To minie

Franciszek Kucharczak

|

GN 15/2020

publikacja 08.04.2020 00:00

Myśl wyrachowana: Im większa noc, tym większa Wielkanoc.

To minie

Parę dni temu jedna z moich facebookowych znajomych złożyła mi życzenia. Po chwili pojawił się dopisek: „Pisząc do Pana otrzymałam informację, że wypowiedziano mi umowę o pracę”.

No… Tak że tego… Wielu z nas, i to na całym świecie, ma lub może mieć ten problem. Do tego ludzie chorują, umierają, w szpitalach pełno, w kościołach pusto, przed sklepami pełno, w portfelach pusto…

A tu idą święta. Najradośniejsze z wszelkich świąt. I jak tu się cieszyć w takich warunkach?

Ano właśnie – jeśli chodzi o zmartwychwstanie, to nawet najgorsze warunki w ogóle mu nie przeszkadzają. Wręcz przeciwnie. Trudno przecież powstać z grobu, jeśli się w nim najpierw nie znalazło. Zaś proces prowadzący do osiągnięcia tej lokalizacji, jak wiadomo, do przyjemnych nie należy.

Zauważyć wypada, że zmartwychwstanie Jezusa nastąpiło w najgorszych możliwych warunkach. Zostało poprzedzone tak strasznymi zdarzeniami, że nawet wieki wcześniej zadudniło o nich w uszach prorokom. Nie było miło. Zwaliło się na Niego wszystko, co w piekle mieli na nas. Dzięki temu nam to już nie grozi. My już tego nie przeżywamy. Nas dotyka jedynie cień tamtej męki i cień tamtej śmierci. To, rzecz jasna, też przyjemne nie jest, ale jednak, co by nie gadać, chwilowe. To minie, a wszystkie przykrości, które mijają, są do zniesienia, nawet gdy chwilowo wydają się nieznośne.

– Tylko co mi z tego, jak ja teraz tu nie mam z czego żyć? Aktualnie nie mam problemu z życiem wiecznym, tylko z doczesnym – powie ktoś. Owszem, tylko czy to nasze obecne doświadczenie ograniczeń jest czymś obcym ludzkiej naturze? Czy może raczej nienaturalna jest długotrwała i powszechna materialna obfitość? To uzależnia, a to znaczy, że też ogranicza. Dlatego wiele z tych rzeczy, które się nam dziś niekoniecznie podobają, może się okazać wyzwalającą terapią.

„Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” – napisał św. Paweł (Flp 4,11-13). Wychodzi na to, że ani dostatek, ani niedostatek nie mają większego znaczenia. Jeśli coś mogę, to dzięki Jezusowi.

Zapamiętamy tę Wielkanoc jak żadną inną. Będzie wyjątkowa, bo mimo drzwi zamkniętych będziemy w swoich domach gościli – o ile Go wpuścimy – Zmartwychwstałego. To pewne, bo On sam powiedział, że przyszedł do tych, którzy się źle mają. No to chyba teraz przybyło adresatów. Przyjdzie, bo my za bardzo przyjść nie możemy. I chyba będziemy się mogli wreszcie na Nim skupić, bo nie będą nas rozpraszać te wszystkie kurczaki, zające, malowane jaja i inne takie. Jesteśmy wreszcie „skazani” na Pana Jezusa. Alleluja!

* * * * *

Nierówności pod sufitem

Unijna komisarz ds. równości Helena Dalli opublikowała właśnie dokument pt. „Strategia równouprawnienia genderowego”, który przewiduje wprowadzenie ideologii gender w polityce całej Unii Europejskiej, a także ratyfikację przez całą Unię genderowej konwencji stambulskiej. Na niebezpieczeństwa, jakie to ze sobą niesie, zwracają uwagę prawnicy z Instytutu Ordo Iuris. Wskazują, że także inna agenda UE, Eurogender, opublikowała oparte na strategii stanowisko, w którym zaleca pilne jej wdrożenie, ponieważ, zdaniem jej działaczy, trwająca epidemia „obnażyła nierówności genderowe”. Jak genderowi ideolodzy chcą to osiągnąć, skoro obowiązuje zasada jednomyślności? Otóż urzędnicy Komisji Europejskiej i Wysoki Przedstawiciel ds. Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa UE tę właśnie zasadę chcą zmienić w odniesieniu do wrażliwych kwestii dotyczących praw człowieka, takich jak małżeństwo, rodzina czy ochrona życia. Domagają się wprowadzenia w to miejsce modelu, który pozwalałby decydować bez zgody części krajów. Ordo Iuris alarmuje, że opór państw UE wobec tych zmian w obliczu pandemii jest znikomy. Prawnicy Instytutu deklarują więc, że podejmą się działań koordynujących sprzeciw wobec tego zamachu na podstawowe wartości i suwerenność narodów. A swoją drogą to ciekawe, w jaki sposób epidemia „obnażyła nierówności genderowe”. Chyba faktycznie wirus nie liczy się z „płcią kulturową”. To może by go potraktowali jakąś rezolucją? •