Radykalizm francuski

Jacek Dziedzina

|

GN 9/2021

publikacja 04.03.2021 00:00

Czy religia we Francji stanie się jeszcze bardziej podejrzana „z natury”? Taki może być efekt nowej ustawy, która miała zwalczać islamski radykalizm, a w praktyce może wzmocnić radykalizm laicki.

Muzułmanie wchodzą do meczetu na przedmieściach Paryża. Muzułmanie wchodzą do meczetu na przedmieściach Paryża.
Mohammed Badra /epa/pap

Z jednej strony chciałoby się powiedzieć: nareszcie elity francuskie przejrzały na oczy. I dojrzały do tego, by spychany przez dekady problem został nazwany po imieniu. Bo jeszcze 10 lat temu polityk używający określeń w rodzaju „separatyzm islamski” zostałby uznany za polityczny margines. Dziś używa go nie tylko prezydent V Republiki, ale ustawę mającą na celu walkę z radykalizmem, nazwanym po imieniu, przyjmuje zdecydowaną większością głosów Zgromadzenie Narodowe. Pomińmy w tym miejscu oczywisty kontekst polityczny: w przyszłym roku odbędą się wybory prezydenckie i Emmanuel Macron ma świadomość, że tym razem może przegrać z Marine Le Pen, którą od urzędującego prezydenta dzielą już tylko 4 punkty procentowe, a która od lat mówi głośno to, co dziś dopiero zaczęły podnosić dotychczasowe partie mainstreamowe.

Biorąc pod uwagę skalę problemów, w jakie uwikłała się Francja przez ignorowanie faktu, że na jej terytorium radykalizm islamski rozwijał się niemal bez ograniczeń, należałoby powiedzieć: lepiej późno niż wcale. Tyle tylko, że mamy do czynienia z ustawą, która wygląda raczej na kolejny kaganiec założony wszystkim związkom wyznaniowym. Już sama nazwa oficjalna – „ustawa wzmacniająca zasady Republiki” – daje do zrozumienia, że francuski model radykalnego i nieprzyjaznego rozdziału państwa od religii i religii od państwa ma być w praktyce jeszcze bardziej radykalny. Bo deklarowanym celem jest przede wszystkim „zagwarantowanie respektowania neutralności religijnej w przestrzeni publicznej”. Czy radykalizm islamski można zwalczyć radykalizmem laickim?

Islam pod lupą

Ustawa na pierwszy rzut oka faktycznie sprawia wrażenie adekwatnej reakcji na problem separatyzmu islamskiego. We Francji istnieją już przecież strefy rządzące się swoimi prawami, a także organizacje, które regularnie szkolą radykałów gotowych walczyć z francuskim stylem życia i porządkiem prawnym. Ustawa ma temu zapobiegać m.in. przez cały system kontroli, które będą mogły podejmować odpowiednie służby podlegające prefektom poszczególnych departamentów (to regionalni przedstawiciele władzy centralnej, podobnie jak u nas wojewodowie). Z tym związany jest jeszcze większy niż dotąd nacisk na to, by urzędy publiczne, ale też prywatne podmioty, które świadczą usługi publiczne (np. koleje, stołówki czy obiekty sportowe), były na tyle „neutralne religijnie”, by jeszcze bardziej wzmocnić zasadę sekularyzmu. Ustawa nadaje prefektom więcej władzy, a wręcz nakłada na nich obowiązek regularnych „przeglądów” w podlegających im lub znajdujących się na ich terenie placówkach świadczących publiczne usługi. Stowarzyszenia, które ubiegają się o dotację publiczną, będą musiały pisemnie zobowiązać się do przestrzegania „zasad Republiki”, które sprowadzono do takich pojęć, jak równość płci, godność ludzka, braterstwo itp.

Jeśli organizacje naruszą te zasady, będą musiały dotację zwrócić. Jak podaje portal vie-publique.fr (redagowany przez administrację publiczną), „w nagłych wypadkach minister spraw wewnętrznych może wydać decyzję o zawieszeniu stowarzyszenia lub jego rozwiązaniu”. Ważnym instrumentem kontroli ma być również prześwietlanie finansów i źródeł finansowania poszczególnych stowarzyszeń i fundacji. To akurat ważne w kontekście finansowanych przez kraje arabskie oraz Turcję szkół koranicznych i fundacji promujących islam we Francji, które często stają się przykrywką dla działalności szkoleniowej dla radykałów i terrorystów.

Burka jak welon?

O ile przepisy dotyczące działalności fundacji i stowarzyszeń dają się jeszcze jakoś obronić jako narzędzie kontroli i zapobiegania rozwojowi radykalizmu islamskiego (choć wspomniane „zasady Republiki” są potencjalną pałką także na Kościoły, które chcą pozostać chrześcijańskie, a nie „republikańskie”), to już poważne wątpliwości zaczynają się w kolejnych przepisach. I tak na przykład artykuł 21 ustawy (podaję nadal za rządowym portalem vie-publique.fr) wprowadza obowiązek szkolny od… 3. roku życia! I to ma obowiązywać od najbliższej jesieni. Obecnie istnieje już obowiązek przedszkolny od tego wieku, ale wprowadzenie obowiązku szkolnego na tym etapie jest przekroczeniem niedopuszczalnej granicy interwencji państwa. Oczywiście w przekazie medialnym ustawodawca przekonuje, że ma to zapobiec wychowywaniu dzieci w środowisku radykalnym, gdy dorastają w rodzinach ekstremistów. Co więcej, rząd przekonuje, że wybierając edukację domową, rodzice muzułmańscy posyłają dzieci do tajnych szkół religijnych, w których są indoktrynowane w kierunku radykalnego islamu. Problem w tym, że w praktyce nowy przepis oznacza zabranie praktycznie wszystkich dzieci spod opieki rodziców i wtłoczenie ich już w tak młodym wieku w inny rodzaj indoktrynacji – tym razem skrajnie laickiej, nazywanej „republikańską”.

Autorzy ustawy mówią wprost, że edukacja dziecka w rodzinie staje się odtąd wyjątkiem, a nie prawem rodziców. Będzie można otrzymać zwolnienie z tego obowiązku wyłącznie „ze względów zdrowotnych, materialnych lub w przypadku szczególnej sytuacji dziecka”. Wątpliwości do takiego kształtu ustawy zgłaszali francuscy biskupi. Abp Eric de Moulins-Beaufort, przewodniczący Episkopatu Francji, słusznie zauważył, że w praktyce nowa ustawa może ograniczać prawa wszystkich osób wierzących. Jego zdaniem ustawa tworzy wrażenie, że wierzący co do zasady są „obywatelami, którzy powinni być nadzorowani”. Na potwierdzenie tych obaw można przywołać samą debatę w parlamencie, gdy jeden ze zwolenników ustawy porównał nawet islamską burkę… z welonem ślubnym panny młodej w kościele.

Koniec z poligamią?

Jest oczywiście w tej ustawie parę zapisów, które mają szansę ochronić samych muzułmanów, w tym zwłaszcza kobiety, przed islamskim radykalizmem. Na przykład wzmocniona zostaje ochrona spadkobierców nieruchomości znajdującej się na terenie Francji w sytuacji, gdyby ktoś chciał dokonać podziału majątku według zwyczaju, który nie uznaje równości dzieci, gdy jeden mężczyzna miał dzieci z wieloma żonami. Ustawa zresztą próbuje rozwiązać problemy z poligamią, m.in. wzmacniając walkę z przymusowymi małżeństwami. Ponadto znane w społecznościach muzułmańskich wydawanie tzw. świadectw dziewictwa stanie się zabronione i będzie zagrożone karą jednego roku więzienia i grzywny w wysokości 15 000 euro. Do tego dochodzą kary za „prowokowanie dyskryminacji, nienawiści lub przemocy w miejscu kultu” – tu kara zostaje podniesiona do siedmiu lat więzienia.

Zabronione będzie również organizowanie spotkań politycznych w miejscach kultu i pojawianie się w nich osób skazanych za przestępstwa. To ostatnie akurat wydaje się mocno kontrowersyjne, bo o ile można zrozumieć charakter prewencyjny tego przepisu, to jak to się ma np. do osób, które odbyły karę w więzieniu, ale chcą zacząć nowe życie – czy przepis w praktyce będzie chronił tylko przed terrorystami, którzy po wyjściu z więzienia stali się jeszcze bardziej radykalni, czy również będzie blokował możliwość praktyk religijnych przez osoby, które przeżyły jakąś przemianę duchową i moralną, ale „w papierach” pozostają przestępcami?

Rykoszetem w Kościół

Jak widać, nowe prawo, choć słuszne co do intencji walki z radykalizmem islamskim, w praktyce stwarza szereg problemów, które z jednej strony ten radykalizm mogą jeszcze wzmocnić, z drugiej uderzą najmocniej w te związki wyznaniowe, które z tak rozumianym radykalizmem nie mają nic wspólnego, chcą za to pozostać wierne swoim zasadom. W praktyce może okazać się, że ustawa wymierzona w radykalizm islamski uderzy najbardziej na przykład w Kościół katolicki i organizacje katolickie, które będą nadal sprzeciwiać się różnego rodzaju inżynierii społecznej czy bioetycznej.

I tak już dziś za radykałów zagrażających „zasadom Republiki” uchodzą ci biskupi, księża i świeccy, którzy mieli odwagę wyjść na ulice w sprzeciwie wobec projektów ustaw zezwalających na tzw. małżeństwa dla wszystkich i na adopcję dzieci przez pary homoseksualne. Za radykałów już ściganych prawem uchodzą redakcje portali, które ośmielają się pokazywać prawdę o aborcji i promują wartość życia od poczęcia. Ustawa ma w sobie na tyle pojemne zapisy, że w praktyce mogą one jeszcze bardziej uderzyć właśnie w te środowiska, które wiarę traktują jako rzeczywistość przenikającą każdy obszar życia – a czasem są to jedyne środowiska, które chcą bronić zdrowego rozsądku i porządku natury, bo przecież prawda o życiu człowieka, które zaczyna się od poczęcia, czy prawda o małżeństwie jako związku mężczyzny i kobiety to nie żadne prawdy wiary, tylko fakty biologiczne i cywilizacyjne. Można się obawiać, że nowe prawo i „zasady Republiki”, zamiast obronić Francję przed islamskim radykalizmem, jeszcze mocniej wkroczą i spacyfikują tę rzeczywistość i wrażliwość, która jako jedyna ma szanse uratować kraj nad Sekwaną.•