„Wiedźmin” bierze wszystko

Edward Kabiesz

|

GN 03/2020

publikacja 16.01.2020 00:00

Człowiek w świecie „Wiedźmina” jest czynnikiem destruktywnym. Niszczy wszystko, co stanie na przeszkodzie jego chciwości.

„Wiedźmin” bierze wszystko netflix

Dzisiaj Andrzej Sapkowski, chociaż nie otrzymał Nobla, tylko World Fantasy Award, czyli nagrodę za wybitne osiągnięcia w dziedzinie fantasy w kategorii „osiągnięcie życia”, jest najbardziej znanym polskim pisarzem w Stanach Zjednoczonych i na świecie. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, wystarczy spojrzeć na listy bestsellerów publikowane w USA. Według notowania ogłoszonego 5 stycznia przez największy amerykański dziennik „USA Today” wśród stu najlepiej sprzedających się tytułów znalazły się aż trzy książki Sapkowskiego. Najwyższą pozycję zajmuje „Ostatnie życzenie”, które znalazło się na czwartym miejscu bestsellerów w USA. Poza setką uplasowała się kolejna książka autora – „Czas pogardy”. Do tej pory ta sztuka nie udała się żadnemu polskiemu pisarzowi.

Istnieje tylko Zło

Sukces powieści na polskim rynku przełożył się na liczbę tłumaczeń w krajach Europy, ale pierwsze angielskojęzyczne wydanie książki Sapkowskiego, a było to „Ostatnie życzenie”, ukazało się dopiero w roku 2007, najpierw w Londynie, a następnie w Stanach Zjednoczonych. W tym samym roku na rynku zadebiutowała pierwsza gra komputerowa oparta na wiedźmińskim cyklu. Od 2013 roku powieści pisarza wychodziły za granicą już systematycznie. Wydaje się, że popularność jego książek w tym obszarze językowym ma ścisły związek z grami komputerowymi, a szczególnie trzecią częścią cyklu, „Wiedźmin 3: Dziki Gon”, wydaną w maju 2015 roku. Do dziś sprzedano już kilkadziesiąt milionów egzemplarzy gry na całym świecie. Nie dziwi fakt, że po latach pisarz przyznał się do błędu w ocenie potencjału finansowego, jaki niesie gra stworzona przez firmę CD Project na podstawie jego powieści. Oddał prawo do wykorzystania swoich utworów za określone honorarium, chociaż proponowano mu procent od sprzedaży gier. O problemach pisaliśmy w „Gościu Niedzielnym” (Szymon Babuchowski, „Ile kosztuje wiedźmin?”, GN 42/2018). Z pewnością popularność gry wśród fanów zdecydowała o tym, że cyklem Sapkowskiego zainteresował się Netflix, a serial z kolei wzmocnił zainteresowanie jego twórczością.

Często w opiniach na temat dzieł pisarza pojawiają się porównania do świata stworzonego przez Tolkiena. Nic bardziej mylnego. Świat, w którym obraca się Geralt, jest światem zepsutym, wyzutym z dobra, w którym wszystko jest szare i odstręczające. Człowiek w tym świecie jest czynnikiem destruktywnym, który niszczy wszystko, co stanie na przeszkodzie jego chciwości i żądzy panowania. Może najlepiej świat ten charakteryzuje dialog z opowiadania „Mniejsze zło”. Geralt w rozmowie ze Stregoborem deklaruje, że zmuszony wybrać pomiędzy jednym złem a drugim woli nie wybierać wcale. Z kolei Renfri przekonuje Geralta: – Widzisz, masz rację, ale tylko częściowo. Istnieje tylko Zło i Większe Zło, a za nimi oboma, w cieniu, stoi Bardzo Wielkie Zło. Bardzo Wielkie Zło, Geralt, to takie, którego nawet wyobrazić sobie nie możesz, choćbyś myślał, że nic już nie może cię zaskoczyć. I widzisz, Geralt, niekiedy bywa tak, że Bardzo Wielkie Zło chwyci cię za gardło i powie: „Wybieraj, bratku, albo ja, albo tamto, trochę mniejsze”.

To nie świat Tolkiena

Świat „Wiedźmina” odnieść można raczej nie do Tolkiena, ale do współczesności. Pojawiają się w nim wątki nawiązujące do problemów, które obecnie polaryzują społeczeństwo. Wszystko podlane lewicowym sosem, na co w twórczości autora znajdziemy wiele przykładów, m.in. w przedstawianiu problemów aborcji i antykoncepcji. Jej przeciwnicy w cyklu Sapkowskiego to głupcy w rodzaju króla Belohuny z powieści „Sezon burz”, który uważa, że kobieta „ma prawo oczekiwać od mężczyzny tylko dwóch podarków: na lato ciąża, a na zimę łapcie z cienkiego łyka. Tak pierwszy, jak i drugi podarek ma za zadanie zakotwiczyć kobietę w domu”. „Dom jest bowiem miejscem dla kobiety odpowiednim, przez naturę jej przypisanym (…). Kobieta, której nie więzi w domostwie brzuch, kołyska i bachory, wnet ulegnie chuci, rzecz to wszak oczywista i nieuchronna” – peroruje Belohuna. „Kto daje babom środki zapobiegające ciąży lub umożliwiające jej przerywanie, ten niszczy porządek społeczny, podżega do zamieszek i buntów”.

Taka wulgarna argumentacja przypisywana jest przecież często przeciwnikom aborcji. Feminizm, eksperymenty genetyczne, ekologia, rasizm, prześladowania – wszystko to widziane z perspektywy dzisiejszej poprawności politycznej. Można powiedzieć, że Sapkowski wyprzedził swój czas, bo przecież swoje utwory pisał, zanim ta polityka całkowicie zdominowała media. Znajdziemy tu również swoiste przedstawienie problemów natury moralnej. Wiedźmin, poruszając się w świecie zdominowanym przez zło, posługuje się własnym kodeksem moralnym, który czasem budzi wątpliwości. Kocha czarodziejkę Yennefer, co nie przeszkadza mu wiązać się chwilowo ze spotykanymi na swej drodze kobietami. Seks w tym kontekście jest jedynie rozrywką. Religia to oszustwo, a kapłani sami nie wierzą w to, co głoszą, chociaż zdarzają się wyjątki. Ponadto w sadze o wiedźminie nie brakuje wulgarnego słownictwa.

Czego w serialu zabrakło

Twórczość Sapkowskiego przeznaczona jest dla czytelnika dorosłego. Nie mają co do tego wątpliwości twórcy gier opartych na jego sadze, którzy podkreślają, że starali się dochować wierności duchowi literackiego pierwowzoru. Wydaje się nawet, że twórczo go wzbogacili, bo naszpikowali gry o wiele liczniejszymi scenami seksu niż w powieściach. W pierwszej z nich erotyczne podboje nagradzali kartą z rozebranym obrazkiem. W grach nie brakuje również wulgarnych dialogów i obscenicznych treści. W tradycyjnych grach komputerowych gracz, podejmując decyzję, miał możliwość opowiedzenia się po stronie dobra lub zła, w tej takiego wyboru nie ma, bowiem tu wszyscy są źli. Różnią się tylko poziomem natężenia zła.

Serial, podobnie jak gry komputerowe, nie jest przeznaczony dla dzieci. Wszystkie wcześniejsze uwagi można również odnieść do filmowej ekranizacji. Powiedzmy od razu, że mało udanej. Rwana narracja i nagłe przeskoki w czasie i przestrzeni uniemożliwiają zrozumienie motywacji i działań bohaterów, którzy pojawiają się na drodze wiedźmina nie wiadomo skąd. Nie wiemy też, jakie łączą ich relacje. Brak dramatyzmu sprawia, że z ekranu wieje nudą, którzy porażką są nijakie i ciężkie dialogi, które należały do najmocniejszych stron powieści Sapkowskiego. Twórcy postawili na przemoc i goliznę być może dlatego, że zabrakło środków na realizację efektownych scen masowych. Przykładem może być kuriozalny ósmy, ostatni odcinek pierwszego sezonu, gdzie potężna, przynajmniej w oryginale literackim, armia Nilfgaardu oblega warownię Sodden.

Oglądając pierwszą serię, można zauważyć, że to chyba jedyny serial Netflixa, którego twórcy nie dostosowali się do obowiązującego obecnie parytetu w przedstawianiu na ekranie bohaterów należących do różnego rodzaju mniejszości przynajmniej w jednej kategorii. Chodzi o przedstawicieli LGBT, którzy przecież w sadze Sapkowskiego o wiedźminie się znaleźli, ale w pierwszym sezonie serialu ich zabrakło. To niedopatrzenie. Dzisiaj trudno znaleźć jakąkolwiek produkcję Netflixa, w której nie pojawiliby się bohaterowie należący do mniejszości seksualnej. Obojętnie, czy ma to jakiś związek z fabułą, czy nie. Okazuje się jednak, że nic straconego. Lauren S. Hissrich, producentka i scenarzystka „Wiedźmina”, zapewniła w rozmowie na portalu Reddit, że w drugim sezonie, który ma być bardziej spójny niż pierwszy, pojawią się postaci spod znaku LGBT. •