Moda na polską modę

Agata Puścikowska

|

GN 48/2019

dodane 28.11.2019 00:00

Coraz częściej Polki wybierają rodzime firmy odzieżowe. Dlaczego?

– Żeby nadążyć z realizacją zamówień, musiałam nauczyć się szycia profesjonalnego – mówi Luiza Jałowiecka. – Żeby nadążyć z realizacją zamówień, musiałam nauczyć się szycia profesjonalnego – mówi Luiza Jałowiecka.
archiwum Luizy Jałowieckiej

Zagraniczna sieciówka czy niewielka pracownia krawiecka po drugiej stronie ulicy? Polki coraz częściej wybierają szycie na miarę lub kupują ubrania od firm rodzimych i niewielkich, choć czasem muszą zapłacić więcej.

Z czego wynika ta swoista moda na polską modę?

Dość tandety

W sieciówce cena prostej bluzki to ok. 50 zł. Gdy przychodzi czas przecen, cena zjeżdża nawet o połowę. – Przekonałam się, że ubrania szyte w Bangladeszu czy innym egzotycznym kraju są jednak fatalnej jakości – przekonuje Melania z Warszawy. – Dlatego staram się już nie kupować w takich sklepach, bo to się po prostu na dłuższą metę nie opłaca. Wolę polskie firmy: płacę więcej za bluzkę, ale noszę ją kilka lat, bo nie rozwala się po drugim praniu.

Elżbieta Bober, właścicielka i założycielka marki Zygzak, przekonuje, że klientki kupują i wracają do niej, bo po prostu cenią sobie jakość. – Dbamy o każdy szczegół naszych ubrań. O jakość materiałów, wykonanie, kolor, fason – opowiada Bober. – Poza tym nasze wyroby są i eleganckie, i po prostu funkcjonalne. Panie, które kupują nasze ubrania, to zwykle osoby w wieku 25–45 lat, które muszą dobrze, profesjonalnie wyglądać, ale jednocześnie chcą się czuć komfortowo, wybierają więc elegancję, która jednocześnie jest wygodna. Sprzedajemy takie sukienki czy spódnice, w których my, pracownice Zygzaka, czujemy się również swobodnie i pięknie.

Zagraniczne sieciówki produkują dużo i szybko. Trudno za nimi nadążyć małym firmom, bo nowe kolekcje, czy też ich fragmenty, pojawiają się w sklepach nawet co kilka tygodni. Jest to z jednej strony dla klienta bardzo wygodne: można uzupełniać garderobę, odświeżać ją w miarę możliwości i potrzeb. Z drugiej jednak może stać się pułapką bylejakości, drenażu portfela i… braku oryginalności.

– Nie lubię wyglądać „jak wszyscy”, czy raczej „jak wszystkie”, a do tego sprowadza się kupowanie w dużych sklepach modowych – twierdzi 30-letnia pani Alicja, farmaceutka. – Dlatego szukam, szperam, wybieram. Na szczęście w internecie pojawiło się teraz wiele sklepów, które promują i sprzedają wyłącznie oryginalne ubrania i polskie marki. Warto tam zaglądać, bo po prostu czuję się w takich ubraniach wyjątkowo. Poza tym gdy wypatrzę promocję, cena nie różni się nawet od tej z sieciówek.

Katarzyna Leśniak od 20 lat prowadzi jednoosobową pracownię krawiecką w Bochni. Jak mówi, szyje dla różnych typów klientek: młodszych i starszych, drobnych i tęższych. – Panie zwykle najpierw idą do sklepów odzieżowych, a gdy nie znajdują nic sensownego, przychodzą do mnie. Tu stawiamy na oryginalność i dostosowujemy trendy do konkretnej sylwetki, typu urody etc. – opowiada pani Katarzyna, która – jak o sobie mówi – jest krawcową z zamiłowania i pasji. – Klientki chcą być traktowane indywidualnie, a w ubraniu czuć się dobrze, ale i wyjątkowo. Bywa, że same szukają pasujących im materiałów. Kiedyś szyło się z przymusu, wykorzystując czasem... zasłony, bo w sklepach nic nie było. Potem zachłysnęliśmy się „ciuchem sklepowym”, a dziś znów wracamy do szycia na miarę, które zakłada poprawki, zabiera więcej czasu, ale daje klientce ogrom satysfakcji.

Dobre, bo z serca

Elżbieta Bober z Zygzaka z wykształcenia nie jest ani projektantką, ani krawcową. Mimo to kocha szycie i szyje z dużym powodzeniem. – Moja mama nauczyła mnie miłości do igły i nici. Projektuję sama to, co mam gdzieś głęboko w duszy, oczywiście przy wsparciu profesjonalistów – opowiada E. Bober. – Ubrania są po prostu… nasze – polskie i szyją je krawcowe od początku do końca. A każda z krawcowych odpowiada za swoje dzieło, niemalże stawiając osobistą pieczątkę na ubraniu.

Dlaczego Zygzak? Nazwa nawiązuje oczywiście do ściegu maszynowego. Ale jest i swojska, polska, łatwo wpadająca w ucho, zabawna. – Nie przepadam za nazwami dziwnie brzmiącymi, które czasami wręcz trudno wymówić – przyznaje pani Elżbieta. – Wolę prostotę i swojskość. Najwyraźniej moje klientki też, bo po jednorazowym zakupie zawsze wracają, a z nimi zwykle ich siostry, matki, przyjaciółki.

Redaktorka Agnieszka Ponikiewska stawia na klasykę, kobiecość i dobry krój. – Nie należę do pokolenia, które ciągle chce nowości i na każdą okazję musi mieć nowe ubranie. Kupuję od rodzimych firm, szyjących dla kobiet, które mają... talię, biodra i biust. Lubię na przykład firmę Bialcon, która słynie z dobrych krojów i jakości. Ubrania z sieciówek nie leżą na mnie dobrze i często nadają się tylko na jeden sezon. Najlepsze damskie ubrania to takie, które są choć trochę ponadczasowe. Kupione raz będą zdobiły nas przez lata. Dodatki, mała przeróbka u krawcowej i sukienka lub spódnica, którą mam od lat, jest jak nowa. Dobrej jakości polska sukienka, nawet jeśli nie noszę jej przez kilka lat, wyciągnięta z dna szafy robi wrażenie i po prostu ją lubię.

Świadomość

Hultaj Polski to firma rodzinna. Pani Anna Jankowska prowadzi ją wraz z mężem, a pomaga 11-letnia córka Sonia: jest modelką, doradza i gdy trzeba – krytykuje.

– Przez wiele lat pracowałam w ciągłych rozjazdach i w którymś momencie miałam już dość. Chciałam być bliżej rodziny i razem z nią działać. Powstał pomysł stworzenia marki odzieżowej. Hultaj Polski to wspólne dzieło – opowiada pani Anna.

Firma szyje w Warszawie dla kobiet, mężczyzn i dzieci. Tworzy ubrania uniwersalne, a jednocześnie „niepostarzające” dzieci i „nieodmładzające” dorosłych. To też wartość, której szukają klienci zmęczeni dziwną tendencją do zacierania różnic związanych z wiekiem.

– Nasi klienci chcą wiedzieć, od kogo kupują i czy proces produkcji był etyczny. Mają świadomość, że warto kupować „od sąsiada” i że nasi pracownicy otrzymują godziwą zapłatę, a nie są np. pracownikami niewolniczymi gdzieś na Dalekim Wschodzie. Dlatego klienci godzą się na nieco wyższą cenę niż w sieciówkach. W zamian otrzymują doskonałą stylistykę, oryginalność, dobry materiał – tkaniny wybieramy najczęściej polskie, współpracujemy z rodzimymi dziewiarniami.

Co ciekawe, wokół niewielkich polskich firm odzieżowych często powstają… społeczności, grupy fanów. Klienci, którzy poznają się w internecie, na profilach poświęconych danej marce, potem umawiają się na kawę czy pogaduchy. Tak łączą się klienci Hultaja, ale i klientki Anety Ciężarek.

– Nasze klientki znają się z internetu, rozmawiają, wymieniają się uwagami co do konkretnych modeli sukienek czy spódnic – opowiada Aneta Ciężarek, założycielka marki Twe Sukienki – sklep bez spodni. – Tworzą wspierającą się społeczność, która wykracza ponad sprawy mody czy urody. Takiej więzi i przyjacielskich relacji w sieciówkach nie da się stworzyć.

Firmy z ideą

Za powstaniem większości małych firm odzieżowych kryje się jakaś historia lub idea. Pani Aneta chciała promować fasony, w których kobieta może czuć się jak dama: subtelnie i z klasą. – Mam wrażenie, że wiele kobiet mocno się zaniedbało, że wstydzi się kobiecości albo po prostu nic sensownego nie potrafi znaleźć w dużych sklepach. Dlatego doradzamy, robimy analizę kolorystyczną i analizę sylwetki. Okazuje się, że nasze klientki, początkowo sceptyczne, gdy im się doradzi – czują się w sukienkach doskonale. Mamy też zasadę, że sukienka czy spódnica dobrej jakości, doskonale uszyta i skrojona, to inwestycja w siebie.

Luiza Jałowiecka, twórczyni marki Szyte Szeptem, szyje najchętniej dla pań, które zna i które odwiedzają jej… gospodarstwo agroturystyczne. Od tego się zresztą zaczęło: – W 2013 roku kupiliśmy gospodarstwo agroturystyczne, a wcześniej byłam przedstawicielem medycznym. Zmieniłam jednak swoje życie, przeniosłam się na wieś. Sama miałam wyłącznie „korpociuszki”. Zaczęłam więc szyć dla siebie: prosto, z wygodnych tkanin. Spodobało się. Panie zaczęły zamawiać koszulki czy spódnice. Żeby nadążyć, musiałam po prostu nauczyć się szycia profesjonalnego.

Udało się. Ubrania pani Luizy – w formie surowe, w treści ciepłe – sprzedają się jak świeże bułeczki, również w internecie. Trudno nadążyć z zamówieniami. – Szyję z poziomu serca. Staram się poznać osobę, która będzie nosić moje ubrania. To chyba najważniejsze, bo klientki chcą być traktowane indywidualnie i czuć się w moim ubraniu jak w swoim – śmieje się pani Luiza. – A to w modzie najważniejsze.•

Tagi: