„Uniewinnienie” prezydenta

Donald Trump wyszedł cało z procesu, który miał doprowadzić do usunięcia go z urzędu. W ten sposób został trzecim w historii prezydentem USA, przeciwko któremu została wszczęta procedura impeachmentu i która zakończyła się uniewinnieniem (wcześniej byli to Andrew Johnson i Bill Clinton).

„Uniewinnienie” prezydenta

Procedurę wszczęła w grudniu Izba Reprezentantów, w której większość mają demokraci, ale sprawę zamknęło głosowanie w Senacie, w którym dominują republikanie. Trump został postawiony w stan oskarżenia z dwoma zarzutami. Pierwszy dotyczył nadużycia władzy przez wywieranie nacisku na władze Ukrainy, by te wszczęły śledztwo wobec ukraińskiej firmy gazowej, w której zatrudniony był kiedyś syn Joe’a Bidena, konkurenta Trumpa w tegorocznych wyborach prezydenckich. Oskarżano Trumpa, że próbował uzależnić udzielenie zatwierdzonej już przez Kongres finansowej pomocy wojskowej dla Ukrainy właśnie od podjęcia przez nią śledztwa. Drugi zarzut dotyczył utrudniania przez prezydenta Kongresowi prowadzenia dochodzenia w tej sprawie.

Od początku było jasne, że cała procedura nie będzie miała charakteru rzeczywistego procesu, w którym chodzi o dotarcie do prawdy, tylko że jest to wyłącznie spektakl polityczny. I dotyczy to obu stron sporu. Demokraci chcieli za wszelką cenę nie dopuścić do dokończenia przez Trumpa kadencji i tym samym zablokować mu walkę o reelekcję, a republikanie mieli za zadanie nie dopuścić do usunięcia z urzędu prezydenta ze swojego środowiska politycznego. Wprawdzie w przypadku jednego z zarzutów w głosowaniu nad winą Trumpa wyłamał się jeden republikanin, senator Mitt Romney, ale to i tak nie wystarczyło, by dokonać impeachmentu.

Co wiemy po trzech miesiącach batalii? Nie wiemy nic. Język polski jest pod tym względem ubogi, ale angielskie słowa lepiej oddają złożoność sprawy. Senatorowie, głosując, mówili głośno albo guilty (winny), albo not guilty (niewinny). To klasyczne procesowe sformułowanie, które jednak nie rozstrzyga o tym, czy ktoś był rzeczywiście… niewinny (innocent). Dlatego orzeczenie Senatu, że Donald Trump jest niewinny (not guilty) w sprawach, które mu zarzucano, wcale nie rozstrzyga tego, czy z całą pewnością jest w nich zupełnie niewinny (innocent). Nawet w procesach sądowych orzeczenie sądu, że oskarżony jest winny lub niewinny (guilty or not guilty) oznacza tylko tyle, że przedłożono dowody, które sąd uznał za wiarygodne i rozstrzygające o winie lub jej braku, ale przecież można być uznanym za winnego (guilty), a w rzeczywistości nie mieć ze sprawą nic wspólnego i być w rzeczywistości niewinnym (innocent).

W przypadku procedury wobec Donalda Trumpa jest to jeszcze bardziej złożone, bo tutaj nie wezwano żadnych świadków (nie zgodzili się na to republikanie), którzy mogliby choć trochę pomóc w dotarciu do prawdy. Dlatego senackie not guilty (niewinny) jest jeszcze mniej mówiące o rzeczywistości, niż gdyby miało to miejsce w sądzie. Za to z całą pewnością wygrana Trumpa w tym głosowaniu wzmacnia jego pozycję przed jesiennymi wyborami prezydenckimi. •

Tagi: