Kolędnik

Agata Puścikowska

|

GN 51-52/2019

Przed wiekami Jezus też nie przyszedł do wielkich tego świata, lecz do pastuszków, najbiedniejszych z biednych.

Kolędnik

Śpiewa na warszawskim bazarze. Takim prawdziwym, na którym ważny jest handelek, atmosfera, kolor i smak oraz zapach, a nie przepisy sanepidowskie. Śpiewa i gra na starym jak świat, lekko rozwalonym i charczącym akordeonie. Śpiewa kolędy głośno, prosto z serca i mocno zachrypniętego gardła. Śpiewa tak, jak potrafi.

A ludzie? Ludzie dobrej woli. Naprawdę z życzliwym uśmiechem słuchają, niektórzy przez chwilę nawet wtórują. Wkładają w schorowaną rękę parę złotych, czasem kupią kilogram bananów. Tu, na bazarze, taniej. I idą – każdy w swoją stronę, do ciepłych domów, szykować rodzinne święta. Może też pośpiewać kolędy?

Kolędnik z bazaru. Kim jest ten człowiek i dlaczego wyszedł na ulicę, by śpiewać? Tego nie wie nikt. Może nawet nie wie on sam. Okutany w grube kurtki i swetrzycho, mimo że nawet nie jest zimno. Zima na razie łaskawa dla takich jak on. Bazarowych kolędników. Dobrze, by się utrzymało zimowe ciepło, bo wtedy można palcami po akordeonie biegać w rytm „Przybieżeli do Betlejem”, a nawet zaawansowanego rytmicznie i melodycznie „Bóg się rodzi”. Jak mróz, to gorzej: palce twarde jak kołki nie bardzo nadają się do grania. Więc trzeba wykorzystać grudniowe ciepło, by grać, zarabiać i skromnie żyć.

Chociaż może te kolędy nieco wyryczane, to jednak takie prawdziwe, nasze i dobre. Starsza pani podchodzi i wkłada do kieszeni kolędnika kilka monet. Może wdowie grosze trzy. Mówi, że w końcu prawdziwa kolęda, a nie jakieś „nowoczesne koszmary”. Małe dziecko z zaciekawieniem patrzy na akordeon. To dopiero zabawka! Taka naprawdę, totalnie interaktywna! I działa bez apki! Młodzi ludzie wracający z pobliskiego liceum bazarowym skrótem, chociaż patrzą spode łba, to nie rechoczą i na krótko zawieszają rozmowy. Taki szacun, po swojemu, okazując. I może nawet... ukrywając młodzieńcze wzruszenie.

Tak. Cuda, cuda ogłaszają. I to nie zawsze w kaplicy, nie zawsze na religii, nie zawsze tam, gdzie wydaje się, że cuda dziać się powinny. Cuda, cuda ogłaszają na ulicy, na bazarku, w ośrodku dla bezdomnych, w szpitalu… Takie współczesne Jezusowe miejsca wykluczone. Takie współczesne szopki, groty, bo w pięknych i bogatych domach miejsca często nie ma. Nie szkodzi. Przed wiekami Jezus też nie przyszedł do wielkich tego świata, lecz do pastuszków, najbiedniejszych z biednych. A historia ta lubi się uwspółcześniać i aktualizować… Trzeba jedynie popatrzeć, posłuchać. I czasem w ciszy grudniowej nocy otworzyć szeroko oczy. I może też wspólnie zaśpiewać kolędę.•

Tagi: