Do końca ich polubił

Marcin Jakimowicz

„Lubcie się wzajemnie, jak Ja was polubiłem”. Zaraz, zaraz. Na pewno tak to brzmiało? W Kościele jest miejsce dla tych, którzy myślą i modlą się inaczej niż ty i których zwyczajnie nie lubisz.

Do końca ich polubił

Jest sporo ludzi w Kościele, których zwyczajnie nie lubię. Straszliwie mnie drażnią i gdybym mógł poprosić Pana Boga o inny „spis lokatorów”, wysłałbym petycję o pozytywne rozpatrzenie mojej prośby. A jednak tego nie robię. Dlaczego? Bo Jezus nie zostawił nam przykazania: „Lubcie się wzajemnie, albowiem Ja was polubiłem”. Chrześcijaństwo nie jest lekcją klikania „łapki w górę”, ale szkołą przebaczania, oczyszczenia i budowania mostów. To, że kogoś nie lubię, nie znaczy, że nie mogę go kochać.

Myślę, że w tym roku wykonaliśmy 200 proc. normy planu katolicko-katolickiej jatki w mediach społecznościowych, sprawdzania swych kato-tożsamości i udowadniana, kto jest bardziej prawowierny. Czy to nie ślepa uliczka?
To, że różnimy się poglądami, nie znaczy, że nie możemy być w tym samym Kościele. To, że modlimy się inaczej i nie stosujemy duchowej urawniłowki, nie znaczy, że nie możemy być w tym samym Kościele. Cechą Ducha Świętego jest jedność w różnorodności. Ileż razy czytałem w ostatnich miesiącach zarzut: „oni modlą się inaczej niż my”. „Inaczej” to znaczy źle, nieprawomyślnie. Naprawdę? Dlaczego różnorodność postrzegana jest jako zagrożenie, a nie błogosławieństwo?

Zauważyliście, że w dniu Pięćdziesiątnicy każdy z uczniów mówił INNYM językiem? Dlaczego wszyscy nie śpiewali po aramejsku, hebrajsku czy grecku? Przecież pozornie musiało to wyglądać na chaos, skoro święty Piotr w swym pierwszym kazaniu musiał tłumaczyć, że nie jest pijany. Pozornie. Z perspektywy Ducha był to ład i harmonia. On kocha różnorodność.

W Kościele jest miejsce dla tych, którzy myślą i modlą się inaczej niż ty. I dla tych, których zwyczajnie nie lubisz. Zanim wsadzisz ich do szufladki z napisem „heretycy” pomyśl najpierw, że to przede wszystkim twoi bracia. Czyż nie mamy jednego Ojca?