Bohater naszego reportażu po 15 latach odnalazł siostrę!

Jarosław Dudała Jarosław Dudała

|

GN 50/2019

dodane 12.12.2019 00:00

Poruszające świadectwo Grzegorza Czerwickiego ma niespodziewany ciąg dalszy.

Przed paroma tygodniami zamieściliśmy poruszające świadectwo Grzegorza Czerwickiego. To historia ciężkiego dzieciństwa, narkotykowego nałogu i 12 lat spędzonych w więzieniu, ale także nadziei płynącej z Biblii i „Dzienniczka” św. Faustyny. To historia nawrócenia i płynącego zeń szczęścia. Opatrzność dopisała do niej kolejny nieprawdopodobny rozdział – po 15 latach rozłąki Grzegorz odnalazł swoją siostrę, oddaną do adopcji w wieku kilku lat. – To jest jeden wielki cud – mówi mężczyzna bez cienia wątpliwości.

A było to tak

Niegdysiejszy kryminalista i narkoman, a dziś szczęśliwy mąż, ojciec i ewangelizator, wykorzystuje swe bolesne i radosne doświadczenia, prowadząc w szkołach spotkania z młodzieżą w ramach programów profilaktycznych. Niedawno odwiedził w związku z tym jedną ze szkół średnich.

– To było przypadkowe miasto, przypadkowa szkoła. Byłem tam pierwszy raz. Mówiłem o przemocy i jej przeciwdziałaniu. Nie wiedzieć czemu przypadkiem wspomniałem kilka faktów ze swojego życia, niezwiązanych z tematem: mówiłem o żonie, o siostrze, którą ostatni raz widziałem, gdy miała trzy latka, i nie mam pojęcia, kto ją zaadoptował, gdzie teraz jest i jak żyje – wspomina Grzegorz.

Była zapłakana

Miał już wychodzić, gdy podeszła do niego jedna z organizatorek, mówiąc, że pewna dziewczyna chciałaby z nim porozmawiać. Bardzo się spieszył, ale zgodził się na pięciominutową rozmowę. Dziewczyna była zapłakana. Przedstawiła się. Jej nazwisko nic mu nie mówiło. Dodała, że najbardziej poruszyła ją wzmianka o zaginionej siostrze. Bo ona też bezskutecznie poszukuje brata.

– Powiedziałem, kiedy urodziła się moja siostra i że stało się to w Krakowie – opowiada Grzegorz.

Dziewczyna odpowiedziała płaczem. Ona też urodziła się tego samego dnia. I też w Krakowie. Potem okazało się, że zgadzają się także imiona – jej (przed adopcją) i zaginionej siostry Grzegorza.

– Moje walące coraz szybciej serce podpowiadało mi, że dziwny to przypadek, ale bez przesady, to codzienność, a nie brazylijski serial. Nie chciałem dawać jej nadziei, bo bywają różne zbiegi okoliczności. Podałem jednak kilka szczegółów, w tym imię i nazwisko mojej matki oraz jej adres. Powiedziałem, żeby sprawdziła to w swojej książeczce zdrowia dziecka i dała mi znać – relacjonuje mężczyzna.

Nawet nie wiem, czy płakałem, czy się śmiałem

Po tej rozmowie pojechał na kolejne spotkanie. Po wyjściu z niego miał już trzy nieodebrane połączenia od dziewczyny ze szkoły. Oddzwonił – wszystkie dane się zgadzały! Nie było już wątpliwości – to była jego siostra!

– Nawet nie wiem, czy płakałem, czy śmiałem się na głos. Zadzwoniłem do Reni, mojej kochanej żony. Potem się modliłem. Potem płakałem, potem znów zadzwoniłem do Reni – opowiada mężczyzna.

Okazało się, że jego siostra ma kochających rodziców adopcyjnych, ma szczęśliwą rodzinę. – Jest ładna, uśmiechnięta... – cieszy się Grzegorz. – Wciąż nie mogę uwierzyć, że mnie odnalazła – dodaje.

– Przed nami wspaniały czas poznawania się. Ja ją pamiętam, woziłem ją w wózku, bawiłem się z nią, uwielbiałem ją, mówiła na mnie „Gogo”. To myśl o niej trzymała mnie przy życiu, kiedy miałem najczarniejsze noce w zakładzie karnym. Ona mnie nie pamięta, ale też mnie szukała, od kiedy dowiedziała się, że ma brata – mówi Grzegorz.

On jej szukał, ale...

– Od czterech lat bezskutecznie gonili mnie od jednej do drugiej instytucji, w których szukałem śladu, gdzie siostra dzisiaj może być. Miała nowe imię i nazwisko. W tym roku skończyła 18 lat, co utrudniało sprawę jeszcze bardziej. Pytałem Boga: „Czy zamierzasz coś z tym zrobić?”. I nic... – przyznaje.

Nic... dopóki przypadkiem nie pojechał do tamtej szkoły...

– Jeśli ktoś jeszcze nie wie, to jednym z ulubionych pseudonimów Pana Boga jest przypadek – mówi Grzegorz.

To bardzo intymna historia, więc dla zachowania prywatności, zwłaszcza odnalezionej siostry Grzegorza, pominęliśmy szczegóły, które mogłyby ją zidentyfikować.

Tagi: