Ptasia śmierć

Sebastian Musioł

|

GN 36/2005

publikacja 01.09.2005 22:14

Ptasia grypa dziesiątkuje ptaki na Syberii i zagraża hodowlom drobiu w Europie. Jeśli wirus ulegnie mutacji i ludzie zaczną się nawzajem zarażać, dojdzie do ogólnoświatowej epidemii, największej w dziejach ludzkości.

Ptasia śmierć Na rynku w Hanoi wietnamscy pracownicy,w obawie przed epidemią ptasiej grypy, w maskach na twarzy czyszczą kurczaki, zanim trafią do sprzedaży. PAP/EPA/JULIAN ABRAM WAINWRIGHT

Blady strach padł najpierw na mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej. W maju tego roku pojawiła się pogłoska o chorobie, która podobno uśmierciła 121 osób w chińskiej prowincji Qinghai. Władze Chin w typowym dla siebie stylu, podobnie jak w przypadku wcześniejszego SARS, najpierw informację zdementowały. Doniesienia te jednak zaalarmowały wirusologów.

Sprawę zbadano i okazało się, że choroba pochodziła od dzikich gęsi i mew. Ptaki przyleciały nad jezioro Qinghai z Indii, gdzie choroba nie występuje. Szlaki wędrówek ptaków wiodą od Australii i Nowej Zelandii, przez różne części Azji, po Syberię, a nawet Europę. Ptaki, które przeżyły atak wirusa, mogą go roznosić przez wiele dni.

Niebawem epidemia ptasiej grypy objęła rozległe obszary na Syberii. Okazało się też, że szczep wirusa, który atakuje koło Nowosybirska, to H5N1. Ten sam, który od grudnia 2003 zabił w sumie 75 osób, głównie w Wietnamie i Tajlandii. W Mongolii graniczącej z Rosją znaleziono 80 martwych ptaków. W sześciu okręgach syberyjskich od połowy lipca liczba martwych ptaków przekroczyła 11 tysięcy.

Przypadki ptasiej grypy odkryto w Kazachstanie i na farmie w pobliżu Tokio. – Najbardziej niepokojące
jest to, że wirus w tym roku przekroczył Himalaje i w szybkim tempie osiągnął linię Uralu i Morza Kaspijskiego – tłumaczy Krzysztof Jażdżewski, główny lekarz weterynarii. – Jeśli to tempo się utrzyma, to za trzy tygodnie możemy mieć epidemię w Polsce – dodaje.

Skala zagrożenia
Krzysztof Jażdżewski uspokaja, że przez wschodnią granicę do Polski ptasia grypa nie dotrze. Obowiązuje zakaz importu drobiu i mięsa drobiowego z Rosji i krajów wschodniej Azji. Skoordynowana z celnikami akcja polega głównie na kontroli wwożonej żywności. Jedzenie na własne potrzeby należy zostawić na granicy. Nie wolno wwozić przetworów z ptaków, takich jak pierze czy skorupki z jaj. Nie sprowadzamy drobiu z Dalekiego Wschodu. Wszystkie kurczaki, gęsi, indyki i kaczki na polskich fermach pochodzą z hodowli krajowych bądź są sprowadzone z Europy Zachodniej.

Od dwóch tygodni holenderscy rolnicy nie mają prawa wypuszczać drobiu na świeże powietrze. Tamtejszy rząd nakazał, by w ten sposób chronić ponad sto milionów sztuk kur przed wirusem przenoszonym przez dzikie ptaki wędrowne z Azji. Podobną decyzję podjęły Niemcy. We Włoszech rozpoczęto na lotniskach specjalną kontrolę pasażerów z krajów, w których zanotowano przypadki ptasiej grypy. Do walki z chorobą przygotowują się Brytyjczycy i Francuzi.

W razie odkrycia ognisk choroby w Polsce, policja, straż, służby weterynaryjne i władze samorządowe przygotowują scenariusze alarmowe. Lekarze weterynarii szkoleni są, jak reagować na przypadki dziwnych zachorowań wśród zwierząt. Od kilku miesięcy w Ministerstwie Zdrowia specjalny zespół monitoruje zagrożenia wirusem dla naszego kraju.

– Zwykły konsument, póki co, nie ma się czego obawiać – uspokaja Krzysztof Jażdżewski. – Drób sprzedawany w sklepach, zanim trafi do handlu, poddawany jest pewnej obróbce termicznej, która zabija wirusa. Inaczej bywa z ptakami hodowanymi i sprzedawanymi w małych gospodarstwach. Radzę wystrzegać się kupowania z niewiadomego źródła – dodaje.

Był niegroźny, teraz śmiertelny
Postępom choroby starannie przygląda się Światowa Organizacja Zdrowia. Specjaliści WHO starają się teraz stwierdzić, czy chorobą może się zarazić człowiek od człowieka. Nie potrafią natomiast odpowiedzieć, jak doszło do tego, że dotąd niegroźny wirus ptasi stał się nagle śmiercionośny dla człowieka.

Póki co, silnie zakaźna choroba atakuje raczej dzikie i hodowlane ptactwo, a bardzo rzadko ludzi. Mimo to już siedem lat temu w Hongkongu człowiek zaraził się wirusem ptasiej grypy. Ptasi wirus przenosi się przez odchody chorych ptaków, wydzielinę z ich oczu i nozdrzy. Wirusy występują także w jajach chorych ptaków. Teoretycznie ryzyko zakażenia ludzi jest bardzo małe, jeśli nie ma kontaktu z zakażonymi zwierzętami. Jeśli jednak do niego dojdzie, wówczas choroba ma zdecydowanie cięższy przebieg niż grypa ludzka. Odkryta niedawno szczepionka będzie gotowa nie wcześniej niż za pół roku. Na razie jedyną metodą walki z epidemią jest szybkie wybicie chorych kur.

– Ten rodzaj wirusa, który wywołuje ptasią grypę, dość trudno przenosi się na ludzi. Ale śmiertelność wśród osób, które zachorowały, jest bardzo wysoka – potwierdza prof. Andrzej Zieliński, konsultant krajowy ds. epidemiologii.

Kiedy zaatakuje ludzi?
Niestety, według epidemiologów ptasi wirus może ulec mutacji. A wtedy już nic nie przeszkodzi mu w przenoszeniu się z człowieka na człowieka. W takim wypadku groźba globalnej epidemii, czyli pandemii, jest bardzo realna. Zdaniem Roberta Webstera z kliniki St. Jude Children’s Research Hospital w Memphis (USA), kaczki (uważane za najgroźniejszy rezerwuar ptasiej grypy) potrafią przez długi czas przechowywać w swoim organizmie groźny zarazek, często bez widocznych oznak zakażenia. – To zwiększa prawdopodobieństwo, że wirus po kryjomu ulegnie mutacji i przybierze postać, która będzie przenosić się między ludźmi – ostrzega uczony.

Rozprzestrzenianie się zmutowanego genetycznie wirusa w Azji jest niebezpieczne dla całego świata. Wystarczy, by zarażone osoby poleciały samolotem na inny kontynent, aby w zasięgu epidemii znalazły się setki milionów ludzi na całym świecie.

Co roku na grypę choruje nawet kilkadziesiąt milionów osób. Umiera od kilku do kilkudziesięciu tysięcy. W czasie pandemii (zachorowania na dużych obszarach, nawet na całym świecie) wirus grypy zabija miliony ludzi. Dotychczasowe pandemie grypy (m.in. w latach 1889–90, 1918, 1948–1949, 1957, 1968) rozpoczynały się na Dalekim Wschodzie. Z Azji przywędrowała nawet grypa zwana hiszpanką. Pochłonęła ona około 20 mln ofiar. Rozmiary pandemii wywołanej ptasią grypą byłyby znacznie większe. Specjaliści oceniają, że jej ofiarą mogłoby paść nawet 50 milionów ludzi.