Chwała i upadek

Tomasz Wołek, publicysta, komentator sportowy

|

GN 29/2006

publikacja 13.07.2006 22:08

Mistrzostwa świata w Niemczech przypomniały kilka prawd o charakterze uniwersalnym.

Chwała i upadek

Po pierwsze potwierdziły stałą hierarchię futbolowej elity. Nieodmiennie przynależą doń wyłącznie zespoły z Europy i Ameryki Łacińskiej, choć tym razem górą był zdecydowanie Stary Świat. Niezmierzony potencjał ludnościowy Azji i Afryki wciąż jeszcze nie przekłada się na sportową klasę. Nie wystarczy bowiem plejada samorodnych talentów (zwłaszcza Afryka dostarczała je od dawna w wielkiej obfitości). Na miażdżącą przewagę Europejczyków i Latynosów składa się z górą stuletnia praca kolejnych pokoleń, które stworzyły i ugruntowały całą cywilizację i kulturę (nie tylko stricte piłkarską), wspartą na bogatej tradycji, sile trwałych instytucji, profesjonalnej organizacji i dyscyplinie, zasilaną przez dokonania nauki i techniki.

Bohaterowie przed emeryturą
Po wtóre o sukcesie decydowały należycie wyważone proporcje między doświadczeniem i młodością. Taką mieszankę skomponowali Włosi, Francuzi, Niemcy, Portugalczycy i Argentyńczycy. Nadmiar bujnej młodości nie posłużył zbytnio Szwajcarom i Anglikom, a nawet Hiszpanom. Dla odmiany Brazylia zaufała sytym sławy weteranom, co zakończyło się fiaskiem. Ciekawe, iż rej wodzili gracze, niekiedy odsyłani już na emeryturę, jak np. Cannavaro (33 lata), Zidane (34), Thuram (34), Makelele (33), Vieira (30), Figo (34), Lehmann (37!).

Ten wykaz prowadzi nas do konkluzji trzeciej, takiej mianowicie, że były to mistrzostwa profesjonalistów. Że triumfy święciły te drużyny i ci zawodnicy, którzy swe obowiązki traktowali poważnie i odpowiedzialnie. Którzy swój talent poparli galerniczą pracą, bezgraniczną ambicją, wzorowym trybem życia, szacunkiem dla widzów. Którzy rozumieją, że na wielkie pieniądze trzeba harować w pocie czoła. Słowem – zawodowcy pełną gębą.

Amatorzy Janasa
Jakże odstawali od nich faktyczni – cóż z tego, że z formalnie profesjonalnym statusem – amatorzy. Amatorzy nie w szlachetnym, lecz pejoratywnym sensie. Taką właśnie amatorszczyzną wykazała się, niestety, polska ekipa, czyli zarówno sztab szkoleniowy z trenerem Janasem na czele, jak sami zawodnicy, z wyjątkiem Smolarka i może jeszcze dwóch, trzech innych. Fatalne przygotowanie pod każdym względem, od technicznego po kondycyjne, brak jakiejkolwiek myśli przewodniej, ubóstwo koncepcji taktycznych, niedojrzałość mentalna – oto jakie wrażenie dominowało. Tym wystraszonym mężczyznom o rozbieganych oczach brakowało sił już po pół godzinie, a przecież gra w piłkę to ich zawód i sposób utrzymania rodzin. Tymczasem przypominali grupę beztroskich turystów na jakiejś przypadkowej wycieczce.

Najciekawszy futbol pokazały Włochy i Argentyna, a w drugiej fazie również Francja. Włosi, zarówno w całym turnieju, jak i w meczu finałowym, pomimo że to Francuzi mieli w nim przewagę, zademonstrowali grę najbardziej uniwersalną oraz zespół tak wyrównany, że niemal każdy z obecnych na boisku piłkarzy mógł poszczycić się strzeleniem gola. Argentyna dysponowała wspaniałą, wszechstronną ekipą, łączącą taktyczne wyrafinowanie z maestrią techniczną. Stronniczy sędzia słowacki pozbawił Argentyńczyków zwycięstwa nad Niemcami. Ci ostatni, faworyzowani ponad miarę, dorobili się obiecującego zespołu, grającego z dużym rozmachem.

Wybryk Zidane’a
Media zachwycały się atmosferą mundialu, chwaląc otwartość i ujmującą gościnność gospodarzy. Owszem, dopóki Niemcy wygrywali, gotowi byli cały świat przygarnąć do serca. Kiedy wszakże powinęła się im noga, skończyły się serdeczności. Momentalnie powróciły niemiecka pycha, buta i gruboskórność. Włosi byli lżeni i wyszydzani. Dał znać o sobie ciasny szowinizm.

Mimo wszystko było to wielkie święto futbolu. Choć nie brakowało brutalności i cwaniactwa, górę brał duch sportowy. Niestety, tylko do finału. Niepojęty wybryk Zidane’a, dżentelmena na boisku i poza nim, naruszył wszystkie kategorie logiki. Wielka szkoda, że sportowiec i człowiek tak wybitny kończy karierę w stylu tak fatalnym. Nawet jeżeli prowokacje Materazziego były najbardziej obelżywe, ktoś tej miary co Zidane powinien wznieść się ponad nie. Ten zdumiewający eksces położył się cieniem na całej imprezie. Nakazuje także ponownie głęboko przemyśleć wychowawcze funkcje sportu. Świat dał się ponieść emocjom zarówno pozytywnym, jak i negatywnym.

Rywalizowały państwa i narody, czyli wspólnoty, które w naszej globalnej wiosce nadal zachowują rację bytu. Bowiem nawet skrajna komercja i biznes nie są w stanie wyprzeć i zastąpić dumy narodowej i uczuć patriotycznych.

Dostępna jest część treści. Chcesz więcej? Zaloguj się i rozpocznij subskrypcję.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.