Dwaj Papieże

Władysław Bartoszewski, historyk, były minister spraw zagranicznych

|

GN 24/2005

publikacja 14.06.2005 20:06

Wierzącym i myślącym katolikom – Polakom i Niemcom – przypada zadanie odbudowy popsutych przez nieodpowiedzialnych polityków stosunków zaufania, umożliwiających normalne współżycie między naszymi obu narodami.

Dwaj Papieże

Podobno w połowie czerwca ma pojawić się w kilku wielkich kinach w Polsce włoski film fabularny o Karolu Wojtyle pt. „Karol. Historia człowieka, który został papieżem”. Film, który ukończono zbyt późno, aby zdążył go obejrzeć Wielki Zmarły, produkowany był wszakże za jego wiedzą i przyzwoleniem.
Reżyserem jest Włoch Giacomo Battiato, który scenariusz filmu oparł na dość popularnej we Włoszech książce „Storia di Karol” („Historia Karola”), napisanej przez obracającego się w kręgach watykańskich publicystę Gian Franco Svidercoschiego.

Refleksja Polaka najstarszego pokolenia
19 maja po południu odbył się w wielkiej Auli Pawła VI uroczysty pokaz tego filmu; charakterystycznym gestem ze strony papieża Benedykta XVI była jego osobista obecność na pokazie, co spowodowało udział całego korpusu dyplomatycznego z wielu państw świata, kardynałów, biskupów, elit intelektualnych Rzymu i – co ważne – paru tysięcy zwyczajnych widzów, w jakiś sposób z Watykanem związanych. Spośród kilkorga polskich aktorów obecny był na pokazie Piotr Adamczyk, występujący w roli Karola Wojtyły. Film, choć bardzo długi – składa się bowiem z dwóch pełnometrażowych części – jest jednak tak poruszający, że w pełni związał uwagę widzów.

Dla Polaka najstarszego pokolenia, pamiętającego fakty sprzed sześćdziesięciu pięciu lat, ogromnym doznaniem był sam początek dzieła: w pierwszych dniach po napaści Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 r. Karol Wojtyła z ojcem opuszczają Kraków i wycofują się wśród tysięcy innych ludzi na wschód. Brutalność tej wojny ukazano już w pierwszych sekwencjach filmu z realistyczną wyrazistością. Film nie jest dokumentem historycznym, tylko opowieścią, ale reżyserowi udało się zachować wierność skomplikowanej przecież dla Włochów ówczesnej rzeczywistości w okupowanym Krakowie.

Nie jestem krytykiem filmowym i mam ograniczone kompetencje do formułowania ocen artystycznych, ale jako widz, świadek historii, odczuwałem wdzięczność dla Piotra Adamczyka za to, w jaki sposób umiał przybliżyć nam postać młodego Karola Wojtyły w codziennych dniach okupacji, w tym wnioski, jakie ten zdołał wyciągnąć ze stopniowego pogłębiania się samotności wobec piekielnego świata. W drugiej części filmu znajduje z niej wyjście w powołaniu kapłańskim.

Niezwykłość i mądrość planów Bożych
Muszę się przyznać, że w trakcie projekcji filmu zastanawiałem się, jak przedstawione problemy może odbierać Najdostojniejszy Widz – Benedykt XVI, jaka jest jego perspektywa jako jedenasto-, dwunasto-, trzynastoletniego chłopca, niemieckiego dziecka z katolickiej chłopskiej rodziny. Gdy po projekcji zabrał głos, powiedział m.in.: „Część pierwsza ukazuje to, co wydarzyło się w Polsce pod okupacją nazistowską, odwołując się w sposób często wywołujący silne emocje do represji wobec narodu polskiego i do ludobójstwa Żydów. Były to okrutne zbrodnie, które ukazują całe zło, jakie niosła w sobie ideologia nazistowska. Wstrząśnięty takim ogromem bólu i przemocy, młody Karol postanowił dokonać zwrotu w swoim życiu, odpowiadając na Boże powołanie do kapłaństwa. Film pokazuje sceny i epizody, które w swej surowości wywołują w oglądającym instynktowny odruch grozy i skłaniają do refleksji nad otchłaniami podłości, jaka może kryć się w ludzkim sercu. Jednocześnie przypomnienie podobnych wynaturzeń nie może nie ożywić w każdej osobie słusznego poczuwania się do obowiązku uczynienia wszystkiego, co w jej mocy, aby nigdy już nie mogły się powtórzyć wydarzenia tak nieludzko barbarzyńskie”.

I akcentując, że film wyświetlano w kilka dni po sześćdziesiątej rocznicy zakończenia II wojny światowej, przypomniał określenie Jana Pawła II sprzed dziesięciu lat, że wojna ta była „samobójstwem ludzkości”. Po czym z całą otwartością oświadczył: „Jakże nie odczytać w świetle opatrznościowego planu Bożego faktu, że na Stolicy Piotrowej po papieżu Polaku zasiadł obywatel tej ziemi, Niemiec, na której reżim nazistowski mógł odnieść sukces z ogromną zjadliwością i zaatakować następnie sąsiednie kraje, w tym w szczególności Polskę? Obaj ci papieże w młodości – chociaż na różnych frontach i w odmiennej sytuacji – musieli poznać barbarzyństwo drugiej wojny światowej i obłąkanej przemocy jednych ludzi przeciwko drugim, narodów przeciwko narodom.

List pojednania, jaki w ostatnich dniach Soboru Watykańskiego II tu, w Rzymie, biskupi polscy przekazali biskupom niemieckim, zawierał te słynne słowa, które jeszcze brzmią w naszych sercach: »Przebaczamy i prosimy o przebaczenie«.

Zastanawiałem się wtedy nad niezwykłością i mądrością planów Bożych i zrozumiałem może lepiej motywy wyniesienia przez Jana Pawła II w 1981 r.Josepha Ratzingera na funkcję jednego z najbliższych swych współpracowników. Szczególnie to może ważne jest dziś, gdy wierzącym i myślącym katolikom – Polakom i Niemcom – przypada zadanie odbudowy popsutych przez nieodpowiedzialnych polityków stosunków zaufania, umożliwiających normalne współżycie między naszymi obu narodami.