Sukces szkodliwy dla zdrowia

Barbara Gruszka-Zych

|

GN 06/2005

publikacja 02.02.2005 13:44

Brakuje ci na wszystko czasu? Po powrocie do domu z pracy jesteś nieznośny dla rodziny? W sobotę i niedzielę zawsze zamartwiasz się problemami nurtującymi cię w pracy? Jeśli tak, to jest to ostatnia chwila byś zmienił swoje życie. Wkrótce może być za późno.

Pisarzowi, który nie potrafił wywiązać się z umowy – oddać na czas napisanej książki – sparaliżowało prawą rękę. Lekarze nie stwierdzili żadnych zmian organicznych. Po kilku dniach dolegliwości cudownie minęły. Okazało się, że taką ucieczką w chorobę zareagowało ciało przeciążone napięciem i tempem pracy ponad możliwości. Ręka, narzędzie pisania, po prostu odmówiła posłuszeństwa.

Na co dzień takie objawy przeciążenia pracą i walką o zawodowy sukces bywają mniej drastyczne. Dotknięci nimi cierpią na bóle głowy, kręgosłupa, żołądka. Pomagają sobie, stosując doraźnie leki, dostępne przy kasach każdego sklepu spożywczego i pracują dalej. Dopiero kiedy niespodziewanie odejmie im władzę w rękach, nogach, albo głos, przerażeni zastanawiają się, gdzie popełnili błąd? Dlaczego tak źle traktowali siebie i własne ciało.

American dream
Termin „wyścig szczurów” powstał przy okazji laboratoryjnych doświadczeń na gryzoniach, przeprowadzanych przez austriackiego uczonego Konrada Zachariasza Lorenza. Naj-inteligentniejsze z nich – szczury – stłoczono w klatkach i dawano im małe ilości jedzenia. Okazywało się, że zwierzęta ogarniała totalna agresja, nie przestrzegały żadnych reguł stada, zanotowano przypadki kanibalizmu i dzieciożerstwa.

To pojęcie jakiś czas potem zaczęło funkcjonować w odniesieniu do ludzi. Określa się nim niepohamowany pęd do kariery, nieustanną potrzebę osiągania sukcesów, które stały się miarą wielkości współczesnego człowieka. To z Ameryki przyszedł do nas modny mit, że każdy z pucybuta może stać się milionerem. Z czasem okazuje się jednak, że zaspokojenie kolejnych wytyczonych celów nie sprawia satysfakcji. Człowiek nie może „najeść się” sukcesem, nie spocznie, dopóki nie zostanie prezydentem. W Polsce zjawisko „wyścigu szczurów” daje się obserwować dopiero od 1989 roku, od momentu powstania gospodarki rynkowej.

Szczury w firmie
W krajowych firmach zaczęła obowiązywać przeniesiona z wielkich zachodnich koncernów zasada nieustannego wykazywania się w pracy, całkowitego jej oddania. Niebezpieczeństwo zaczyna się, kiedy człowiek nie widzi świata poza pracą. Czerwona lampka powinna się zapalić, gdy brakuje nam czasu dla rodziny, przyjaciół, na rozwój duchowy, życie kulturalne. Kiedy po powrocie do domu wyładowujemy agresję na najbliższych i... wracamy do przeglądania papierów przyniesionych z pracy. Na włączenie do „wyścigu” najczęściej narażeni są ludzie młodzi i mężczyźni po czterdziestce. Zakompleksieni, niemający poczucia własnej wartości.

Psycholog Katarzynie Okulicz-Kozaryn utkwił w pamięci obrazek ze wspinaczki na Giewont. Młody mężczyzna trzyma się łańcuchów i przez komórkę instruuje kolegów, w której szufladzie biurka leżą jakieś dokumenty. Nieumiejętność odcięcia się od problemów zawodowych, stres, presja nieustannej rywalizacji, lęk przed zwolnieniem odbijają się na naszym zdrowiu. Na choroby wywołane „wyścigiem” nie zapadają szeregowi pracownicy, np. kasjerki w kasach hipermarketów (one zarabiają na życie, walczą o byt, są zmęczone, a nie wypalone), ale ich przełożeni, mający zbyt duże ambicje, stale zaangażowani emocjonalnie.

Amfetamina i cukier
Psychologowie jednym tchem wymieniają skutki udziału w „wyścigu” – uzależnienia, zespół psychosomatyczny, syndrom wypalenia zawodowego, pracoholizm. Najczęściej po narkotyki napędzające – kokainę, amfetaminę – sięgają dziennikarze, politycy żyjący w chronicznym stresie. Lekarze, zwłaszcza chirurdzy (często wynagradzani przez pacjentów trunkami), terapeuci, wszyscy pracujący w zawodach, które wymagają dużej odpowiedzialności, popadają w alkoholizm, często tylko weekendowy. Alkohol chwilowo podnosi nastrój, „zalewa depresję”, pozwala przetrwać „pusty” czas. Kobiety uzależniają się od cukru.

To on powoduje wydzielanie hormonów, takich jak dopamina, serotonina, noradrenalina, dających tzw. szum pobudzenia, chwilowy „kop do życia”. – Problemy z nadwagą mają politycy, dziennikarze, szczególnie ci, pracujący przed kamerami, ale i sprzedawczynie – mówi psycholog Aleksandra Zuba. – To one ulegają modzie na szczupłą sylwetkę, lansowaną przez „Panią domu” czy „Claudię”. Cierpią na bulimię i anoreksję. Dużą szkodę wyrządzają gwiazdy medialne, które publicznie nie chcą się przyznać, że poddały się operacji żołądka, ale udają, że schudły, bo przestały jeść. To wywołuje frustrację u wielu „s zarych” obywateli, którzy nie jedzą, a tyją. Wypaleni
Organizm, broniący się przed nadmierną eksploatacją, daje objawy pseudochorobowe. Nauczyciele tracą głos, tenisiści dostają paraliżu rąk, z kolei chirurgom zaczynają się one trząść podczas operacji. Menedżerowie lądują w szpitalu ze stanem pseudozawałowym – boli ich za mostkiem, słabną, a zapis EKG pozostaje w normie. Zdarzają się też ataki pseudopadaczki.

Tyle że taka postać choroby jest estetyczna – dotknięty nią nie ślini się, nie popuszcza moczu i... wybiera sobie bezpieczne miejsce do upadku. Z czasem permanentny stres kończy się autentycznymi chorobami – najczęściej układu trawiennego (wrzody), krążenia i nowotworami. Od 30 lat pojawił się termin „wypalenie zawodowe” – oznaczający stan wyczerpania cielesnego, duchowego lub uczuciowego, wynikający ze stresu wywołanego przez drugiego człowieka, z którym stykamy się w pracy. Towarzyszy mu awersja do innych, mdłości, chęć ucieczki.

Pojęcie to funkcjonowało w slangu amerykańskich sportowców. Jeśli zawodnik na treningach miał dobre wyniki, a w czasie zawodów odpadał, bo nie wytrzymywał napięcia, mówiło się, że się wypalił. Wypalenie dotyka szczególnie ludzi pomagających innym – także psychologów, pielęgniarki, siostry zakonne, księży, nauczycieli, ale i menedżerów. To moment, kiedy uświadamiają sobie, że nic innym nie mogą dać, że zużyli już swoje siły.

Nie wszystko trzeba mieć
Kiedy ktoś z nas ma silną potrzebę lub przymus zajmowania się pracą, także „po godzinach”, gdy w czasie wolnym odczuwa niepokój, zdenerwowanie, które mija po powrocie do zajęć, zagląda do firmy, kiedy nie musi, może być pewien, że popadł w pracoholizm. Często kończy się to całkowitym rozluźnieniem więzi rodzinnych, rozkładem małżeństwa, poczuciem samotności, brakiem sensu życia. Prowadzi do samobójstw, które nagłaśniały media w Japonii i USA.

W trudnych sytuacjach może pomóc leczenie psychoterapeuty. W lżejszych – wsparcie rodziny, przywrócenie właściwych proporcji. – Ważne, żeby uświadomić sobie, że człowiek nie wszystko musi mieć – podkreśla Zuba. – Nie będę miała torebki „Prady”, ale czas na spacer. Ważne też jest wypracowanie postawy opartej na wewnętrznych wzorcach, przekazanych przez rodziców czy np. chrześcijański system wartości, a nie na zewnętrznych, chwilowo lansowanych modach. Z „wyścigiem” wygrywają ludzie, którzy mają mocno ukształtowaną hierarchię wartości, wiedzą, co jest w życiu najważniejsze. Najgorsze, kiedy rodzice wciągają dzieci w to szkodliwe ściganie. Kiedy te mają trzy lata, już zapisują je w kolejce do elitarnej szkoły.

– Znam przypadek nie za bardzo zdolnej dziewczynki, którą rodzice zmusili do nauki chińskiego i kilku języków, i już za to przeciążenie płaci zdrowiem – opowiada Okulicz-Kozaryn. Dla niej sukces to zadowolenie z tego, czym się zajmuje, chodzenie do pracy z przyjemnością. Wybitna poetka Ewa Lipska, jako jedna z nielicznych w świecie literackim, jest uważana za obojętną na jakąkolwiek rywalizację. Nigdy nie wiązała nadziei z pokazywaniem się na imprezach, braniem udziału w galach. Woli spotykać się kameralnie z młodzieżą. Czerpie też przyjemność z przebywania z samą sobą, bo przecież pisze w samotności. – Piszę, bo mam taką potrzebę, chcę wyrazić swój stosunek do świata, a nie rywalizować z kolegami – mówi. – W wyścigu szczurów jest coś niedobrego. To walka o to, co ulotne. Chęć wejścia na najwyższy szczyt jest większa w młodym wieku, ale zdarza się starszym. Najważniejsze, żeby wchodząc na szczyt, czegoś nie zgubić.

Materiał do tekstu zaczerpnęłamz rozmów z psychologami Katarzyną Okulicz-Kozaryn i Aleksandrą Zubą
Sygnały wskazujące na zjawisko „wypalenia”:

1. Niechęć towarzysząca wychodzeniu do pracy.
2. Ciągłe skargi na brak chęci do pracy lub przepracowanie.
3. Poczucie izolacji od świata.
4. Odbieranie życia jako trudnego i ponurego.
5. Złe stosunki z innymi w pracy.
6. Drażliwość, poirytowanie, brak cierpliwości w domu.
7.Częste choroby bez rozpoznawalnych przyczyn.
8. Myśli o ucieczce i samobójstwie.