Timmermans. Jednak nie

Bartosz Bartczak

Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak historyczny mógł być wtorkowy szczyt w Brukseli.

Timmermans. Jednak nie

Dlaczego kandydatem na szefa Komisji Europejskiej miał być Frans Timmermans? To pytanie od paru dni zadawali sobie europejscy publicyści. Holendra wystawili przecież socjaliści, którzy przegrali wybory. Timmermans popadł w konflikt z kilkoma rządami w Unii. Był więc on kandydatem co najmniej kontrowersyjnym.

Kandydatura Timmermansa upadła. Zdecydował o tym w dużym stopniu sprzeciw krajów Europy Wschodniej. I to jest zdarzenie wręcz historyczne. Kto jeszcze kilka lat temu mógł przewidywać, że podpadnięcie Polsce, Czechom lub Węgrom może zdecydować o braku awansu dla europejskiego polityka?

O „sukcesie” Europy Wschodniej zadecydowało kilka czynników. Po pierwsze, jedność, zwłaszcza serca tego regionu, czyli Grupy Wyszehradzkiej. Po drugie, wschodnioeuropejscy politycy dobrze wykorzystali wątpliwości wobec kandydatury Timmermansa. Jego kandydatura była mało demokratyczna. Sprzeciwiali się Holendrowi zwycięzcy wyborów do Parlamentu Europejskiego, czyli chadecy. Również Włosi nie chcieli Timmermansa na najważniejszym stanowisku w Europie.

Wtorkowy szczyt ma kilka wymiarów. Jego wynik jest korzystny dla Europy Wschodniej. Nasz region pokazał jedność, której nie udało się złamać. Co więcej, pokazaliśmy, że zjednoczeni możemy więcej. Po porażce Timmermansa każdy europejski polityk z ambicjami dwa razy się zastanowi, zanim wejdzie w ideologiczne spory ze wschodnioeuropejskimi państwami.

Nie mniej ważny jest wymiar ogólnoeuropejski. Bardzo mocno osłabł system podejmowania decyzji w Europie przez wielkich graczy. Timmermans był kandydatem ustalonym przez Francję, Niemcy, Holandię i Hiszpanię. Kraje te nie były jednak w stanie narzucić swojej decyzji całej Unii. Może więc mamy do czynienia ze słabnięciem europejskiego centrum przy jednoczesnym wzroście jedności i znaczenia Europy Wschodniej. Przyszłość zapowiada się ciekawie.

 

Tagi: