Ciemna strona internetu

Tomasz Rożek

|

GN 24/2019

publikacja 13.06.2019 00:00

Buszowanie w internecie może być pouczające. Ale można w tej wędrówce dojść do samego dna. Na samym dnie internetu bywają także nasze dzieci.

Ciemna strona internetu krzysztof błażyca /foto gość

W pewnej wiejskiej szkole grupa dzieciaków uwzięła się na jedną uczennicę. Zwymyślały ją w internecie, czerpiąc z tego radość. Prowodyrów było dwoje. Dziewczyna (znana z tego, że pomaga siostrze zakonnej w opanowaniu dzieci w czasie Mszy dla najmłodszych) i chłopak (wzorowy uczeń i sportowiec). W czasie rozmowy z wychowawcą rodzice prowodyrów zareagowali… w sumie dość przewidywalnie. Było im przykro, przepraszali, ale… Mama chłopaka twierdziła, że w zasadzie nie ma świętych, więc o co chodzi? Mama dziewczyny z rozbrajającą szczerością przyznała, że nie ma pojęcia, co jej dziecko robi w internecie, bo komputer to coś, czego nie opanowała.

Prawdziwe życie?

37 proc. nastolatków w wieku 13–15 lat przyznaje, że regularnie ogląda patotreści w internecie. Prawie połowa dzieci w tym wieku ma z nimi kontakt co najmniej raz w tygodniu. Ponad 30 proc. badanych twierdzi, że tak właśnie wygląda prawdziwe życie. Tak – czyli jak? Prawdziwe życie – zdaniem tych dzieci – wypełnione jest przemocą, alkoholem i narkotykami. Prawdziwe życie to rozwiązywanie konfliktów siłą, szydzenie, molestowanie, poniżanie i nawoływanie do linczu na inaczej myślących i słabszych. Prawdziwe życie to czerpanie przyjemności z zadawania bólu ludziom i zwierzętom. Prawdziwe życie to bujne i nieznające żadnych ograniczeń życie seksualne. To także totalny brak szacunku dla starszych, ignorowanie szkoły i rodziców. Prawdziwe życie to żerowanie na innych i kompletny brak odpowiedzialności za swoje czyny i słowa. Tak właśnie przedstawiają świat liczni bohaterowie wielu polskich dzieci. To tzw. patostreamerzy, ludzie, którzy prowadzą w internecie transmisje, w czasie których przedstawiają zachowania będące jawnie sprzeczne z prawem i obyczajami, uznawane za dewiacyjne i niebezpieczne dla innych. Istne seanse brutalności, nienawiści i wulgarności. Główni aktorzy tych przedstawień to ludzie, którzy na takich treściach zarabiają ogromne pieniądze. Skąd? Z państwa – drodzy rodzice – kieszeni. Wielokrotnie za oglądanie takich treści dzieci płacą, licząc na to, że ich „bohater” w czasie internetowej transmisji ich pozdrowi albo zrobi coś, co przekroczy kolejne granice smaku, przyzwoitości czy prawa.

Zjawisko w polskim internecie przybrało skalę plagi. Walka z nią jest bardzo trudna. Niektórzy patostreamerzy nie pokazują twa

rzy, inni prowadzą tylko transmisje na żywo, a po ich zakończeniu materiał znika. Bez specjalistycznego oprogramowania nie można go odtworzyć (np. w celach procesowych). Każdej minuty tylko na platformę YouTube wgrywanych jest 400 godzin materiałów wideo. Nie ma najmniejszej szansy, by ktokolwiek zdołał to przejrzeć. Materiały streamingowe, czyli emitowane na żywo, są jeszcze trudniejsze do kontrolowania. W dodatku YouTube, choć największy, jest tylko jedną z wielu platform wideo. Gdy zaczął wprowadzać pierwsze mechanizmy automatycznej kontroli treści (choć niezwykle liberalne, żeby nie stracić ruchu), patostreamy przeniosły się na inne platformy. Tylko czasami, gdy zachowanie któregoś patostreamera jest szczególnie odrażające albo choć część jego transmisji zostanie zarejestrowana, sprawą zajmuje się policja czy prokuratura.

Przemoc na żywo

Kilka tygodni temu jeden z patostreamerów, podburzany przez nieletnich widzów, pobił swoją babcię. Staruszka najpierw zasłaniała się rękami, potem udało jej się uciec. Agresor jest dorosłym mężczyzną. Pokazał twarz, część transmisji została zapamiętana i udostępniona w internecie. Dlatego udało się zidentyfikować sprawcę. Inny patostreamer podpalił na koledze ubranie, jeszcze inny za wpływające na jego konto pieniądze pił. Zapowiedział, że im więcej dostanie, tym więcej wypije. Dzieciaki płaciły, a on pił, aż stracił przytomność. Na wizji, na żywo… Prokuratura zajęła się sprawą patostreamera, który namawiał dzieci do obnażania się. Złapano jednego, inni działają. Dzieci takie treści nie szokują. One doskonale wiedzą, gdzie je znaleźć i jak wpłacać pieniądze na konta patostreamerów.

Patostreamerzy mają zasięgi, o jakich inni internetowi twórcy mogą tylko pomarzyć. Ta popularność to bardzo duże pieniądze. One wynikają z tego, że patostreamerzy i osoby, które tworzą patologiczne treści, to dla ogromnej liczby dzieci i młodych ludzi bohaterowie. Popularność z kolei przekłada się na kontrakty. Ludzie, którzy serwują patotreści (patoinfluencerzy) zapraszani są jako goście na imprezy, często reklamują też produkty, które mają trafić w gust ich młodocianych widzów. Rodzicom, nawet tym swobodnie surfującym w sieci, pseudonimy tych osób niewiele mówią, ale na ich dźwięk na twarzach wielu dzieci pojawiają się uśmiechy. Gdy dorosły zaczyna drążyć temat, dzieci zwykle kręcą.

Patostreamer, czyli kto?

Ta sfera życia naszych dzieci jest już tak ogromna, że wychodzi poza internet. Jedną z inicjatyw, których sukces oparty jest na popularności influencerów, są zawody Fame MMA (czyli mieszanych sztuk walki). W klatce zamykane są dwie osoby, a ich zadaniem jest bicie się. Gdy kilka tygodni temu w klatce naprzeciwko siebie stanęły Marta Linkiewicz i Esmeralda Godlewska, ich walka była głównym tematem rozmów między dziećmi w szkołach podstawowych. Marta Linkiewicz jest patoinfluencerką, żyje z mówienia i robienia rzeczy, które mogą zszokować nawet bardzo liberalnych rodziców. W mediach społecznościowych obserwują ją miliony dzieciaków, którym sprzedaje styl życia nie do pogodzenia z jakimkolwiek kodeksem wartości.

W drugiej połowie czerwca kolejna walka. Tym razem Linkiewicz zmierzy się z SexMasterką. To dziewczyna, która uświadamia państwa dzieci w sprawach seksu. Obydwie panie obrzucają się w internecie określeniami, których wstydziłby się nawet żul spod budki z piwem. Dzieciaki kibicują, kasa będzie lała się szerokim strumieniem. Gala jest biletowana, za transmisję internetową też trzeba zapłacić. Za pojedynczy wpis lokujący na samym tylko Instagramie osoby z takimi zasięgami jak te, które opisuję, inkasują nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Co reklamują? Wszystko. Samochody, wódkę, ubrania, hotele, a nawet szkła kontaktowe.

Kim są patostreamerzy? To bardzo sprytni przedsiębiorcy. Osoby które na skandalu, okrucieństwie i przekraczaniu granic zbijają majątek.

Dlaczego oglądają?

Większość (79 proc.) tych, którzy oglądają takie obrazy, twierdzi, że robi to z ciekawości. Spora część dodaje, że powodem jest nuda, a dla niektórych to dobra rozrywka. Ale oglądanie tak brutalnych treści, przyswajanie ich, osłabianie hamulców przed różnego rodzaju zachowaniami, a nawet przejmowanie motywacji i stylu życia mogą być dla dziecka ogromnym obciążeniem w dorosłym życiu.

Jak dzieci trafiają na takie pełne przemocy, brutalne treści? 53 proc. badanych młodych ludzi twierdzi, że dowiedziało się o nich od rówieśników, 30 proc. trafiło na nie przypadkiem. Choć dzieci starsze częściej są skłonne twierdzić, że treści, które oglądają, są „niepokojące”, nie jest to dla nich argument, by ich unikać. Dzieci młodsze (10–12 lat) są bardziej bezkrytyczne i bardziej skłonne do ich oglądania. Co może niepokoić jeszcze bardziej, 18 proc. oglądających patotreści ich twórcy imponują, a prawie 40 proc. dzieci i młodzieży uważa, że tworzenie takich transmisji to bardzo dobry sposób na zarabianie i dobry sposób na życie.

Rodzice, czy wiecie, że możecie to powstrzymać? •