Jestem Boska

Barbara Gruszka-Zych

|

GN 04/2020

dodane 23.01.2020 00:00

O uczciwości w biznesie, kobietach i świętych mówi Małgorzata Dąbrowska.

Małgorzata Dąbrowska prowadzi Boski Biznes – stowarzyszenie dla kobiet kierujących się wartościami. Małgorzata Dąbrowska prowadzi Boski Biznes – stowarzyszenie dla kobiet kierujących się wartościami.
archiwum Małgorzaty Dąbrowskiej

Barbara Gruszka-Zych: Nosi Pani koszulkę z napisem „Jestem Boska”.

Małgorzata Dąbrowska: Te słowa mają przypominać, że jestem Boską córką, że mam zakotwiczenie w Bogu.

Mówienie o wierze jest politycznie niepoprawne, a Pani się chwali, że jest tak blisko Boga.

Na przekór tym, którzy zapominają, że dzięki Niemu możemy zmieniać świat. Jeśli damy się zastraszyć, zagonić w kozi róg, stracimy wiarę w działanie z Bożą pomocą.

Nawet tańczy Pani z tym przesłaniem. Będzie się Pani bawić na Boskim Balu.

W ten sposób zamierzamy świętować trzecie urodziny naszego Boskiego Biznesu. Zaprosiliśmy na nie szerokie środowisko przedsiębiorców deklarujących, że wyznają wartości chrześcijańskie, żeby prywatnie mogli pobyć ze sobą, a także wspomóc charytatywnie nie tylko startujące w biznesie kobiety, ale też misjonarzy.

Stworzyła Pani Boski Biznes, a przecież zwykle uważa się, że biznes to działanie ukierunkowane na zysk, nawet po trupach.

Od ponad 27 lat prowadzę własną agencję celną, przez pewien czas byłam związana z korporacją, pracowałam jako szkoleniowiec, trener, agent ubezpieczeniowy, menedżer sprzedaży. Wiem, jakie są realia biznesu, w którym liczy się tylko sukces finansowy. Dzisiaj jestem trenerem, coachem, zajmuję się szkoleniem innych, pomagam w nawiązywaniu kontaktów biznesowych. Zwracam uwagę na to, co jest w nich najważniejsze.

A co jest?

Relacje! Dlatego nie chcę osiągać zysku, idąc po trupach, ale traktując z szacunkiem drugiego człowieka i zapraszając Boga do robienia biznesu.

Nie zapominacie o Bogu podczas zarabiania pieniędzy.

Natknęłam się gdzieś na informację, że 90 procent nawróceń ma miejsce w pracy, i wtedy pomyślałam: „Panie Boże, nade wszystko tam musimy dawać świadectwo wiary”. Miałam już wtedy kilkuletnie doświadczenie organizowania Forum Kobiet Przedsiębiorczych Powiatu Dębickiego i zdecydowałam, że będę pracować z nimi, przypominając, jak ważny jest Bóg. Zajęłam się paniami, bo w ten sposób chciałam je docenić. Tam, gdzie się zwykle pojawiałam biznesowo, byli głównie mężczyźni. Kluby Biznesu, Towarzystwa Biznesowe, Izba Przemysłowo-Handlowa, nawet Duszpasterstwo Przedsiębiorców były zdominowane przez mężczyzn. Na szczęście, chwała Panu, mam tę cechę, że nie boję się ani wyzwań, ani mężczyzn. Działałam w Klubie Biznesu, choć byłam tam jedyną kobietą wśród 24 przedsiębiorców. W tym męskim gronie zainicjowałam kilka konferencji dla kobiet. Kiedy się udały, postanowiłam: „Jedźmy z tym dalej!”.

Zachęca Pani do robienia uczciwego biznesu: nieokłamywania klienta, płacenia podatków. Czy to się opłaca?

Trzeba szukać takich rozwiązań, żeby się opłacało. To trudne, ale zmusza do efektywniejszego działania. Wkładamy serce i wysiłek, szukając nowych metod produkcji, marketingu, dotarcia do klienta, którego traktuję z miłością.

Kupującego nie można nabierać, że jakiś produkt jest dobry, skoro tak nie jest.

Trzeba mówić mu prawdę. Żeby to robić, po prostu należy wytwarzać dobre produkty.

Zachęca Pani do płacenia podatków?

Oczywiście. Niestety, często mamy do czynienia z hipokryzją – w niedzielę jestem w kościele, w tygodniu robię biznesy i mówię: „Boże, nie wchodź na mój teren”. W Duszpasterstwie Przedsiębiorców i Pracodawców „Talent”, z którego wyrosłam, na co dzień dyskutujemy o uczciwości. Wszyscy znamy fragment Ewangelii: „Oddajcie cesarzowi, co cesarskie, a co Boskie – Bogu”. Odnosząc go do codzienności – mamy obowiązek płacić podatki w kraju, gdzie żyjemy, dobrze pracować, z szacunkiem traktować naszego klienta, pracownika czy udziałowca. Dlatego namawiam współpracujące ze mną dziewczyny do uczciwego płacenia podatków i sama je płacę. A poza tym, skoro niewierzący potrafią robić dobre biznesy bez udziału Pana Boga, to z Nim tym bardziej musi nam się udać.

Jakimi branżami zajmują się panie robiące Boski Biznes?

Głównie usługami, ale i produkcją. Szyją kurtki, maty, produkują kartony, żywność i sprzedają je. Głównie to dziewczyny na początku drogi biznesowej, ale są też doświadczone bizneswoman. Dzięki naszym spotkaniom zyskują i wsparcie, i kontakty zawodowe.

Dodają sobie otuchy.

Niewątpliwie, bo każda z nas doświadcza trudności w pracy. Któraś jest zrezygnowana, że nie sprzedaje się jej produkt, a wtedy koleżanki ją wspierają: „Produkt jest super, tylko skup się teraz na promocji!”. Ale przede wszystkim łączy nas wiara w Boga, dlatego nie uznajemy rozwiązań „na lewo”, nie korzystamy z szarej strefy. Zachęcam dziewczyny, żeby mówiły innym o swojej misji i wartościach. Obserwuję, że coraz więcej z nas zwraca uwagę na to, z kim współpracuje, jakie biznesy wspiera.

Jedna z uczestniczek Waszych spotkań stwierdziła, że odpowiada sobie na pytanie, skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd idziemy. To rozmowy jak na seminarium z filozofii.

Bo każdy z nas jest całością. Czy się modlę, czy robię biznes, czy wychowuję dzieci, jestem tą samą Bożą córką. Na spotkaniu biznesowym nie przestaję być matką i żoną. Spotykając się z kobietami żyjącymi tymi samymi wartościami, budujemy społeczność Bożych kobiet.

Ma Pani czworo dzieci. Nie musiały konkurować o pierwszeństwo z biznesem?

Troje jest już dorosłych, najmłodsza córka ma 13 lat. Robię wszystko, by tak tego nie odczuwały. Dzieci zawsze widzą najwięcej i to one najbardziej sprawdzają, czy to, co mówię, jest zgodne z tym, co robię. Dzieci rozliczają mnie najdokładniej, i to bardzo dobrze.

Nie narzekała Pani, że ma za dużo na głowie?

To łaska Boga, że obdarzył mnie talentem organizacyjnym. Praca dodawała mi równowagi. Z perspektywy domu nabierałam dystansu do biznesu, a będąc w pracy, inaczej patrzyłam na problemy domowe.

W tej hierarchii coś musi być najważniejsze.

To bezdyskusyjne. Na pierwszym miejscu zawsze był Pan Bóg, potem współmałżonek, dzieci, praca, służba społeczna, na końcu własne przyjemności – sport, hobby.

Wielu zaczyna to wyliczanie od przyjemności.

Tak – to pułapka dzisiejszego świata. Kobiety w reklamach słyszą: „Jesteś tego warta”, potem swoją uwagę skupiają na pracy, zadaniach społecznych, potem na dzieciach, współmałżonku i na końcu na Panu Bogu. Ta pułapka powoduje, że się wywracamy i jesteśmy podatni na kryzysy.

Też przez nie Pani przeszła?

Tej hierarchii nauczyły mnie właśnie kryzysy. Wychodząc z lat młodzieńczych, myślałam, że jeżeli jestem w porządku wobec Pana Boga, a więc modlę się, uczestniczę we Mszy św., przystępuję do Komunii św., to będzie polisą na to, że wszystko będzie się układać po mojemu. Ale przyszły kryzysy – finansowe, zdrowotne, w relacjach małżeńskich. A jednak to one skłoniły mnie do poważnego zastanowienia. Dotarło do mnie, że Jezus po ludzku poniósł porażkę, a przecież wygrał. Zrozumiałam, że kryzysy też są łaską.

Dziękowała Pani Bogu za ból, napięcie, cierpienie? Tego doświadcza się w kryzysie.

Tak. Właśnie wtedy, zastanawiając się nad życiem, uzyskałam informację, co mogę w nim zmienić, nad czym muszę popracować. Na przykład, kiedy zaczyna się psuć moje zdrowie, warto zapytać samej siebie, jak lepiej zadbać o własne ciało, będące świątynią Ducha Świętego. Kiedy psują mi się relacje z innymi, muszę się zastanowić, jakie popełniam błędy w komunikacji. Wszystkie te kryzysowe przemyślenia doprowadziły mnie do przekonania, że Bóg nas kocha bez względu na to, jacy jesteśmy. I w zdrowiu, i w chorobie, i pokłóconych, i szczęśliwych. Zrozumiałam, że najtrudniejszym zadaniem jest kochać, kiedy nie jest się kochanym, przebaczać, gdy nie doświadcza się przebaczenia, iść, mimo że upadamy. Moja siła weryfikuje się w tym, ile razy wstanę i czy jeszcze raz zaufam ludziom, a poprzez nich Bogu.

Skąd ma Pani taką wiarę?

Jestem za nią ogromnie wdzięczna rodzicom. Mama była nauczycielką matematyki, tata zarządzał w dużym przedsiębiorstwie, ale zawsze znajdowali czas, żeby pokazać nam – dzieciom, jak ważny jest Pan Bóg. Od dzieciństwa widziałam, jak rodzice się modlą i ufają Bogu. Pamiętam, że jako nastolatka brałam udział w rekolekcjach, podczas których ksiądz zapytał, kto z nas chce być święty. Od razu podniosłam ręką w górę i zdziwiłam się, że inni nie. Pomyślałam też: „Jak to, inni tego nie chcą? Przecież święci to ludzie z siłą, charyzmą, charakterem. Zawsze chciałam być świętą”.

Kto jest Pani ulubionym świętym?

Mam całą plejadę ukochanych przyjaciół w niebie. Często korzystam z pomocy Matki Teresy z Kalkuty. Ale też zwracam się do św. Maksymiliana Kolbego, nie tylko męczennika, ale największego polskiego logistyka i przedsiębiorcy. Bardzo bliscy mi są św. Rita, św. Jadwiga Królowa, św. Ignacy Loyola.

Oprócz Boskiego Biznesu prowadzi Pani warsztaty połączone z rekolekcjami.

Od trzech lat proponuję różne cykle warsztatów: „Złamana, ale nie bezsilna”, „Spełniona”, „Przebudzenie”. Zawsze są połączone z rekolekcjami, bo praca nad sobą musi się wiązać z rozwojem duchowym. •

Tagi: