Wyzwań jest sporo

Jakub Jałowiczor

|

GN 37/2020

publikacja 10.09.2020 00:00

O pracy w 24 strefach czasowych, osobowości rzecznika i znaczeniu tradycji mówi o. Leszek Gęsiak.

Wyzwań jest sporo Tomasz Gołąb /Foto Gość

Jakub Jałowiczor: Łatwiej było Księdzu przenieść się z Polski do Rzymu czy z Krakowa do Warszawy?

Ojciec Leszek Gęsiak: Jeszcze nie przeprowadziłem się do Warszawy! Uniknę problemów administracyjnych, mających miejsce podczas przeprowadzki do innego państwa, ale moje życie istotnie się zmienia. To, co planowałem wraz z moim przełożonym zakonnym i rektorem uczelni na najbliższe lata, musi zostać bardzo poważnie zweryfikowane. Takie jest życie kapłana, zakonnika i jezuity – idziemy tam, gdzie jest potrzeba.

Czyli to nie był Księdza pomysł, żeby zostać rzecznikiem episkopatu?

Powiem więcej, byłem bardzo zaskoczony, kiedy zatelefonowano do mnie z taką propozycją. Właśnie zacząłem proces habilitacyjny. Miałem się zajmować wyłącznie pracą naukową i dydaktyczną, ale trzeba było zwrotnicę tego pociągu przestawić.

Nie szkoda było zostawiać Katedrę Mediów w Akademii Ignatianum? Zajmowanie się mediami jest dużo zdrowsze, kiedy się to robi teoretycznie, niż kiedy się jest w środku.

Jestem i teoretykiem, i praktykiem. Byłem w redakcji miesięcznika katolickiego „Posłaniec”, przez kilka lat współpracowałem z Radiem Kraków, pracowałem w Radiu Watykańskim. A od paru lat wykładam przedmioty związane z mediami. Mam nadzieję, że nie będę musiał zupełnie rezygnować z pracy na uczelni i kontaktu ze studentami. Aczkolwiek praca w episkopacie będzie pierwszoplanowa.

Komunikacja polskiego Kościoła potrzebuje zmiany?

Nie mam na to jednoznacznej odpowiedzi, bo nie przygotowywałem się do tej pracy. Ona spadła na mnie znienacka. Pierwsze wrażenie jest takie, że biuro prasowe i komunikacja generalnie funkcjonują dobrze. Życie się zmienia, media też, pewne innowacje w pracy informacyjnej są niewykluczone.

A czy nie zmienia się rola rzecznika? Jeśli posłużyć się przykładem świeckim – ludzie interesujący się polityką prędzej pewnie pamiętają rzeczniczkę rządu Tadeusza Mazowieckiego albo Aleksandrę Jakubowską niż rzecznika rządu sprzed pięciu lat. Czy rola przedstawiciela medialnego nie jest mniejsza niż kiedyś?

Bardzo możliwe, że tak jest. Myślę, że to media społecznościowe sprawiają, iż informacja rozchodzi się szybciej, niż powie o niej rzecznik. On musi przygotować komunikat, a tymczasem wiadomość już krąży. Rola rzecznika w dużym stopniu zależy od jego osobowości, bo on nie mówi w swoim imieniu, tylko ma być twarzą jakiejś grupy. Wspomniał pan rzeczników rządów. Niektórych z nich pamiętamy, bo byli ciekawymi osobowościami, za to nie zawsze pamiętamy informacje, które przekazywali.

Rzecznik jest od kreowania wizerunku czy od przekazywania informacji?

Jedno i drugie. Przede wszystkim ma dostarczać rzetelne, prawdziwe i w miarę możliwości pełne informacje. Ale też kreuje wizerunek firmy, którą reprezentuje, odpowiada za to, jak jest postrzegana, czy jest obecna w mediach i portalach społecznościowych. Ma wpływ na wizerunek. Tak zawsze było w przypadku rzecznika KEP i myślę, że się to nie zmieniło.

Rzecznik episkopatu styka się z różnymi mediami, tymi w miarę życzliwymi, ale i ewidentnie wrogimi. Jak Ksiądz wyobraża sobie pracę w tych warunkach?

Rozpoczynam z naprawdę dużą wolą pracy ze wszystkimi mediami. Sam jestem dziennikarzem, wiem, czego dziennikarze potrzebują. Zasadniczo zakładam, że nie ma mediów wrogich, i chciałbym, żeby to przekonanie trwało jak najdłużej. Wiem, że są takie, które w opcji ideowej mają nieprzychylność wobec Kościoła. Mimo to uważam, że jako rzecznik powinienem współpracować ze wszystkimi. Nawet jeśli to środowiska nieprzychylne Kościołowi, to wolałbym, żeby informacja, którą będą publikować, pochodziła z dobrego źródła, choć oczywiście nie mam wpływu na to, co z tą informacją będzie dalej robione. Wierzę, że dziennikarze – po którejkolwiek stronie stoją – jeśli uczciwie i dobrze wykonują swój zawód, szukają prawdy, to mogą ją znaleźć.

Księdza przygoda z dziennikarstwem nie zaczęła się chyba od kierowania Sekcją Polską Radia Watykańskiego?

W bardzo dalekiej przeszłości zakonnej miałem epizody pracy dziennikarskiej: redagowałem biuletyn zakonny, w Brukseli należałem do redakcji kościelnego pisma wydawanego w pięciu językach, byłem korespondentem Radia Watykańskiego w Brukseli. Tak powolutku poznawałem pracę dziennikarską. Być może te doświadczenia spowodowały, że przełożeni uznali, iż powinienem przejąć funkcję redaktora „Posłańca”, najstarszego katolickiego miesięcznika wydawanego po polsku. Na prośbę Radia Kraków zacząłem przygotowywać cykl audycji „Rozmowy o Wierze” z red. Anną Kluz-Łoś. Co niedzielę emitowaliśmy rozmowy na ciekawe tematy, nie zawsze stricte kościelne, ale też dotyczące problemów dialogu międzyreligijnego, kwestii etycznych i moralnych. To była dla mnie świetna okazja do poznania rzemiosła radiowego. Potem przełożeni zakonni poprosili, żebym pojechał do Watykanu i pracował w Radiu Watykańskim. Doświadczenie z Krakowa mi pomogło.

Jakie było wrażenie – trafić do Radia Watykańskiego?

Spore. Radio działa w sercu Kościoła. Jest się bardzo blisko Ojca Świętego, a sama rozgłośnia jest głosem papieża na zewnątrz. Urzekała mnie różnorodność językowa i kulturowa. W szczytowym okresie nadawano programy w 43 językach. W głównym budynku pracowało ponad 300 osób. Firma jest bardzo ciekawa od strony ludzkiej, bo można się tam zetknąć nie tylko z różnymi językami, ale i z różnymi poglądami kulturowymi. A że naukowo zajmowałem się problemem wielokulturowości, było to dla mnie interesujące. Bliskość serca Kościoła, jakim jest Rzym i Watykan, to dotknięcie zróżnicowanego kulturowo świata. I dostęp do najnowszych technologii radiowych.

W samym radiu wielokulturowość nie jest problemem? Jeśli w jednej instytucji są Niemcy, którzy nie wiedzą, że można się spóźniać, i Włosi, którzy nie wiedzą, że można się nie spóźniać, to do napięć musi dochodzić.

To prawda, pojawiały się zgrzyty, bo ten sam problem mógł być bardzo różnie interpretowany. Ale przecież wszyscy, którzy tam pracują, mieszkają w Rzymie, wszyscy próbują mówić po włosku i czerpać ze wspaniałej włoskiej kultury!

Czyli santa siesta jest patronką wszystkich?

Nie, bo skoro nadajemy na cały świat, to pracujemy dla 24 stref czasowych. Inne są godziny puszczania angielskiej audycji dla Wielkiej Brytanii, inne dla Ameryki, inne dla Australii, inne dla Afryki. Jeden język, ale różne kultury i strefy czasowe. Zatem kiedy w Rzymie była santa siesta, gdzieś był środek nocy. Niemniej jednak przy tamtej temperaturze wiele osób do sjesty łatwo się dostosowywało. Ja jednak, nawet w czasach rzymskich, z tego przywileju nie korzystałem.

Czy polski Kościół jest wielokulturowy?

Powiedziałbym może, że mamy pewne elementy wielokulturowości. Polskie społeczeństwo w porównaniu z zachodnimi jest jednak dość homogeniczne.

Napływ cudzoziemców, także do Kościoła, to nie jest coś, na co musimy się przygotować?

Mamy bardzo dużo do zaproponowania ludziom, którzy przyjeżdżają do nas z innych miejsc na świecie. Historia kraju, blokada z czasów komunistycznych uniemożliwiająca migrację, spowodowała, że przy potężnych procesach sekularyzacyjnych na Zachodzie udało się nam zachować stosunkowo dużo elementów tradycji. To bogactwo, którym możemy i powinniśmy się dzielić z innymi. Mam wielu znajomych, którzy odwiedzali mnie w Polsce i byli pod wrażeniem tego, jak ludzie się tu modlą, tego, że stojące wszędzie kościoły nie są muzeami, tylko miejscem spotkań wspólnoty wiernych, że przez cały dzień można tam przyjść i zostać na chwilę modlitwy. To obrazki, które coraz rzadziej widać w Europie, Ameryce czy Australii.

Tylko czy ta tradycja jest siłą czy raczej czymś, co sprawia dobre wrażenie? W religijności łatwo zatrzymać się na poziomie tradycji.

Wydaje mi się, że chodzenie do kościoła dla tradycji nie do końca ma sens. Do kościoła chodzimy, bo jesteśmy częścią wspólnoty wiernych. Za tym musi iść życie. Jeśli Kościół ma być żywy, to nie dlatego, że będzie miał 100 procent frekwencji, ale dlatego, że ludzie będą żyli według wartości, które wyznają.

Co będzie największym wyzwaniem dla nowego rzecznika KEP?

To bardzo trudne pytanie, na które nie mam cienia odpowiedzi. Wszyscy dobrze wiemy, że Kościół jest bardzo złożoną rzeczywistością. Pojawiają się w nim rzeczy wspaniałe i trudne. Wszystkie stanowią o tożsamości Kościoła w Polsce. Sądzę, że wyzwań jest sporo, ale które będzie największe i najtrudniejsze – pokaże czas. •

O. dr Leszek Gęsiak

ur. w 1965 r., jezuita, doktor religioznawstwa, wykładowca krakowskiej Akademii Ignatianum. wykładał także na rzymskiej Gregorianie, w Lizbonie, Worcester i Bejrucie; przez 5 lat kierował Sekcją Polską Radia Watykańskiego; od września 2020 r. jest rzecznikiem prasowym Konferencji Episkopatu Polski.