Ewangelia w krainie kangurów

Maciej Rajfur

|

GN 42/2020

publikacja 15.10.2020 00:00

– Do 18. roku życia nie myślałem o kapłaństwie. Wolałem zaglądać pod maski samochodów, a potem pisać programy komputerowe. Ale Pan Bóg ma swój plan i właśnie spełnia się on w moim życiu – mówi bp Karol Kulczycki SDS, pierwszy polski biskup dla Australii.

Ewangelia w krainie kangurów Maciej Rajfur / Foto Gość

Maciej Rajfur: Jak zostać biskupem?

Bp Karol Kulczycki SDS: Chyba trzeba tego nie pragnąć. (śmiech) W młodości nawet nie myślałem o kapłaństwie. Do 18. roku życia był to dla mnie obcy temat. Chodziłem do kościoła i modliłem się, ale nie planowałem zostać księdzem. Dopiero na rekolekcjach powołaniowych podczas adoracji pojawiła się myśl: „Czy jeśli Bóg cię powołuje, pójdziesz za Nim?”. Odbyłem pierwszy dialog z Bogiem w innym wymiarze.

I poszedł Ksiądz Biskup za ciosem, a raczej za głosem.

Postawiłem sobie warunek: jeśli przez te trzy lata, które mi zostały do skończenia szkoły średniej, będę czuł w sercu pragnienie bycia księdzem, pójdę za tym głosem. I tak trafiłem do Towarzystwa Boskiego Zbawiciela, czyli do salwatorianów.

Kapłańskie i zakonne powołanie zawiodło Księdza Biskupa aż do Australii. Jak to się stało?

Po święceniach pragnąłem wyjechać na misję. Oddelegowano mnie do ośrodka powołań w Krakowie. Wtedy kilku moich współbraci pojechało do Australii i oni dużo mi o tym kontynencie opowiadali. Pamiętam jeszcze jedną sytuację. Kiedyś w Krakowie gościliśmy biskupa australijskiego. Miałem być z nim na obiedzie, ale obowiązki mnie przetrzymały i się spóźniłem. Usiadłem niepozornie na końcu stołu. Biskup zauważył mnie, wstał i podszedł się przywitać. Ten gest zrobił na mnie, młodym księdzu, ogromne wrażenie i wpłynął niejako na decyzję wyjazdu do Australii.

Jak zareagował Ksiądz Biskup na wiadomość o nominacji na ordynariusza australijskiej diecezji Port Pirie?

Po ludzku się boję, ale wiem, że jeśli Pan Bóg tego chce, to musi mnie trochę wesprzeć. Od tamtej pory po głowie chodzi mi myśl, jak dotrzeć do tych ludzi, którzy są z dala od Pana Boga. W Australii żyje wielu takich, którzy nie mają nic przeciwko Kościołowi, ale wygoda życia powoduje, że wiara jest im niepotrzebna. I nie chodzi mi o to, że wyjdę do nich i z ambony coś wygłoszę. Pragnę tak zaangażować ludzi świeckich, by tworzyli realną radosną wspólnotę, która inspiruje innych i skutecznie zaprasza do życia Ewangelią. Czyli chodzi o to, by rozbudowywać grupę tych zafascynowanych chrześcijaństwem.

Pochodzi Ksiądz Biskup z niewielkiej wsi Czernina, na skraju archidiecezji wrocławskiej. Tam powtarzają teraz: „W Wadowicach mówili o Karolu, który został papieżem, a my mówimy o Karolu, który został biskupem”.

Ta moja mała ojczyzna szybko się rozrosła. W Czerninie skończyłem szkołę podstawową, przyjmowałem sakramenty, ale już w następnym etapie edukacji przez 3 lata dojeżdżałem do Leszna, do szkoły zawodowej o profilu mechanik-kierowca samochodowy. W Górze zrobiłem praktykę. Potem stwierdziłem, że chciałbym się dalej uczyć, więc uczęszczałem do technikum samochodowego w Głogowie.

To znaczy, że potrafi Ksiądz Biskup naprawić samochód lub autobus?

(śmiech) Może dzisiaj już nie, bo pojazdy mają sporo podzespołów. Ale kiedyś naprawiałem samochody – to fakt. Pracowałem w warsztatach.

To świetna praktyka w kontekście nowej funkcji! Ordynariusz australijskiej diecezji Port Pirie, trzykrotnie większej powierzchniowo od Polski, będzie musiał sporo przemieszczać się samochodem. Jeśli pojazd zepsuje się gdzieś w buszu, wówczas Ksiądz Biskup zakasze rękawy sutanny i…

…i wymienię samochód. (śmiech) Dzisiaj ciężko byłoby mi coś naprawić. Ale to jest mój zawód. Zamiast praktycznego egzaminu na zakończenie szkoły napisałem program komputerowy do analizy diagnostyki Fiata 126p, czyli malucha. W technikum samochodowym w Głogowie odkryłem w sobie zamiłowanie komputerowo-informatyczne.

To zamiłowanie trwa nadal?

I to jak! Kiedy przyszła pandemia, a wraz z nią różne formy kwarantanny, z powodu koronawirusa nareszczie miałem czas, żeby rozwijać się w tym kierunku. Stworzyłem stronę internetową dla całego zgromadzenia, którą właśnie uruchomiliśmy. Ten szkolny bakcyl informatyczny jeszcze mi nie przeszedł. Piszę strony internetowe i programy dla diecezji. Stworzyłem program komputerowy dla administracji parafialnej w Australii. Zarządzam serwerami. Autentycznie mnie to pasjonuje.

A więc ogłaszamy oficjalnie: diecezja Port Pirie ma nowego biskupa, informatyka i mechanika.

Widziałem już, że mają całkiem fajną stronę internetową, ale myślę, że trzeba ją nieco unowocześnić. Oczywiście nie od razu i nie wiadomo, czy będę miał czas! (śmiech)

Wróćmy do biskupstwa – tego najważniejszego „fachu”. W Polsce gołym okiem widać, że biskupi są coraz głośniej krytykowani, słabnie ich autorytet. Jak jest pod tym względem w Australii?

W tym procesie ogromną rolę odgrywają media. W Australii, w porównaniu z Polską, świat medialny wydaje się bardziej antyklerykalny, liberalny. W naszym kraju odważnie głos zabierają media konserwatywne, prawicowe, katolickie. I dzięki temu można znaleźć złoty środek. Starać się wyrobić sobie rozsądne, pozbawione skrajności zdanie. Na kontynencie australijskim zaś widzimy najczęściej tylko jedną stronę medalu. Jaki może być obraz Kościoła, jeśli występuje on w środkach masowego przekazu tylko wtedy, gdy się potknie, gdy sobie nabije guza? A kiedy biskup czy ksiądz organizuje spotkanie kilku tysięcy młodych ludzi, którzy nie wstydzą się Jezusa i pasjonują się swoją wiarą – dziennikarze tam nie docierają.

Nie ma mediów katolickich?

Najczęściej to gazetki parafialne i diecezjalne, ale zasięg takich czasopism jest bardzo ograniczony. A w Australii coraz więcej ludzi deklaruje ateizm. Zaledwie 24 proc. całej populacji wyznaje katolicyzm, a jeszcze mniejsza część praktykuje tę wiarę. Dlatego nie możemy lekceważyć mediów, a broń Boże z nimi walczyć. Trzeba umieć dobrze wykorzystać ten środek dotarcia do człowieka.

Obejmuje Ksiądz Biskup diecezję trzykrotnie większą terytorialnie niż Polska, ale z liczbą niespełna 30 tys. katolików. To inny charakter pracy niż u nas.

Przez ponad 20 lat pracowałem w Australii w kilku miejscowościach i parafiach, ale jeszcze nigdy nie byłem w diecezji Port Pirie, choć wciąż dowiaduję się o niej sporo. Odległości między kościołami wynoszą tam kilkaset kilometrów. Parafie znajdują się głównie na wybrzeżu, funkcjonuje kilka w głębi lądu. Wspólnoty są niewielkie – to właściwie diaspory katolików, ale są to ludzie bardzo wierzący. Diecezja składa się tylko z 16 parafii, ale są tam 54 kościoły i 13 szkół katolickich. Żeby wszystkich odwiedzić, potrzeba czasu.

I dobrego samochodu, bo odległości spore. W czym różni się mentalność Australijczyków od Polaków?

Australię zamieszkują w większości ludzie napływowi z całego świata, a więc mamy tam mieszankę kultur, narodowości i religii. Między ludźmi widać te różnice, także w Kościele katolickim – w praktykowaniu i przeżywaniu wiary. Nie jest to sprzeczne, ale tworzy pewien folklor i ubogaca wspólnotę. Dlatego kapłan na tamtej ziemi stoi przed zadaniem pogodzenia tych wszystkich kultur w Chrystusie. Powinien umożliwić wyrażanie wiary na swój sposób, ale jednocześnie budować poczucie jednej wspólnoty. Pracowałem przez pewien czas w miejskiej parafii, gdzie modlili się katolicy z 51 narodowości. Piękne doświadczenie.

Pierwsze dni w swojej diecezji spędzi Ksiądz Biskup w… hotelu. Australia wprowadziła obowiązkową kwarantannę dla przylatujących na kontynent.

Zgadza się. Muszę odbyć dwa tygodnie izolacji w hotelu, ale uważam, że Pan Bóg ma w tym swój plan. Tak daleka podróż wywołuje zespół nagłej zmiany strefy czasowej, więc potrzebuję kilku dni, żeby dojść do siebie. Poświęcę ten czas na poznawanie diecezji, czytając różne dokumenty, które otrzymałem od ustępującego bp. Gregory’ego.

Czy wobec nasilającej się epidemii wyznaczono już datę ingresu?

Tak, 23 października zakończę kwarantannę, a na 28 października zaplanowano ingres do katedry św. Marka w Port Pirie. Wyjeżdżając z Australii 2,5 roku temu, pożegnałem tam ludzi słowami z filmu „Terminator”: „I’ll be back”, czyli „wrócę”. (śmiech). Nie wiedziałem, że to stanie się tak szybko i że powrócę w takiej roli. Nigdy bym takiego scenariusza nie wymyślił. •

Biskup Karol Kulczycki

salwatorianin urodzony w 1966 roku w Górze. Święcenia kapłańskie przyjął w 1994 roku. Pierwszy polski biskup dla Australii. Jego zawołanie biskupie to: „In Te Domine speravi” – „W Tobie, Panie, zaufałem”.