Płacę i wymagam

Marcin Jakimowicz

Sędzia wykonał wyrok na sobie samym. Skreślił zapis dłużny. Zapłacił za wszystko. Nie muszę wstukiwać od bankomatu modlitwy i zatwierdzać zielonym.

Płacę i wymagam

„Jego krew leje się non stop i zasłania nasze grzechy” – z głośników płynął pastelowy głos Mai Sowińskiej prowadzącej uwielbienie. A ja myślałem o ostatnich słowach Skazańca. O krzyku τετελεσται (tetelestai), który oznacza nie tylko „wykonało się” ale i „zapłaciłem”. 

„Przez własną krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne odkupienie” ‒ czytamy w Liście do Hebrajczyków. Raz na zawsze!
Rozciągnięty między ziemią a niebem Baranek „darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny” (Kol 2,14). Uregulował rachunek („zapłatą za grzech jest śmierć”). Zapłacił krwią. Za wszystko.

„Z wymyślonym przez nas Bogiem jest bardzo wygodnie żyć. Wystarczy się rozliczyć jak z fiskusem ‒ opowiadał mi jezuita o. Wojciech Ziółek ‒ Płacę i wymagam. Pościłem i mi się należy. Jaka praca, taka płaca. Traktujemy modlitwę jak kartę kredytową: wkładam i wypłacam. Wystarczy wstukać PIN: ko-ro-nka albo ró-ża-niec i gotowe. Troszkę wprawdzie trzeba pocierpieć, ale generalnie się opłaca. Nie musimy wpadać w ręce Boga żywego”.
Pamiętacie gdzie „cichy i pokornego serca” Mesjasz eksplodował i zachował się w sposób bardzo „nieoazowy”? Zbliżała się czas Paschy, pora zabijania baranków, a On – „Baranek, który gładzi grzechy świata” wszedł do świątyni i zastał w niej ludzi załatwiających z Bogiem pobożne interesy i zadających pytanie: „przepraszam, a ile to kosztuje?”. Prawdopodobnie nastoletni Jeszua zakasywał rękawy, by pomóc Józefowi w stolarni, choć Biblia nie wspomina o tym ani słowem. Jedynym wymienionym przez nią przedmiotem, który Mesjasz uczynił własnoręcznie był… bicz. 

Modlitwa jest opartą na zaufaniu relacją, a nie ubijaniem z Bogiem pobożnych interesów. Jest narzędziem, którym czerpiemy łaskę, a nie walutą, którą musimy za nią płacić.
 

Tagi: