Ojciec Szustak mógł odpowiedzieć inaczej

Aleksander Bańka

Tak, właśnie tak myślę – że na pytanie o Szymona Hołownię o. Adam Szustak mógł odpowiedzieć inaczej. Chodzi o robiącą furorę w internecie deklarację znanego dominikanina: po raz pierwszy od dwudziestu trzech lat pójdę na wybory i zagłosuję na Szymona Hołownię.

Ojciec Szustak mógł odpowiedzieć inaczej

Kanał „Langusta na palmie”, pytania i odpowiedzi (Q&A), odcinek czterdziesty szósty. Jak zapowiada jego autor, będzie tym razem o głupotach, ale jedna rzecz będzie ważna. Jaka? Na pytanie jednej z internautek: „Ma Ojciec jakieś zdanie na temat Szymona Hołowni?”, Adam Szustak odpowiada: „To, co teraz powiem, jest tylko i wyłącznie moim prywatnym zdaniem, nie jest żadnym nauczaniem Kościoła, nie jest wypowiedzią Kościoła, nie jest zachętą do tego, aby ktoś głosował tak, czy tak, nikogo do niczego nie namawiam, nie uprawiam polityki i tak dalej, ale […] powiem to, co teraz powiem. Otóż po raz pierwszy od dwudziestu trzech chyba lat […], kiedy będą teraz wybory prezydenckie, pójdę na wybory i tak – zagłosuję na Szymona Hołownię. Powiedziałem to, tak? Ja, ksiądz katolicki, Adam Szustak, powiedziałem to”. A ja się pytam, po co?

Chcę to mocno podkreślić – bardzo szanuję o. Adama Szustaka i cenię, za świetną pracę ewangelizacyjną i za jego nauczania. To człowiek, który potrafi złapać kapitalny kontakt z młodzieżą, mówić o trudnych sprawach w prosty sposób i uważam, że jego misja jest wielkim dobrem w polskim Kościele. Nie zawsze zgadzam się ze wszystkim, co mówi, czasami o niektórych sprawach powiedziałbym nieco inaczej, może w inny sposób rozłożyłbym akcenty. Zdecydowanie jednak bliżej mi do o. Adama niż dalej. Dlatego zmartwiła mnie jego polityczna bądź co bądź deklaracja. I to bynajmniej nie ze względu na osobę kandydata, którego poparł (ocena tego jest dla mnie w tej chwili mniej istotna), ale ze względu na fakt, że to uczynił – zwłaszcza, że nie musiał. Pytanie internautki zostało tak sformułowane, że chcąc na nie uczciwie odpowiedzieć, o Szustak nie musiał składać żadnych politycznych deklaracji; w gruncie rzeczy pytanie nawet tego nie dotyczyło.

Oczywiście, o. Adam zastrzega, że jego deklaracja ma charakter wyłącznie prywatny, że nie jest żadnym głosem Kościoła i że nikogo do niczego nie namawia. To zupełnie oczywiste – nie ma chyba osoby, która mając minimalną wiedzę z zakresu katolickiej nauki społecznej, uznałaby słowa dominikanina za oficjalne stanowisko Kościoła w Polsce. Nie w tym rzecz. Chodzi bowiem o to, że niezależnie od wstępnych zastrzeżeń o. Szustaka, słowa wypowiedziane w ramach youtubowego kanału, który ma blisko sześćset tysięcy subskrybcji, w filmiku notującym ponad sto tysięcy wyświetleń, przestają mieć charakter prywatny i czy chce tego ich autor, czy nie, stają się opinią o charakterze publicznym z wielką siłą oddziaływania.
               
Gdzie zatem tkwi problem? W owocach. Jednym z poważniejszych problemów Kościoła w Polsce jest jego bliski – często zbyt bliski związek z polityką. W czasach komunistycznego reżimu do pewnego stopnia wymuszony i nawet konieczny, później płynnie połączył się z pokusą łatwego załatwiania wielu ważnych społecznie spraw. Dziś dotykają nas jego uboczne skutki. Nie chodzi bynajmniej o dookreślenie stanowiska Kościoła w sprawach obyczajowości, moralności, etyki społecznej, itd. To nie tylko prawo, ale i obowiązek, który na ludziach Kościoła spoczywa. Diabeł tkwi w szczegółach – w obszarze rozmaitych zależności między politykami a duchownymi (na różnych szczeblach hierarchii), w sferze indywidualnych deklaracji, osobistych sympatii czy decyzji, które choć mogłyby pozostać prywatnymi, stają się czynnikiem wpływu – sferą oddziaływania na innych. Tym właśnie, między innymi, jest owo uwikłanie Kościoła w politykę. Z jednej strony psioczymy na nie, z drugiej jednak bardzo nam na rękę. Dlaczego? Bo wiele ułatwia. Wygodniej nam podpiąć się pod czyjś autorytet (zwłaszcza duchownego) i podążać za nim, niż podjąć trud żmudnego nieraz rozeznawania i samodzielnego decydowania.

W ogóle w wielu sprawach zwalniamy się z rozeznawania, unikając jak ognia sytuacji niejasnych, trudnych w ocenie, niejednoznacznych; szukamy łatwych, legalistycznych odpowiedzi i dróg na skróty. Sfera polityki jest szczególnie na to podatna. Pytamy więc często autorytetów – także duchownych – a autorytety mają pokusę, żeby podpowiadać. Efekt? Nie rozwój obywatelskiej dojrzałości i samodzielnego myślenia, ale utrwalenie schematów, z których wszyscy, jako społeczeństwo chcielibyśmy się wyrwać. A do tego rodzą się kolejne dylematy: skoro ktoś taki jak o. Szustak zagłosuje na danego kandydata, to czy ja mogę inaczej? Wielu z takim dylematem będzie się zmagać. W skrajnych wypadkach jedni zagłosują tak samo jak on, inni – odrzucą jego autorytet. Zresztą – to już się dzieje. Proszę przeglądnąć media społecznościowe i poczytać komentarze pod udostępnieniami wypowiedzi o. Adama. Zamiast jedności w głoszeniu tego, co świat najbardziej potrzebuje – Dobrej Nowiny o Jezusie – mamy kolejną katolicką jatkę z polityką i Kościołem w tle, dokładnie tak, jak przewidział jej „prowokator”. Dlatego pytam: Po co? Nie tylko pytam, ale mam gorącą prośbę do wszystkich duchownych: Połóżcie pieczęć na waszych ustach i postawcie straż przy swych wargach. Zamilknijcie tam, gdzie mówić nie musicie. Głoście Ewangelię, nauczajcie wiary i moralności, szafujcie sakramentami, uczcie nas, świeckich, rozeznawać, ale debatę i publiczne dyskusje polityczne o kandydatach zostawcie nam. Miejcie swoje preferencje i polityczne sympatie, ale ich publicznie nie ujawniajcie. To my powinniśmy się tym zajmować – publicznie spierać się i mądrze debatować. Tak wynika chociażby z adhortacji Christifideles laici. To jest sfera naszych, nie waszych prerogatyw, więc nie wyręczajcie nas i nie zwalniajcie z konieczności samodzielnego myślenia. Tak będzie lepiej dla nas wszystkich. 

...

Już po przesłaniu tego komentarza do redakcji, o. Adam Szustak opublikował nagranie, w którym przyznał, że popełnił błąd, niepotrzebnie upolityczniając swój kanał przez ujawnienie określonych preferencji politycznych, czego nie powinien był robić jako ksiądz. Wszystkich za to przeprosił. Niewątpliwie jest to wyraz mądrości i dużej klasy o. Szustaka. Nie zmienia to jednocześnie głównej idei mojego komentarza, którzy w szerszym wymiarze odnosi się do problemu politycznego zaangażowania duchowieństwa.        


Aleksander Bańka – dr hab. prof. UŚ, filozof, politolog, lider Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej, przewodniczący Rodziny św. Szarbela w Polsce. Od lat posługuje modlitwą i na wiele sposobów głosi Ewangelię. Autor książek, artykułów oraz audiobooków poświęconych filozofii i duchowości chrześcijańskiej. Współpracownik Radia eM, Gościa Niedzielnego. Członek Rady Duszpasterskiej Archidiecezji Katowickiej i przewodniczący Komisji ds. świeckich II Synodu Archidiecezji Katowickiej. Znawca życia i duchowości św. Szarbela. Prywatnie mąż i ojciec.

 

Tagi: