Wyjście z dezorientacji

Przemysław Kucharczak

|

GN 50/2007

publikacja 13.12.2007 10:16

To skandal, że polscy katolicy nie pomagają finansowo dziewczynom i chłopakom, którzy leczą się z homoseksualizmu.

Wyjście z dezorientacji

Bo skąd licealistka czy student, którzy nie powiedzieli o swojej skłonności nawet rodzicom, wytrzasną pieniądze na terapię i dojazdy? Dzisiaj można już im pomóc. Lubelski ośrodek „Odwaga”, który organizuje terapię dla homoseksualistów, ma od niedawna numer konta. W tym ośrodku wielu ludzi całkowicie wyleczyło się z zaburzeń homoseksualnych. – Ja sam błogosławiłem już siedem małżeństw chłopców, którzy wyszli z homoseksualizmu – mówi jezuita Mieczysław Kożuch, filozof i psycholog. – Ci chłopcy mają dzisiaj żony, dzieci i szczęśliwe życie rodzinne. Znam wiele takich przypadków – dodaje.

W listopadzie „Superwizjer” TVN wyemitował jednak reportaż atakujący Kościół za stosunek do homoseksualizmu. Dziennikarka poszła z ukrytą kamerą do siedziby „Odwagi”. Przedstawiła się jako lesbijka i nagrała rozmowę z kobietą, która jej otworzyła. Narobiła jednak w materiale mnóstwo kompromitujących dla TVN błędów. W efekcie nie pokazała prawdziwego podejścia Kościoła, tylko jego zdumiewającą karykaturę. Arcybiskup Józef Życiński, który patronuje „Odwadze”, przed tygodniem w Radiu eR nazwał metody pracy dziennikarki „wyjątkowo prymitywnym zachowaniem”.

Ojciec geja
Kiedy ktoś wspomni, że ze skłonności homoseksualnych można wyjść, środowiska gejowskie zawsze wpadają w histerię. – To bzdury, bo homoseksualizm jest wrodzony! – mówią z taką pewnością siebie, że większość dziennikarzy naiwnie to powtarza. Tymczasem badania naukowe nie potwierdzają tego politycznie poprawnego mitu. Na całym świecie żyją już tysiące ludzi wyleczonych z homoseksualizmu. W USA i Kanadzie działa aż 125 ośrodków, które pomagają homoseksualistom zmienić swoje skłonności. Amerykańskie organizacje Courage i Exodus działają z sukcesami już od ponad 30 lat. Polska jest pod tym względem opóźniona. Za tym spóźnieniem idą tysiące tragedii homoseksualistów, którym nie dano możliwości zmiany swojej skłonności. Założona przez Ruch Światło–Życie lubelska „Odwaga” działa dopiero od końca lat 90.

W zeszłym roku w Warszawie gościł Alan Medinger, wyleczony gej, autor książki „Podróż ku pełni męskości”. Kiedy powiedziano mu, że w Polsce działa tylko jeden ośrodek pomagający homoseksualistom, na twarzy Medingera odbiło się zdziwienie. – Jest mi smutno... To ważne, żeby Kościół objął opieką ludzi o skłonnościach homoseksualnych. Przyjechałem tu po to, żeby was do tego zachęcić – powiedział.
Alan Medinger miał zaledwie 13 lat, kiedy po raz pierwszy uprawiał seks z kolegą. To był starszy o rok sąsiad z przedmieścia Baltimore. A później Alan zapadał się w grzech coraz bardziej.

W zeszłym roku Medinger mówił dziennikarzowi „Gościa”, że jego skłonność do mężczyzn miała źródło w dzieciństwie. Zaczęło się od ojca, który z ciężką depresją często przebywał w szpitalu psychiatrycznym. – Był dobrym człowiekiem. Ale ledwo radził sobie w życiu. Więc nie odgrywał też roli ojca, czego wtedy tak bardzo potrzebowałem – mówił.

Alanowi w dzieciństwie zabrakło ojcowskiego wzoru męskości. Jasne: chciał być taki, jak inni spotykani mężczyźni. Ale nie wierzył, że mu się uda, bo czuł się ciamajdą. Z fascynacją gapił się na męskie muskuły na siłowni w pobliskiej remizie strażackiej. „Skupiliśmy uwagę na męskości innych. Chcieliśmy ich męskości, a to pragnienie nabrało cech seksualnych” – napisał w książce.

U źródła męskiego homoseksualizmu zawsze tkwi zaburzona więź z ojcem. Większość chłopców radzi sobie z tym i wyrastają jednak na heteroseksualistów. Jednak niektórzy, ci najbardziej wrażliwi, ci najgorzej radzący sobie ze sportem, ci odrzuceni przez rówieśników, mogą popaść w homoseksualizm. Zwłaszcza jeśli w dzieciństwie ktoś ich seksualnie wykorzystał. Podobne, dodatkowe przyczyny, nie zawsze pojawiają się naraz. Ale jedna przyczyna powtarza się u homoseksualnych mężczyzn jak refren: w dzieciństwie nie odczuwali miłości swoich ojców. U lesbijek przyczyny homoseksualizmu bywają bardziej skomplikowane. Ale często też pochodzą z dzieciństwa.

Pięć lat terapii
Homoseksualistom w Ameryce łatwiej się wyleczyć, bo spotykają się co tydzień, na trzy albo cztery godziny. – My z racji finansowych i organizacyjnych robimy spotkania tylko raz w miesiącu, w weekendy – mówi o. Kożuch. – Wielu chłopców i dziewczyn jest niezamożnych, nie mają możliwości przyjeżdżać częściej – dodaje.

Tym bardziej że spotkania w „Odwadze” prowadzą fachowcy, psychologowie, którym za ich pracę trzeba zapłacić. Jak długo trwa terapia? – Trzeba ją rozłożyć na mniej więcej pięć lat – ocenia o. Mieczysław. On sam jest jednym z terapeutów, pracuje z chłopcami. – Najpierw są dwa lata w grupie wsparcia, później dwa lata terapii indywidualnej i jeszcze jeden rok. W tym czasie chłopak nieraz poznaje dziewczynę, która go wspiera. Prowadzimy więc też pomoc dla narzeczonych – mówi. I zastrzega, że ludzie korzystający z terapii nie powinni się załamywać, jeśli odczucia homoseksualne ustępują zbyt powoli albo jeśli powracają. – Jeśli w nerwicach są nawroty, to tu też ma prawo się to zdarzać. Ale to wcale nie klęska, a terapia przynosi postęp! – przekonuje.

Niektórzy homoseksualiści zmieniają w Lublinie swoją orientację całkowicie. U innych homoseksualne skłonności wyciszają się na tyle, że zaczynają odczuwać pociąg do płci przeciwnej. Na widok bardzo przystojnego mężczyzny wychodzący z homoseksualizmu chłopcy czasem odczuwają po prostu mniej więcej to samo co wierny, heteroseksualny mąż na widok pięknej kobiety. – Ślub to nie dowód na wyjście z homoseksualizmu. Ale dla mnie to znak, że ludzie wewnętrznie się uporządkowali – mówi o. Kożuch.

Potencjał męskości
– Ja dzięki terapii zauważyłem źródła swoich zranień – uważa leczący się z homoseksualizmu Krzysztof. – Na terapii zaczynasz rozumieć, jakie wydarzenia z przeszłości i komu masz przebaczyć. Uczysz się akceptacji przeszłości. I przynosisz to Panu Bogu, bo to On cię ostatecznie leczy – tłumaczy. Krzysztof nie czuje się całkiem wyleczony. Zwłaszcza że z powodu wyjazdu musiał przerwać terapię. Nowego terapeuty jeszcze nie znalazł. Ale dokonał się w nim olbrzymi postęp. – Mam szczęśliwą rodzinę, żonę, dwoje małych dzieci. A z moim problemem ciągle jestem w drodze – wyjaśnia. Wbrew twierdzeniom TVN, chłopcy zawsze mówią o swoich problemach dziewczynom, które często później zostają ich żonami.

Organizacje gejowskie próbują wyjaśniać, że skoro jacyś homoseksualiści się wyleczyli, to widać nie byli... prawdziwymi homoseksualistami. Że widać mieli skłonności biseksualne. – Mówiąc precyzyjnie: nie mogę wykluczyć, że oni przed terapią zupełnie nie mieli skłonności biseksualnych, choćby w jakimś minimalnym stopniu – mówi o. Mieczysław Kożuch. – Ale wiem na pewno, że każdy z nas nosi w sobie potencjał jako kobieta lub mężczyzna. I każdy homoseksualista może dojść do swojej męskiej lub żeńskiej tożsamości. A wtedy może też otworzyć się na płeć przeciwną i dawać życie – podkreśla. Nie wszyscy, którzy tu trafiają, wychodzą z homoseksualnego zaburzenia. – Skuteczność tej terapii zależy od motywacji. Jeżeli ktoś naprawdę widzi problem i chce coś zmienić, to ma ogromną szansę na uporządkowanie tej sprawy – ocenia o. Kożuch.

Na terapii w „Odwadze” pojawił się też Kamil, chłopak po studiach. Sympatyczny, inteligentny, z poczuciem humoru, katolik z przekonania. Od dzieciństwa podobają mu się tylko inni chłopcy. – Nie wyobrażasz sobie, jakie to cierpienie – mówi. Nie powiedział ani rodzicom, ani braciom. Latami cierpiał w samotności. Zwijał się z wewnętrznego bólu, kiedy bracia żartowali na temat pedałów. Albo pytali, czy znalazł już dziewczynę.
Dzięki terapii z Kamilem jest jednak lepiej. Stał się bardziej otwarty, ma wielu przyjaciół, których dotąd mu brakowało. Pojawiła się też koleżanka. Powiedział jej o wszystkim. I spotykają się dalej. – Zwiększyłbym moje szanse na wyjście z homoseksualizmu, gdybym oprócz terapii w Lublinie chodził na dodatkową terapię do psychologa. Ale wtedy z mojej pensji już nic nie zostanie – mówi. – A jeśli akurat mnie nie uda się z tego wyjść? Wszystkie oszczędności stracę na psychologów, będę miał 40 lat i nawet nie dorobię się mieszkania – obawia się. Z myślą o Kamilu i innych w podobnej sytuacji zamieszczamy poniżej konto lubelskiej „Odwagi”.

Konto „Odwagi”
Fundacja „Światło-Życie”
Ośrodek ODWAGA

ul. ks. F. Blachnickiego 8,
20-806 Lublin
nr rachunku: 86 1240 2470 1111 0010 1405 4892

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

W subskrypcji otrzymujesz

  • Nieograniczony dostęp do:
    • wszystkich wydań on-line tygodnika „Gość Niedzielny”
    • wszystkich wydań on-line on-line magazynu „Gość Extra”
    • wszystkich wydań on-line magazynu „Historia Kościoła”
    • wszystkich wydań on-line miesięcznika „Mały Gość Niedzielny”
    • wszystkich płatnych treści publikowanych w portalu gosc.pl.
  • brak reklam na stronach;
  • Niespodzianki od redakcji.
Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.