać jej wyraz z ważnej dla mnie okazji. 19 lutego obchodziłem w gronie wielu wspaniałych ludzi 85-lecie mych urodzin. To okazja do szerszej i głębszej refleksji, której będę próbował dać wyraz w obszerniejszej formie w mych książkach, bo jest to naturalna forma wyrażania myśli i uczuć dla człowieka pióra, którym jestem od 65 lat (debiutowałem w tajnej prasie katolickiej w okupowanej Warszawie w 1942 roku…). Ale z potrzeby serca chcę zaraz dać wyraz mojej wdzięczności – przynajmniej pars pro toto – niektórym osobistościom i osobom, które okazały mi swą wielką życzliwość.

Historia prześladowanego
Zaczynam od Ojca Świętego. Benedykt XVI poinformowany o mych urodzinach zechciał napisać: „Panu Profesorowi Władysławowi Bartoszewskiemu z okazji 85. rocznicy urodzin życzę obfitości łask Bożych i z serca błogosławię. Benedictus XVI PP. Watykan, 5 lutego 2007 r.”.

Wdzięczny jestem niezmiernie polskim i niemieckim arcybiskupom i kardynałom, którzy odnieśli się do mnie z tej samej okazji, wspierając mnie modlitwą i dobrymi słowami. Przykładowo zacytuję tutaj jednego z nich, arcybiskupa Moguncji, kardynała Karla Lehmanna, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Niemiec. Napisał: „»Każdy z nas zbiera w życiu inne doświadczenia, zależy to od wielu czynników. Ja zdecydowałem się iść drogą, która komuś może się wydać niezwyczajna. Ale nie jestem z tego powodu jakimś bohaterem. Po prostu miałem możliwość zebrania rozmaitych doświadczeń w sytuacjach ekstremalnych i te doświadczenia chciałbym przekazać dalej«.

Tak Władysław Bartoszewski mówił kiedyś o swoim życiu. (...) Historia jego życia to historia człowieka co chwila prześladowanego, który jednak – Bogu dzięki – miał szczęście i wyszedł z tego cało. Ale też właśnie dlatego nigdy nie zapomniał, jak wielu innych straciło życie, jak wielu zostało okrutnie zamordowanych, zamęczonych na śmierć. I wie on także, jak »niesłychanie wysokie ryzyko podejmowali ci, którzy decydowali się udzielać pomocy« potrzebującym. (...) Co dało temu człowiekowi tak wielkie, niewyczerpane wręcz siły w stawianiu oporu złu?

Myślę, że zakorzenienie całej działalności publicznej Władysława Bartoszewskiego w dwóch wartościach: w sprawiedliwości i prawdzie. (...) Są sytuacje, gdy trzeba ustawić się pod prąd. Bartoszewski wie – bez wywyższania się, bez elitarnej pozy – że zwykle tylko niewielu decyduje się nie płynąć z prądem. Jednym z podstawowych doświadczeń jego życia było i to, że w takich sprawach jak sprawiedliwość czy godność człowieka nie zawiera się kompromisów.

Bartoszewski napisał kiedyś, że nie warto żyć za wszelką cenę. Być może to najważniejsze jego słowa, jakie znam, że »żyć za wszelką cenę to hańba«. Że »zachowanie życia za wszelką cenę to walka, jaka toczy się w przyrodzie, gdy silniejszy napada na słabszego, i gdy wtedy ten słabszy gotów jest zrobić wszystko i podporządkować się, paść na kolana. To jest nieludzkie«. Władysław Bartoszewski zawsze był człowiekiem wiary, człowiekiem Kościoła. Jego wiara to wiara kogoś, kto – po tym, czego doświadczył w życiu – jest świadom, że wiele pytań o Boga musi pozostać bez odpowiedzi, musi pozostać tajemnicą, zagadką. (...) To wiara, która przeszła przez wiele najcięższych prób i która nie potrzebuje wielkich słów. Za to świadectwo jego życia chciałbym powiedzieć mu dziś, gdy kończy 85 lat, po prostu: »Bóg zapłać!«”. (Tekst w przekładzie – z oryginału niemieckiego – Wojciecha Pięciaka).

Życiorys dla wielu
Z osób świeckich wdzięczność ma należy się przede wszystkim prezydentowi mego rodzinnego miasta, Warszawy, prof. Hannie Gronkiewicz--Waltz, czynnej od lat w pracy katolickiego laikatu, która napisała m.in.: „Zabrzmi to banalnie, ale czasem banału nie uda się uniknąć – życiorysem Pana Profesora, Pana fascynującymi doświadczeniami i przygodami intelektualnymi można by obdarować kilka osób.

A każdemu działaniu, każdej inicjatywie, całej twórczości towarzyszyły – jako wartości nadrzędne – szacunek dla drugiego człowieka, niezależnie od rasy, wyznania czy narodowości, oraz służba Ojczyźnie, światu i wolności. Służba wypełniana wiernie, konsekwentnie, bez baczenia na zagrożenia, w każdych warunkach. (…) Warszawiaka z krwi i kości dobrze zna Stolica i wiele Panu zawdzięcza; uczestnikowi jej obrony we wrześniu 1939 roku, potem pomysłowemu i aktywnemu uczestnikowi walki podziemnej, żołnierzowi Powstania. Zna Pana Warszawa konspiracyjna, opozycyjna i demokratyczna. Szczyci się takim Obywatelem i jest mu wdzięczna. Bo w dorobku twórczym Władysława Bartoszewskiego to Miasto i jego dzieje, zwłaszcza w okresie okupacji, zajmuje miejsce szczególne. Poświęcił Pan naszej stolicy wiele książek, monografii i opracowań o niezwykłej historycznej i kronikarskiej wartości. I jest sprawą oczywistą, że w uznaniu zasług i w dowód szacunku został Pan Honorowym Obywatelem Warszawy”.

Przyjmuję te wszystkie – przywołane tu dziś i nieprzywołane – wypowiedzi z największą wdzięcznością i wzruszeniem. Czuję się uhonorowany ponad zasługi. Ale i zobowiązany do służenia nadal tym wartościom, które mnie z laudatorami wiążą.