Sulejmani, czyli kto?

Jacek Dziedzina

|

GN 02/2020

Ani zabicie przywódcy Al-Kaidy, Osamy bin Ladena, ani zabicie przywódcy Państwa Islamskiego, Abu Bakr al-Baghdadiego, nie miało takiego znaczenia dla beczki prochu, jaką jest Bliski Wschód, jakie ma zabójstwo irańskiego generała Kasema Sulejmaniego.

Sulejmani, czyli kto?

I choć, w przeciwieństwie do dwóch pierwszych nazwisk, Sulejmani nie funkcjonował w zbiorowej wyobraźni na Zachodzie, to właśnie on miał nieporównywalnie większy wpływ na konflikty zbrojne toczące się w tym regionie świata. Tamtejsze media nie mówią praktycznie o niczym innym, tylko właśnie o akcji amerykańskich wojsk, które na osobisty rozkaz prezydenta Trumpa dokonały (za pomocą dronów) ataku na kolumnę samochodów na bagdadzkim lotnisku. W jednym z nich znajdował się Sulejmani.

Bagdadzkie lotnisko nie jest pomyłką autora ani pomyleniem Iranu z Irakiem. To właśnie Irak stał się obecnie (obok Syrii) poligonem ścierania się interesów Stanów Zjednoczonych, wspierających tutaj sunnicką Arabię Saudyjską, i szyickiego Iranu. W ataku zginął również szef proirańskiej irackiej milicji, co też oddaje złożoność sytuacji. Gdyby tłumaczyć całą akcję wyłącznie w ograniczonym do ostatnich tygodni ciągu przyczynowo-skutkowym, wystarczyłoby powiedzieć, że doszło do tego po atakach proirańskich bojówek na ambasadę USA w Bagdadzie. Obecność Sulejmaniego w Iraku potwierdza, że musiał być mózgiem tych zamieszek. Tyle tylko, że to nie jednorazowa akcja irańskiego generała. Mówimy o jednej z najbardziej wpływowych osób na Bliskim Wschodzie, osobie odpowiedzialnej za prowadzone wojny i liczne napięcia, za wspieranie Hezbollahu i Hamasu. Sulejmani był tak naprawdę drugą po Najwyższym Przywódcy osobą w Iranie, wpływami przewyższając nawet prezydenta. To wyjątkowe połączenie w jednej osobie polityka i stratega z szefem siatki wywiadowczej, dowódcy operacji wojskowych, człowieka, od którego zależały losy milionów mieszkańców regionu. Formalnie był przywódcą Al-Kuds, elitarnego oddziału Gwardii Rewolucyjnej, która stoi na straży islamskiej rewolucji. Mało kto na Zachodzie, powtarzając nazwę Al-Kuds, pamiętał, że to arabska nazwa… Jerozolimy. To był jeden z zasadniczych celów całej strategii Sulejmaniego i inspirowanych przez niego konfliktów w sąsiednich krajach: odbicie Jerozolimy Żydom i ustanowienie państwa palestyńskiego.

Bogate CV Sulejmaniego nie usprawiedliwia oczywiście decyzji Donalda Trumpa. Amerykanie zabili kluczową postać dla państwa, z którym oficjalnie nie toczą wojny. Choć jest jasne, że ta wojna toczy się na wielu frontach już od dawna. Czy zabójstwo Sulejmaniego może doprowadzić do otwartej konfrontacji? Coraz trudniej to wykluczyć, choć Iran sam z pewnością nie zdobędzie się na taki krok (pomijając spodziewane zamachy). Pewne jest jedno: ponieważ konflikty na Bliskim Wschodzie są jak naczynia połączone liniami wysokiego napięcia, zabójstwo Sulejmaniego pociągnie za sobą spiralę nienawiści nakręcającą się przez kolejne dekady. •