Jaka szkoła?

ks. Dariusz Kowalczyk SJ

|

GN 19/2019

Wszechwładne państwo, nawet jeśli trzyma poziom, w dłuższej perspektywie tworzy system totalitarny, oparty na równym urabianiu mózgów.

Jaka szkoła?

OZNP, z panem Broniarzem na czele, wiele już napisano. Cóż powiedzieć? Skompromitowali się akcją strajkową, która przewidywała niesklasyfikowanie uczniów, w tym maturzystów. Szokiem był dla mnie nauczyciel, który w telewizji z maskowaną Schadenfreude opowiadał, że wszyscy będą musieli powtarzać rok i że będzie kompletny paraliż szkolnictwa. Strajk jednak pokazał, że istnieje potrzeba radykalnej reformy szkolnictwa, w tym doboru kadr nauczycielskich. Z medialnych dyskusji, którym się przysłuchiwałem, wynikałoby, że są dwa, całkowicie różne, ale mające swoje mocne strony, systemy szkolne. Pierwszy zakłada, że szkolnictwo prawie w całości kontrolowane jest przez państwo, które dba o to, aby zawód nauczyciela był elitarny i dobrze opłacany. Tak jest w Finlandii, gdzie ponadto nie ma ważniejszych i mniej ważnych przedmiotów, nie ma klasyfikacji uczniów ze względu na uzdolnienia i wyniki, dzieci są od początku pouczane o swoich prawach, w tym możliwości złożenia skargi na rodziców do pracownika socjalnego, nie ma teoretycznego przeładowania, gdyż kładzie się nacisk na umiejętności praktyczne (np. spisanie kontraktu, używanie karty kredytowej itp.), podejście do ucznia jest indywidualne. Hm… Może i szkoła fińska ma swoje mocne strony, ale z tym indywidualnym rozwojem to raczej bajki. W Skandynawii państwo bardzo ściśle określa, jak wychowywać dzieci. A jeśli jacyś rodzice się burzą, to im dzieci zabiorą. Wszystko podporządkowane jest jednej ideologii, politycznej poprawności, liberalno-lewicowej wizji świata. Taki miękki totalitaryzm strojący się w piórka pluralizmu.

A co w takim razie z drugim modelem? Przewiduje on daleko idącą prywatyzację opartą na bonach edukacyjnych. Wielość szkół, światopoglądów, systemów i programów. Panami byliby rodzice, którzy decydowaliby, do jakiej szkoły posłać dzieci. W ten sposób na zasadzie naturalnej selekcji zostawałyby najlepsze placówki. Brzmi nieźle, ale przecież rodzice są różni, również tacy, którzy uważają, że spłodzili geniuszy, a zatem jeśli dziecko nie ma najlepszych ocen, to znaczy, że nauczyciele są niekompetentni. Czy w tej sytuacji rzeczywiście mielibyśmy wyłanianie najlepszych, czy też może raczej równanie w dół pt. klient nasz pan? W każdym razie skłaniałbym się do pluralizmu w szkolnictwie. Wszechwładne państwo, nawet jeśli trzyma poziom, w dłuższej perspektywie tworzy system totalitarny, oparty na równym urabianiu mózgów.•

Dostępna jest część treści. Chcesz więcej? Zaloguj się i rozpocznij subskrypcję.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.