Najlepsze lekarstwo odnaleźli na Hali Lipowskiej

Urszula Rogólska

dodane 11.08.2019 06:28

- Dlaczego sakrament ten bywa zapomniany i przez wielu niedoceniany? Przez fakt, że kiedyś zaopatrzono go w nazwę "ostatnie namaszczenie". To tak, jakby na opakowaniu niezwykle cennego lekarstwa umieścić trupią czaszkę - mówił o. Bogdan Kocańda na Hali Lipowskiej 10 sierpnia.

Uczestnicy spotkania na Hali Lipowskiej nawzajem udzielali sobie błgosławieństwa. Uczestnicy spotkania na Hali Lipowskiej nawzajem udzielali sobie błgosławieństwa.
Urszula Rogólska /Foto Gość

Choć wielu dotychczasowych uczestników Ewangelizacji w Beskidach nie mogło przywędrować na szóste z kolei spotkanie, bo pielgrzymują pieszo na Jasną Górę, znaleźli się kolejni, którzy na Hali Lipowskiej dołączyli do kilkuset osób chcących spotkać się z Dobrą Nowiną i zanieść ją w doliny. W sobotę 10 sierpnia, w tegorocznym cyklu "Droga Łaski" poświęconym siedmiu sakramentom, tematem było namaszczenie chorych.

Jak co tydzień, różnymi drogami, każdy indywidualnie lub w grupie, zmierzał na miejsce spotkana, by w samo południe uczestniczyć w Mszy św. Tym razem celebrowali ją o. Bogdan Kocańda OFMConv, kustosz sanktuarium w Rychwałdzie, o. Ryszard Szwajca OFM Conv, duszpasterzujący w Niemczech, i ks. Adam Ciapka, proboszcz w Sopotni Małej. Spotkanie przygotowała i poprowadziła (z żywiołowym śpiewem) schola z parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Milówce.

Nawiązując do tematu spotkania - sakramentu namaszczenia chorych - w homilii o. Kocańda mówił: - Syn Boga, przychodząc na ziemię, spotkał się z tym, co jest dla nas tutaj najtrudniejsze - z cierpieniem, którego kresem jest śmierć. I On nie podszedł do tej sytuacji lekceważąco. Sam wszedł w dolę człowieka, godząc się cierpieć i godząc się umierać. Zgodził się na śmierć. Czym jest zgoda na śmierć? Tak naprawdę zgoda na śmierć jest zgodą na życie. Bo żeby przyszła siostra śmierć - jak mówi św. Franciszek z Asyżu - najpierw musi pojawić się życie.

O. Bogdan Kocańda OFMCov. (w środku) wraz z o. Ryszardem Szwajcą OFMCov. (z lewej) i ks. Adamem Ciapką celebrowali Mszę św. na Hali Lipowskiej.   O. Bogdan Kocańda OFMCov. (w środku) wraz z o. Ryszardem Szwajcą OFMCov. (z lewej) i ks. Adamem Ciapką celebrowali Mszę św. na Hali Lipowskiej.
Urszula Rogólska /Foto Gość

Ojciec Bogdan dodał, że nieraz trudno nam przyjąć własne życie w kontekście cierpienia, które spotyka nas albo najbliższych - płaczemy, nie możemy się pogodzić z nim. Przytoczył zdanie przypomniane przez jednego z jego parafian: "Niezgoda na cierpienie to jest piekło, ponieważ przeklinasz rzeczywistość". - Mądre skowa... My nie chcemy iść do piekła, chcemy żyć. Zgoda na cierpienie to partycypacja w czyśćcu, w oczyszczeniu, w doświadczeniu - zaznaczył o. Kocańda, dodając: - W naszej naturze nie jest to, żebyśmy byli cierpiętnikami, żebyśmy przeżywali cierpienie jako czyściec. Chcemy szczęścia, chcemy zdrowia, chcemy błogosławieństwa. Popatrzmy na cierpienie jako na błogosławieństwo, bo ono takie jest. "Błogosławieni cierpiący dla sprawiedliwości" - cierpienie nie jest złem. Jest sposobem przeżywania zła, które nas spotyka w życiu - podkreślił o. Bogdan. - To my czynimy z cierpienia przekleństwo. Ono jest błogosławione, ponieważ taki wymiar nadał mu Jezus Chrystus, nasz Pan i Zbawiciel, który podjął się świadomie cierpieć.

Kustosz rychwałdzkiego sanktuarium zaprosił do refleksji: czy Bóg chce, byśmy cierpieli? - Alicja Lenczewska mówi, że przez cierpienie można w najlepszy sposób rozwijać się duchowo, ponieważ chroni ono przed pychą. Nigdy się nie zastanawiałem, czy cierpienie ma taki wymiar. Czy jest ku mojemu rozwojowi duchowemu. Nikomu nie życzę, aby cierpiał... - mówił, podkreślając, że Chrystus nie przyszedł po to, aby zlikwidować cierpienie na ziemi, ale postanowił je uświęcić. - W Jego ręku cierpienie stało się narzędziem zbawienia świata. I w tym cierpieniu objawił nam swoją nieskończoną miłość do nas. W ten sposób nadał ludzkiemu cierpieniu sens. Człowiek, cierpiąc, może ubogacać siebie i innych. W tej sytuacji nie dziwmy się, że wśród sakramentów zostawił i taki, który jest narzędziem uświęcania naszego cierpienia. Myślę o sakramencie namaszczenia chorych. Jest to sakrament, który chyba najmniej rozumiemy - zauważył o. Kocańda, jednocześnie przytaczając fragmenty z Ewangelii św. Marka i Listu św. Jakuba, mówiące o namaszczaniu chorych olejem w kontekście modlitwy o uzdrowienie.

Do dziś olej konsekrowany w katedrze w Wielki Czwartek jest znakiem tego sakramentu.

Ks. Adam Ciapka z Sopotni Małej namaszcza rychwałdzkim olejkiem radości.   Ks. Adam Ciapka z Sopotni Małej namaszcza rychwałdzkim olejkiem radości.
Urszula Rogólska /Foto Gość

- Jak jest jego skutek? Pierwszy i widoczny to poprawa zdrowia chorego - podkreślił o. Bogdan, przytaczając przykład z własnej posługi sakramentalnej, kiedy umierająca matka po przyjęciu sakramentu w jednej chwili odzyskała siły. - Ten sakrament poddźwiga chorego - mówił franciszkanin.

Drugim skutkiem sakramentu namaszczenia chorych, tym razem w dziedzinie ducha, jest oczyszczenie z grzechów, - I to też chcę powiedzieć jasno. Są osoby, które nie mogą przyjmować sakramentu Komunii św., ponieważ są chore - mówił o. Kocańda, przywołując przykład mamy, która upierała się, by jej dziecko, karmione przez sondę, mogło przyjąć Komunię św., by córka "mogła pójść od nieba”... Ojciec Bogdan tłumaczył, że obok sakramentu chrztu także namaszczenie chorych daje taką łaskę.

Franciszkanin mówił i o tym, że wiele osób traktuje namaszczenie chorych z lekką obawą. Tymczasem: - Gdyby człowiek popełnił grzech ciężki, a nie mógłby się spowiadać, czyli nie mógłby skorzystać z sakramentu pokuty, to wtedy ten sakrament gładzi grzechy. To jest wielki dar, ale głównym celem, o którym zapominamy najczęściej, jest pomoc do wykorzystania czasu cierpienia i zachowania godnej postawy. Cierpienie bowiem jest wielką próbą dla każdego. Nie ma mocnych w tej dziedzinie - zauważył o. Kocańda. - W religii chrześcijańskiej cierpienie jest przede wszystkim próbą wiary, że Bóg jest miłością, dlatego że w naszym życiu nie rozumiemy sytuacji, jak wszechmocny Bóg, mogąc usunąć cierpienie, pochyla się nade mną i zgadza się na moje cierpienie. I tu jest potrzebna łaska odkrycia sensu cierpienia.

Jak mówił o. Kocańda, sakrament ten pozwala człowiekowi wykorzystać cierpienie dla udoskonalenia własnego i dla zbawienia świata. Sam gest namaszczenia jest obecny już w Starym Testamencie, gdzie namaszczano na królów, proroków, kapłanów. - Królewska, prorocka i kapłańska misja Kościoła wypełnia się w tym człowieku, który jest dotknięty chorobą i który sam nie może zawalczyć o własną godność - dodał o. Kocańda.

Dlaczego sakrament ten bywa zapomniany i przez wielu niedoceniany? Przez fakt, że kiedyś zaopatrzono go w nazwę "ostatnie namaszczenie". - To tak, jakby na opakowaniu niezwykle cennego lekarstwa umieścić trupią czaszkę - mówił o. Kocańda. - Zmieńmy to myślenie, bo ono nie pochodzi od Pana Boga.

Sakramentem konających jest Wiatyk - Komunia św. przyjmowana przez umierającego, a nie namaszczenie chorych. - Chciałbym, byśmy odkryli całe bogactwo faktu, że Chrystus, w trosce o nasze zdrowie - fizyczne, psychiczne i duchowe, zostawił nam specjalny sakrament. Korzystajmy z niego - zachęcał o. Kocańda, dziękując wszystkim, którzy na co dzień troszczą się o chorych i prosząc o pełne miłości spojrzenie na cierpiących, także w perspektywie ewentualnego cierpienia, które może spotkać każdego z nas.

Ojciec Bogdan zachęcał wszystkich, którzy mają obok siebie chorych, by nie obawiali się namawiać ich do przyjęcia sakramentu namaszczenia chorych - do zgłaszania ich księżom odwiedzającym chorych w każdej parafii, najczęściej w pierwsze piątki i soboty miesiąca.

Na zakończenie spotkania wszyscy uczestnicy udzielili sobie nawzajem błogosławieństwa, modlili się o wylanie Ducha Świętego dla mieszkańców czterech stron świata i przyjęli namaszczenie rychwałdzkim olejkiem radości. Dla każdego schola z Milówki przygotowała "Słowo Boże na słodko" - cukierki owinięte fragmentem Pisma Świętego.

Ewangelizacja w Beskidach to zawsze spotkana starych i nowych przyjaciół.   Ewangelizacja w Beskidach to zawsze spotkana starych i nowych przyjaciół.
Urszula Rogólska /Foto Gość

Wśród kilkuset uczestników spotkania była silna ekipa z katowickiego os. Tysiąclecia, która od początku przyjeżdża na każde spotkanie Ewangelizacji w Beskidach. Monika Mendakiewicz, jej córka Ania, Iwona Metzger, Zosia Daszkiewicz i Asia Kubica za każdym razem przywożą ze sobą... maskotkę owieczki. Tym razem miały i jeżyka. - To nasi przyjaciele ze wspólnoty - Helenka i Andrzej, którzy nie mogli przyjechać dzisiaj, Obiecałyśmy im, że zabierzemy ze sobą tutaj ich i ich intencje. Te maskotki przypominają nam o nich - uśmiechają się katowiczanki. W swojej parafii prowadzą modlitwę uwielbienia podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. - Przyjeżdżamy tu, żeby nabrać duchowego wiatru w żagle - mówi Monika. - Najbardziej mocne dla nas było spotkanie na Błatniej, o małżeństwie. Tym bardziej, że byłyśmy z ekipą, dla której usłyszane słowa były w punkt. To, co jest dla nas tu bardzo istotne, to spojrzenie na sakramenty od strony, od której nigdy na nie nie patrzyłyśmy.

Anna Sobania ze Wspólnoty Trudnch Małżeństw "Sychar" przyjechała na Halę Lipowską z Toszka, za namową sycharowych przyjaciół, którzy na Ewangelizację w Beskidach przyjeżdżają co tydzień pokaźną grupą. - Siedziałabym smutno sama z pieskiem w domu, a tu wielka radość! Najważniejsze dla mnie jest spotkanie z żywym, prawdziwym Bogiem w otoczeniu pięknej przyrody, ludzi, którzy są blisko Pana Boga. Wiem, że to On mnie tu dziś zaprosił. Wraz z cukierkiem dostałam od Niego słowa Psalmu 23: "Pan jest Pasterzem moim, niczego mi nie braknie". Czegóż chcieć więcej? - mówi.

Beata Handzlik z bielskiej wspólnoty "Sycharu" dodaje: - Mocno trafiły do mnie słowa z kazania, że sakrament namaszczenia chorych pomaga osobom, które go przyjęły, dostąpić zbawienia. Bo to bezpośrednio dotyczy mojej mamy, która przyjęła go na OIOM-ie. Mam pokój w sercu.

Spotkanie na Hali Lipowskiej przygotowała kilkunastoosobowa schola z Milówki. - Ania, jedna z naszych koleżanek, była przed wakacjami na Mszy św. o uzdrowienie w Rychwaldzie, gdzie usłyszała, że są jeszcze "dwie góry do obstawienia". Pomyślała - czemu nie my? I jesteśmy! - mówią Agnieszka Harężlak, i Gosia Tyc-Tomiczek. - Jako wspólnota odczuwamy ogromną radość z tego spotkania. Śpiewaliśmy ku chwale Pana i było cudownie! Ktoś z nas wpadł na pomysł, by wydrukować teksty piosnek i rozdać je uczestnikom. To był strzał w dziesiątkę. Niemal wszyscy dołączali do nas, śpiewali z zaangażowaniem!

Przedostatnie spotkanie odbędzie 7. EwB odbędzie się w przyszłą sobotę, 17 sierpnia na Hali Boraczej, Jego tematem będzie sakrament kapłaństwa. W imieniu organizatorów - serdecznie zapraszamy każdego - indywidualnie, grupami, rodzinami, we wspólnotach - a szczególnie księży, którzy zechcą sprawować Mszę św. w samo południe, a przed nią spowiadać uczestników spotkania (co tydzień ustawiają się do obecnych księży długie kolejki!).