Walka z nienawiścią

Jakub Jałowiczor

Do więzienia nie idzie się za chciwość, tylko za kradzież; nie za pożądliwość, tylko za molestowanie; nie za nienawiść, tylko za atak.

Jakub Jałowiczor Jakub Jałowiczor

„Donoszę, że ochotniczo my ukończyli akcję tępienia analfabetyzmu w powiecie. Ostatni analfabeta ukrywał się w krzakach na Górce Piastowskiej, ale my go znaleźli. Trochę się bronił, ale mu szwagier przyłożył kłonicą, a ja mu poprawiłem. Tak, że nie ma już analfabety”.

To opowiadanie Sławomira Mrożka (jeden z „Donosów” pisanych w latach 80.) przypomina mi się, kiedy oglądam toczącą się w Polsce walkę z nienawiścią. Polega ona na hejtowaniu nienawistnych świń z drugiej strony barykady. Od czasu do czasu można też przejść od słów do czynów, jak w przypadku demonstrantów, którzy przed siedzibą TVP Info zaatakowali Magdalenę Ogórek. Nie zaszkodzi też publiczny rachunek sumienia cudzego (czy to bydlę nie sieje nienawiści?) i własnego (czy aby nie za bardzo pobłażam nienawistnikom?). Finałem ma być stworzenie przepisów, które wyeliminują nienawiść z życia publicznego.

Gdybyśmy potraktowali serio hasło państwowej walki z nienawiścią, należałoby je uznać za utopię. Zgodnie z europejską tradycją człowieka nie karze się za myśli i emocje, tylko – jeśli na to zasługują – za czyny. Do więzienia nie idzie się za chciwość, tylko za kradzież; nie za pożądliwość, tylko za molestowanie; nie za nienawiść, tylko za atak – przynajmniej werbalny. Potępienie nienawiści, a raczej nauka tego, jak żyć miłością, to zadanie Kościoła i innych wspólnot wyznaniowych, wychowawców czy rodziców. Państwo i jego prawo mają pewną rolę wychowawczą, ale dość ograniczoną. Trudno byłoby karać, albo nagradzać człowieka za to, co dzieje się w jego głowie. Istnieją systemy polityczne, w których władza próbuje to robić, ale nie uchodzą one za wzór do naśladowania.   

To jednak rozważania z dziedziny filozofii polityki. Praktyka jest taka, że hasło „mowa nienawiści” to sposób na uciszenie przeciwników. Działający zresztą w jedną stronę – nie przypominam sobie w każdym razie sprawy o nazwanie kogoś „dzieciorobem”, albo „klechą”. I jeśli polskie władze naprawdę uchwalą przepisy o walce z nienawiścią, Mrożka będzie można uznać za kolejnego narodowego wieszcza.