Wilki zmieniał w owce, miał dar bilokacji i prorocze sny, a pies znikąd ratował mu życie

Małgorzata Gajos

dodane 31.01.2019 05:45

Po Bogu najbardziej kochał młodzież. Jest jednym z najciekawszych świętych.

Wilki zmieniał w owce, miał dar bilokacji i prorocze sny, a pies znikąd ratował mu życie św. Jan Bosko MG/Foto Gość

Jan Bosko to jeden z najbardziej barwnych świętych, jakich znam. W dniu jego kanonizacji w Wielkanoc 1934 r., „papież Pius XI był wyraźnie rozbawiony tym, że poirytowany kapelmistrz orkiestry watykańskiej na Dziedzińcu św. Damazego nie mógł dać znaku do rozpoczęcia gry, ponieważ rozentuzjazmowana młodzież salezjańska nie ustawała w śpiewach i wznoszeniu okrzyków. <<Cierpliwości, maestro - uspokajał go papież - przecież jesteśmy w oratorium niedzielnym!>>” (Spotkać księdza Bosko, Giuseppe Ghiberti). Już samo to mówi wiele o tym świętym wychowawcy młodzieży.

Jan Bosko urodził się 16 sierpnia 1815 roku w Becchi, zmarł 31 stycznia 1888 roku. Jego rodzice byli wieśniakami. Jego tata Franciszek zmarł, gdy chłopiec miał dwa lata. Janek bardzo to przeżył, we Wspomnieniach pisze, że nie chciał opuścić pokoju. Jego mama Małgorzata musiała w tym momencie zająć się nie tylko Jankiem, ale jeszcze dwójką pozostałych synów i chorą teściową. Jednak nigdy nie traciła wiary w Opatrzność Bożą. To od niej przyszły święty uczył się zaufania do Boga. Małgorzata często powtarzała chłopcom, że „Bóg ich widzi, ale także widzi ich czyny”. Zwracała też uwagę na dzieło Stwórcy. „Kiedy podczas pięknych nocy wszyscy wychodzili na dwór, aby zaczerpnąć trochę świeżego powietrza pod pokrytym gwiazdami, otwartym niebem, mówiła do nich:<<To Bóg stworzył świat i umieścił wszystkie te gwiazdy tam, na niebie>>” (Rozmowy o księdzu Bosko, Teresio Bosco).

Bosko przesiąknięty był też kultem maryjnym. Trzy razy w ciągu dnia odmawiał Anioł Pański. W wieku 9 lat miał sen, który zdecydował o jego przyszłości. Opisuje go szczegółowo w swoich Wspomnieniach oratorium. Śniło mu się, że był na łące koło domu. Widział bawiących się chłopców, ale część z nich przeklinała. Chciał ich uciszyć. Wtedy zjawił się przed nim mężczyzna w białym płaszczu. „Będziesz musiał pozyskać ich przyjaźń dobrocią i miłością, a nie pięściami. No, porozmawiaj z nimi, że grzech to brzydka rzecz, i że przyjaźń z Panem jest cennym dobrem”. Janek stwierdził, że jest niewykształcony. Mężczyzna powiedział, że da mu Mistrzynię za przewodniczkę. Po chwili chłopiec ujrzał piękną Panią. Gdy ponownie spojrzał na chłopców zobaczył tam dzikie zwierzęta. Wtedy Maryja zwróciła mu uwagę, że to będzie jego pole, na którym będzie pracować. Spojrzał jeszcze raz i zamiast dzikich zwierząt ujrzał łagodne jagniątka. Po latach zrozumiał znaczenie tego snu. Od tej pory Maryja wkroczyła w jego życie jeszcze bardziej i już w nim pozostała. Wszystkie swoje późniejsze decyzje zaczynał od modlitwy „Zdrowaś Mario”.

Pragnienie zostania księdzem zaczęło kiełkować w Janku wcześnie. Chciał być księdzem, który będzie dla dzieci, młodzieży. Zastanawiał się przez chwilę czy nie iść do zakonu, ale sen, w którym usłyszał „- Szukasz pokoju, ale tu go nie znajdziesz. Nie widzisz, jak postępują twoi bracia? Bóg przygotowuje dla ciebie inne miejsce, inne pole do pracy” i list znajomego księdza przekonały go, by iść do seminarium. Przed odjazdem mama Małgorzata przypomniała mu, że od początku poświęciła go Matce Bożej, zaleciła mu, by teraz oddał się jej całkowicie.

W seminarium Janek zaprzyjaźnił się z Alojzym Comollo. Chłopcy obiecali sobie, że kto pierwszy umrze poinformuje drugiego, czy został zbawiony. Comollo zmarł pierwszy. I trzeba przyznać, że wystraszył swoich seminaryjnych kolegów, gdy nagle w nocy rozległy się hałasy i dał się słyszeć głos „Bosko, jestem zbawiony”. Przyszły święty już więcej z nikim innym nie zawierał takich umów.

5 czerwca 1841 został wyświęcony na księdza przez arcybiskupa Turynu. Kontynuował studia teologiczne, a także zapoznawał się z sytuacją Turynu. Odkrył problem opuszczonych, biednych chłopców. W grudniu 1841 roku spotkał w zakrystii młodego Bartłomieja Garelli. Zaprosił także jego kolegów na spotkania. Tak narodziło się oratorium. I choć ostatecznego miejsca musiał trochę szukać, to udało się. Z szopy Franciszka Pinardiego powstało nie tylko oratorium, ale i kościół i olbrzymi ośrodek.

Z ciekawostek warto wspomnieć, że święty miał dar bilokacji, o którym nie wszyscy wiedzą. 14 października 1878 roku ksiądz Bosko był w Turynie. Za to we Francji Adele Clement była zrozpaczona, bo jej dziecko zachorowało. Jej mąż wracając do domu zaprosił na wóz napotkanego i zmęczonego księdza. Zabrał go ze sobą. Adele opowiedziała mu o swoim synku, który był głuchy, niewidomy i niemy. Ksiądz poradził, by się modlić. Nie zdradził im jednak swojego nazwiska. Powiedział tylko, że za kilka lat jego nazwisko będzie w książkach. Następnie stwierdził, że czas na niego. Rodzice chcieli pójść za nim, ale znikł. Pielęgniarka z pokoju obok natomiast poinformowała ich, że jakiś kapłan podszedł do dziecka, dotknął go i chłopczyk wyzdrowiał. Po siedmiu latach w ręce kupca i jego żona wpadła książka z portretem ks. Bosko. - To kapłan, który uzdrowił naszego syna! - zawołali.( Un prete straordinario, Don Giuseppe Tomaselli)

Warto też sobie uświadomić dorobek pisarski tego świętego. Dokonany przedruk wydań oryginalnych, liczący już 37 tomów, pod tytułem Opere edite (Dzieła zebrane) nie jest jeszcze kompletny! W czterech tomach wydano listy, ale objęły one tylko lata 1835-1875. Pietro Stella przygotował katalog pism wydanych drukiem, wykazał (uwaga!)  1774 tytuły. Bosko jest autorem nie tylko biografii (w tym także przyszłych świętych), ale też podręczników np. dotyczących historii Włoch. Z niektórych korzystano w szkołach przez długie lata. Wśród pism znajdziemy również o charakterze apologetycznym. Ważne są także pisma autobiograficzne jak Wspomnienia oratorium. Patrząc na ilość publikowanych dzieł, nie dziwi fakt, że jest on patronem także redaktorów. 

Księdzu Bosko nieraz zdarzały się niebezpieczne sytuacje, kilkakrotnie próbowano go zabić, a nawet zamknąć w zakładzie dla obłąkanych. Gdy groziło mu niebezpieczeństwo zawsze pojawiał się pies, którego nazwał Grigio (Szarik - ze względu na kolor sierści). Chłopcy z oratorium również go widzieli, a nawet mieli możliwość pogłaskania go. Nikt jednak nie wiedział skąd pies przybywa ani dokąd się udaje. Janka traktował jak swojego pana. Choć ks. Bosko próbował się o nim czegoś dowiedzieć, nigdy mu się to nie udało. Ostatni raz widział go w 1866 roku, kiedy szedł odwiedzić przyjaciela. Niestety noc zastała go dość szybko. Pomyślał wtedy, że raźniej by mu było z Szarikiem. Pies zjawił się prawie natychmiast i odprowadził go do domu przyjaciela, a potem zniknął. „Wiem tylko, że to zwierzę było dla mnie w najwyższym stopniu opatrznościowe w wielu niebezpieczeństwach, jakie mi groziły” - pisał. W 1872 roku baronowa Azelia Fassati zapytała ks. Bosko, co myśli o tym psie. Święty odpowiedział z uśmiechem: „Gdybym powiedział, że to anioł, wzbudziłoby to śmiech. Ale nie mogę też powiedzieć, by był to zwykły pies”. (Wspomnienia oratorium, Jan Bosko)

Życiorys świętego jest tak barwny, że trudno go streścić. Był człowiekiem niezwykłym. Gigant pracy i ducha. Swoimi niezliczonymi talentami dzielił się ze swoimi chłopcami. Uczył się, rozwijał, działał. Ufał Bogu i Maryi, a swoim chłopcom z oratorium wskazywał drogę do Nieba i świętości. Przypominał im "by nogami chodzili po ziemi, ale sercem mieszkali w Niebie". 

Św. Janie Bosko, módl się za nami!