Strefa (chrześcijańskiego) komfortu

Agata Puścikowska

|

Nowy Numer 28/2019

Każdy z nas w momencie chrztu otrzymuje zaproszenie do wychodzenia z siebie i wspinania się ku górze.

Strefa (chrześcijańskiego) komfortu

Przyznają Państwo, że zawrotną karierę robi ostatnio określenie „strefa komfortu” czy nawet – „wyjść ze strefy komfortu”. Każdy, kto żyw, chce z niej wychodzić. Nie bardzo czasem wiedząc, o co chodzi. Taka moda. Ale warto jej się przyjrzeć.

Bo tak to jest z modami: przychodzą, zawracają głowę i zwykle znikają. Więc pewnie i „wychodzenie ze strefy komfortu” gdzieś tam zniknie lub nie będzie aż tak intensywne. Przynajmniej w mediach. Ale gdyby tak się głębiej zastanowić, to „wychodzenie ze strefy komfortu” my, chrześcijanie, całkiem dobrze znamy. A przynajmniej – powinniśmy znać, a nawet stosować. Chociaż pod inną nazwą.

Pamiętają Państwo papieża Franciszka, który swego czasu zachęcił do złażenia z kanapy i działania? W zasadzie można te słowa interpretować następująco: siedzisz, człowieku, wygodnie na… poduszce. I nic nie robisz. To zleź z tej poduszki, wygodnego miejsca, i do boju! Rób, co możesz: dla siebie, dla innych, dla Pana Boga. Boisz się? Czujesz się z tą decyzją, by się ruszyć, niekomfortowo? To dobrze! Nie chodzi tutaj o twój komfort i stabilizację, lecz o zmianę. Zmianę, która warunkuje rozwój i prowadzi do dobrego.

Człowieczeństwo zakłada zmiany i ruch. Zakłada pracę dla innych, która wychodzi poza moją wygodę, czy raczej wygodnictwo. Jeśli przekraczam siebie, idę do przodu. W ostatecznym rachunku każdemu się to opłaca: i działającemu, i tym, którzy stają się beneficjentami takiego działania.

Prawda, że w chrześcijaństwie znamy to doskonale? I gdy popatrzymy na życiorysy wielu wielkich ludzi Kościoła, w tym świętych, znajdziemy historie o „wychodzeniu z komfortu” – mówiąc współczesnym językiem psychologów i coachów. Czy raczej możemy prześledzić fascynujące dojrzewanie w wierze i człowieczeństwie. Taki Albert Chmielowski – który stał się bratem ubogich i wykluczonych. Taka Faustyna, która mogła po prostu być „zdyscyplinowaną siostrą”, a przewróciła do góry nogami nie tylko własny zakon. Czy w końcu bł. Jerzy Popiełuszko. Mógł wyjechać. Walczył do końca i świadomie poniósł za to cenę najwyższą…

To oczywiście przykłady ekstremalne. Ale każdy z nas w momencie chrztu otrzymuje zaproszenie do wychodzenia z siebie. I wspinania się ku górze, wychodzenia ze strefy również chrześcijańskiego komfortu. Tak, to nigdy nie jest łatwe. Tak, naprawdę warto.•