Bój o widza

Edward Kabiesz

|

GN 04/2020

publikacja 23.01.2020 00:00

Czy inwazja platform streamingowych zagraża tradycyjnym kinom?

Bój o widza Maciej Rajfur /Foto Gość

Od chwili pojawienia się na rynku medialnym platform streamingowych rozlegały się głosy, że tradycyjne kino przejdzie do lamusa. To nic nowego, bo śmierć tradycyjnych kin wieszczono już wcześniej. Najpierw miała je zabić telewizja, następnie kasety wideo i wypożyczalnie, a później płyty DVD. Wszystkie te pesymistyczne prognozy okazały się błędne. Czy teraz sprawdzą się w obliczu inwazji portali VOD?

„Superbohaterowie” wygrywają

A tych jest coraz więcej. Netflix, HBO GO, Amazon Prime Video czy nasze vod.pl, player.pl i tvp.vod.pl oferują widzom ogromną bibliotekę filmów, seriali i programów, które możemy oglądać, nie wychodząc z domu. Wystarczy komputer czy telewizor podłączony do sieci. Wybrane programy obejrzymy również w podroży, należy tylko ściągnąć odpowiednią aplikację na telefon. Właściwie z dostępu do streamowanych treści można korzystać w każdym miejscu na świecie.

Platformy VOD rozwinęły się błyskawicznie dzięki dostępowi do globalnej sieci internetowej. Aplikacje, po opłaceniu abonamentu, pozwalają na natychmiastowe korzystanie z zasobów danego portalu. W 2019 roku, według danych firmy analitycznej App Anni, użytkownicy internetu na całym świecie ściągnęli na swoje urządzenia łącznie około 204 miliardów aplikacji, wydając na zakupy i opłaty związane z ich działaniem 120 miliardów dolarów. Z tego aż 72 miliardy dolarów wydano na gry mobilne, natomiast pod względem wydatków na poszczególnych użytkowników Netflix znalazł się na drugim miejscu. Firma również w Polsce zajmuje czołową pozycję wśród najbardziej popularnych portali streamingowych. W grudniu ubiegłego roku, według badań Gemius/PBI opracowanych przez Wirtualnemedia.pl., portal odwiedziło ponad 5 milionów internautów, którzy wykonali tam prawie 77 milionów odsłon. Był to znaczący wzrost, co analitycy przypisują grudniowej premierze „Wiedźmina”.

Wydawałoby się, że w sytuacji, kiedy praktycznie każdy film można obejrzeć w sieci, sprawdzą się pesymistyczne prognozy dotyczące przyszłości tradycyjnego kina. Jak jest w rzeczywistości? Najlepiej sięgnąć do statystyk, które wcale tego nie potwierdzają, bo sprzedaż biletów do kin rośnie z roku na rok. W Polsce w ubiegłym roku sprzedano ich ponad 60 milionów. Dla porównania w 2016 roku widzowie kupili 52 miliony biletów, rok później 56,6 miliona, a w 2018 niecałe 60 milionów. Polska nie jest jakimś wyjątkiem. W 2019 roku, według danych firmy analitycznej Comscore, kina na świecie sprzedały bilety za 42,5 miliarda dolarów (rok wcześniej 41,7mln), co jest wynikiem rekordowym. Osiem filmów zarobiło ponad miliard dolarów, z czego aż sześć – z „Avengers: Koniec gry” na czele – wyprodukowało studio Disneya. W czołówce znalazły się filmy z tzw. superbohaterami, czyli produkcje przeznaczone dla mało wymagającej widowni, ale okazuje się, że dobre wyniki osiągały także filmy o większych ambicjach w rodzaju „Pewnego razu... w Hollywood”, „Parasite” czy „Na noże”. Nie dziwią więc słowa Johna Fithiana, prezesa Krajowego Stowarzyszenia Właścicieli Kin (NATO) w USA, który nie krył zadowolenia, podsumowując dochody kin w ubiegłym roku. – Mimo wielu wyzwań związanych z nowymi technologiami wprowadzanymi w ciągu ostatnich lat sytuacja kin jest stabilna, a sprzedaż biletów rośnie – napisał Fithian w oświadczeniu opublikowanym w biuletynie stowarzyszenia. – Z nadzieją wkraczamy w rok 2020, bo widz będzie miał jeszcze więcej możliwości wyboru dzięki szerszej ofercie filmów proponowanych przez studia i reżyserów.

W domu wygodniej

Statystyki statystykami, ale trudno przewidzieć, co stanie się w sytuacji, kiedy bijące rekordy frekwencji hity o superbohaterach znudzą się młodym widzom. Są to filmy robione rzeczywiście z rozmachem, a ich wizualne walory docenić można tylko na dużym ekranie, jednocześnie jednak realizowane są według przewidywalnych, sztampowych scenariuszy. A przecież portale streamingowe coraz bardziej rozszerzają swoją ofertę programową. Prócz „superbohaterskich” hitów proponują również kameralne produkcje artystyczne, o mniejszych budżetach, które coraz trudniej znaleźć w repertuarach kin. Z wyjątkiem oczywiście kin studyjnych, które jednak działają tylko w niektórych miejscowościach.

W listopadzie 2019 roku portal Flixed przeprowadził badania, które miały określić preferencje widzów dotyczące wyboru miejsca oglądania filmów. Aż 65 procent ankietowanych wybrało dom, nawet jeżeli dotyczyło to filmów premierowych, a tylko 29 procent kino. Z tym, że obejrzenie filmu w kinach wybierały najczęściej osoby, które chodzą do kina przynajmniej raz w tygodniu. Najważniejszym powodem wyboru seansu domowego podawanym przez ankietowanych były m.in. komfortowe warunki, w jakich można obejrzeć film. Niebłahą rolę odgrywa cena, nie tylko zresztą biletów, ale napojów i innych artykułów sprzedawanych w kinowych barach czy restauracjach. Pieniądze wydane w kinie na zakup jednego biletu wystarczą na opłacenie miesięcznego abonamentu VOD. Widzowie wskazywali również, że do kin zniechęca ich zachowanie niektórych osób, które na sali kinowej używają komórek czy urządzają wyprawy po napoje i chipsy. Chlipanie, mlaskanie i głośne rozmowy podczas projekcji są zmorą naszych kin. Zwolennicy seansów kinowych wskazywali natomiast na lepsze warunki techniczne odbioru, zarówno obrazu, jak i dźwięku, oraz możliwość spędzenia czasu w gronie znajomych czy rodziny poza domem.

Oczywiście właściciele kin zdają sobie sprawę, że muszą podjąć działania, by zatrzymać widzów. Już od jakiegoś czasu niektóre sieci, jak Cinema City w Polsce, wprowadziły program abonamentowy oferujący możliwość oglądania filmów bez limitu. Zakup abonamentu pozwala również na udział w pokazach przedpremierowych oraz zakup biletów online bez dodatkowej opłaty.

Platformy streamingowe, które początkowo tylko kupowały licencje na filmowe produkcje, poszły o krok dalej. Obecnie nie tylko udostępniają seriale i filmy, ale również je produkują. Tu także przoduje Netflix, który w ubiegłym roku wydał na to ponad 15 miliardów dolarów, a w tym roku chce wydać jeszcze więcej. Nie obyło się bez małej wojny, bo w 2018 roku dyrekcja festiwalu filmowego w Cannes nie przyjęła do konkursu wyprodukowanej przez Netflix i nagrodzonej później Oscarem meksykańskiej „Romy” Alfonso Cuarón. Dyrektor festiwalu wyjaśniał, że nie zaprasza do udziału w konkursie filmów, które nie miały dystrybucji kinowej we Francji. Platforma się nie poddała i obecnie bardziej ambitne filmy swojej produkcji na krótko przed premierą VOD pokazuje w kinach, dzięki czemu mogą one walczyć o festiwalowe laury. Najnowszym przykładem był „Irlandczyk” Martina Scorsese. Zresztą Netflix uratował film Scorsese, bo producent wycofał się z projektu, kiedy okazało się, że planowany budżet przekroczył możliwości studia.

Tradycyjne kina, jak dowodzą statystyki, mimo nowych konkurencyjnych technologii odbioru filmów, dzielnie bronią swojej pozycji. Trudno przewidzieć, jak długo ją utrzymają. O ile obecnie platformy streamingowe nie zagroziły jeszcze kinom, dla stacji telewizyjnych stanowią ogromne wyzwanie. •

Najpopularniejsze rodzaje VOD (wideo na żądanie)

sVOD – daje nieograniczony dostęp do zawartości wideo całej kolekcji w subskrypcji za regularnie pobieraną opłatę.

Push VOD – domowa wypożyczalnia filmów umożliwiająca nagrywanie wybranych programów na twardy dysk zainstalowany w dekoderze.

Catch UP TV – forma wideo na żądanie, która pozwala na oglądanie wybranych programów wyemitowanych już przez stacje telewizyjne, dostępnych przez okres kilkunastu dni po pierwszej emisji.