Krzyż na Giewoncie

Tomasz Rożek

|

Gość Niedzielny 35/2019

Kilka dni temu na Giewoncie doszło do tragedii. Kilka osób zginęło, grubo ponad 100 zostało rannych. Minęły minuty i już znaleźli się ci, którzy postanowili tę tragedię wykorzystać politycznie.

Krzyż na Giewoncie

Wykorzystać do tego, by kolejny raz postulować demontaż krzyża. Byłoby uczciwiej, gdyby powiedzieli, że świadomość jego istnienia przyprawia ich o torsje z powodów ideologicznych. Byłoby uczciwiej, gdyby napisali, że nie lubią religii i jej symboli. Ale tego nie robili. Pisali o fizyce i bezpieczeństwie, o tym, że krzyż „przyciąga pioruny”, dlatego trzeba go zdemontować. Że „zagraża bezpieczeństwu” turystów, w końcu, że „znowu zabija”. Skoro ktoś w swojej argumentacji powołuje się na nauki ścisłe, poczułem się wywołany do odpowiedzi. Na Twitterze napisałem, że mówienie, iż krzyż przyciąga pioruny, jest bzdurą. No i się zaczęło.

Szczerze – byłem zdziwiony reakcjami. W moim wpisie podlinkowałem dłuższy tekst, w którym tłumaczę, jak zachować się w górach podczas burzy. Mój wpis wywołał falę komentarzy. Oczywiście natychmiast został wykorzystany politycznie (światopoglądowo). Jedni pokazywali go jako dowód mojego zaczadzenia (wiadomo, katolik), drudzy jako dowód na zaczadzenie innych. Nie znoszę tego, ale dzieląc się publicznie swoimi opiniami, mam świadomość, że nie do końca panuję nad ich dalszymi losami.

Co fizyka mówi o krzyżu na Giewoncie? Ano to, że na pewno nie wpływa on na częstość występowania burz czy piorunów. Pokazują to też statystyki. Pioruny uderzają równie często w inne szczyty. Fizyka mówi też, że gdy szaleje burza, a z chmur nad Giewontem sypią się pioruny, chętniej uderzą w krzyż niż obok krzyża. W skrócie mówiąc, większe prawdopodobieństwo uderzenia w metalowy krzyż (czy jakąkolwiek inną konstrukcję) z automatu oznacza mniejsze prawdopodobieństwo uderzenia w sam szczyt albo w inne obiekty – w tym ludzi – które się na nim znajdują. To nie krzyż, łańcuchy czy barierki są winne, ale ludzka nieroztropność. W takich warunkach, jakie tego feralnego dnia miały miejsce, na Giewoncie nie powinno być ludzi. Ale skoro już byli, to nie krzyż ściągnął na nich niebezpieczeństwo. Mogło być wręcz odwrotnie: jego metalowa konstrukcja, przyjmując uderzenia piorunów, zwiększyła szanse na przeżycie ludzi, którzy tam się znajdowali.

Kiedyś pisałem artykuł o inspiracjach naukowców. Przyjęło się sądzić, że to ludzie wierzący (niezależnie od tego, w co wierzą) mają bagaż, pewien rodzaj obciążenia, który utrudnia zrozumienie (wszech)świata. Uważam, że jest inaczej. Ateizm to także zestaw wierzeń. Każdy z nas ma jakieś motywacje i inspiracje. Nie unikniemy tego. Ale historia działań motywowanych antyreligijnie (w nauce) jest równie bogata jak tych motywowanych religijnie. W ZSRR był czas, kiedy fizyków i kosmologów zsyłano do obozów pracy za to, że głosili teorię Wielkiego Wybuchu, bo ta za bardzo kojarzyła się towarzyszom mającym antyreligijną obsesję z Boskim aktem stworzenia. Przykład z krzyżem na Giewoncie pokazuje (zachowując proporcje) dokładnie ten sam mechanizm. Antyreligijna obsesja może przyćmić intelekt.•

W nowym numerze przeczytasz także: