Żołnierz, poeta, męczennik

Edward Kabiesz

|

GN 32/2019

dodane 08.08.2019 00:00

John Bradburne, opiekun trędowatych, został z zimną krwią zamordowany 40 lat temu. Teraz rozpocznie się jego proces beatyfikacyjny.

Żołnierz, poeta, męczennik wikipedia

Po pozytywnej decyzji Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych droga do beatyfikacji Bradburne’a została otwarta. Proces człowieka, który w powszechnej opinii w Zimbabwe uchodzi za świętego, rozpocznie się w 40. rocznicę jego śmierci. Grób Bradburne’a na górze Chigona z widokiem na Mutemwa, osiedle, w którym spędził ostatnie lata swego życia, wieńczy krzyż postawiony tam przez człowieka wyleczonego ze ślepoty. Bradburne’owi przypisuje się zresztą wiele innych cudownych uzdrowień, a jego grób stał się miejscem pielgrzymek. Co roku w nabożeństwach odbywających się w Mutemwa, poświęconych jego pamięci, bierze udział ponad 20 tysięcy wiernych z Zimbabwe i Republiki Południowej Afryki.

Żołnierz i poeta

Jego życie to gotowy materiał na scenariusz filmu. Znajdziemy tu wszystko – przygodę, sensację, duchową przemianę i niezwykłą konsekwencję w poszukiwaniu sensu życia. John Bradburne urodził się w 1921 roku w Skirwith w Anglii, w szanowanej anglikańskiej rodzinie. Jego ojciec był proboszczem w tamtejszej parafii, dbał o wszechstronne wykształcenie swych dzieci. Z troski tej wzięło się zainteresowanie Johna i jego rodzeństwa sztuką, muzyką i literaturą. W 1939 roku John ukończył szkołę średnią i miał rozpocząć studia, jednak po wybuchu II wojny światowej wstąpił do armii. W 1940 roku został przydzielony do batalionu Ghurków w brytyjskiej armii Indii na Malajach. Po japońskiej inwazji i upadku Singapuru John i jego ludzie otrzymali rozkaz, by podejmowali próby przedostania się pojedynczo na nieokupowane terytorium.

John wraz z kolegą z oddziału przez miesiąc ukrywali się w dżungli. W końcu udało im się dostać na ostatni brytyjski niszczyciel, który opuszczał tamtejsze wody. Nie był to jednak koniec wojennych doświadczeń żołnierza. Został przydzielony do chinditów, czyli brytyjskich jednostek specjalnych operujących na dalekich tyłach sił japońskich na Półwyspie Indochińskim, dowodzonych przez ekscentrycznego gen. Orde’a Charlesa Wingate’a.

Bradburne zawsze był człowiekiem religijnym. Ojciec John Dove, który poznał go w 1942 roku, nie ma wątpliwości, że chociaż był niezwykle odważny, to nie zasmakował w żołnierskim rzemiośle. Cały czas szukał Boga, myśląc o życiu zakonnym, co ostatecznie w 1947 roku doprowadziło go do konwersji na katolicyzm.

Decyzja ta wyzwoliła w Johnie niesamowitą wprost twórczą wenę poetycką. Nie bez słuszności uważany jest dzisiaj za jednego z najbardziej płodnych angielskich poetów. Pisał wiersze na każdym skrawku papieru, który znajdował. Teksty te odnajdujemy w listach do matki i przyjaciół. Korespondencję często rozpoczynał prozą, która nagle przeradzała się w poezję. Poezja Bradburne’a pełna jest kalamburów i gier słownych, a głęboka duchowość miesza się z obserwacją codzienności.

Profesor David Crystal, pierwszy wydawca poezji Bradburne’a, zauważył, że jego wiersze dotykają właściwie jednego tylko tematu: prawdziwej natury Boga objawionego w Jezusie narodzonym z Maryi. Z tego tematu wywodzą się wszystkie pozostałe wątki, czyli boski plan historii ludzkiej, zbawienia, miłości i misji. Bradburne stara się zbliżyć do poznania Boga poprzez postać Maryi. Widzi siebie poprzez relację z Matką Chrystusa. To od niej pochodzą wszystkie jego poetyckie wizje i obrazy.

Męczennik

Bradburne wielokrotnie próbował zostać zakonnikiem. Najpierw w zakonie kartuzów, później trapistów w Jerozolimie, a następnie u benedyktynów w Anglii. Nigdzie jednak na zagrzał miejsca na długo. Powierzył swoje życie Bogu i w końcu rozpoczął życie „bożego wagabundy”. Przez jakiś czas był zakrystianem we Włoszech, dozorcą w domu kardynała, a nawet ulicznym śpiewakiem w Londynie. Ostatecznie wstąpił do III Zakonu św. Franciszka, wybierając życie na wzór Biedaczyny z Asyżu. Tu skrystalizowało się jego powołanie. 6 lat później w liście do swojego długoletniego przyjaciela o. Johna Dove’a, misjonarza w Zimbabwe (ówczesnej Rodezji), napisał, że chciałby znaleźć swoją „jaskinię”, w której mógłby zamieszkać i się modlić. Ojciec Dove zaprosił go do siebie, by John realizował swoje powołanie w charakterze świeckiego misjonarza. Afryka była ostatnim etapem jego duchowej i życiowej podróży. Tam wreszcie odnalazł swój dom. Został opiekunem kolonii trędowatych w Mutemwa.

W Rodezji trwała walka partyzanckiej Afrykańskiej Armii Narodowego Wyzwolenia przeciw rządom białej mniejszości. 2 września 1979 roku Bradburne’a porwali młodociani bojówkarze. Zawlekli porwanego do komendanta oddziału, który jednak kazał go zwolnić i odesłać do domu. Decyzja nie spodobała się partyzantom, którzy za wszelką cenę chcieli zabić białego.

W środę 5 września więzień wraz z dwoma pilnującymi go partyzantami wyruszył w stronę Mutemwa. W czasie drogi Bradburne dwukrotnie się zatrzymał, by się pomodlić. W pewnym momencie jeden z towarzyszących mu mężczyzn kazał Johnowi zejść nad płynący w pobliżu strumień. Bradburne ponownie odmówił modlitwę, a kiedy się podnosił, strażnik strzelił mu w plecy. Później w pobliżu ciała znaleziono 24 łuski z karabinka kałasznikowa. Ksiądz David Gibas, przyjaciel zabitego, odnalazł zwłoki i przewiózł je do pobliskiego miasta. Następnie wrócił do Mutemwa, gdzie w prowizorycznej kaplicy odprawił za niego Mszę św. W czasie pogrzebu, kiedy na trumnie zmarłego położono trzy lilie, uczestnicy stali się świadkami niezwykłego zjawiska. Z trumny zaczęły się sączyć kropelki krwi. Zauważyło to wiele osób, których relacje przekazał jezuita o. John Dove w książce „Boży włóczęga: Historia Johna Bradburne’a”. Ojciec Dove wskazuje, że od śmierci Bradburne’a zaszło wiele innych cudownych wydarzeń, które dowodzą jego świętości.

„Historia życia Johna dotknęła mojego serca i duszy i przybliżyła mnie do Boga. Objawił mi się Bóg pełen cudownych niespodzianek, lepszy niż moglibyśmy sobie wyobrazić. Niezwykły Bóg, którego nie można zamknąć w racjonalnych pojęciach ani w »zwykłym« życiu religijnym” – napisał po śmierci Bradburne’a Jean Vanier, założyciel wspólnot „L’Arche” i „Wiara i Światło”, który całe swoje życie poświęcił upośledzonym umysłowo.

Starania o kanonizację zabitego przez partyzantów opiekuna trędowatych rozpoczęły się wcześniej, ale dopiero ostatnio nabrały rozpędu. Z pewnością wpłynęła na to sytuacja polityczna w Zimbabwe po upadku reżimu prezydenta Mugabe. W czasie wojny domowej w latach 70. zeszłego stulecia był on liderem Afrykańskiej Armii Narodowego Wyzwolenia, w której jako żołnierz działał morderca Bradburne’a.•

Tagi: