Nasze babcie, nasi dziadkowie

Franciszek Kucharczak

dodane 17.01.2019 00:00

Dziadkowie zazwyczaj wiele wnoszą w życie wnuków i całych rodzin. Ale nawet gdy nic już wnieść nie potrafią, są bezcenni.

Nasze babcie, nasi dziadkowie CANSTOCKPHOTO

To było dekadę temu. Trzyletniego wtedy syna rozbolał ząb. W „najwłaściwszym” momencie, czyli w sobotę wieczór. Zapakowaliśmy go do samochodu i zawieźliśmy do dentystki znanej z umiejętnego podejścia do dzieci. Ale nic z tego: ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Więc spróbowaliśmy u innego dentysty – z podobnym skutkiem. Jacek popiskuje, a my wozimy go od gabinetu do gabinetu, wszędzie całując klamkę. Gdy nie mieliśmy już pomysłu, co dalej, odezwał się synek, że chce do Tesco. Bo akurat przejeżdżaliśmy koło tego supermarketu. Uparł się i nie było sposobu, by mu to wyperswadować. Chciał tam pojeździć na jakimś autku. – Dobra, może zapomni o bólu – powiedziałem. Po wejściu wsadziłem go do samochodziku, wrzuciłem monetę i chłopak „pojechał”. Żona zrobiła małe zakupy. Przy kasie spotkała… tę dentystkę „od dzieci”. Po godzinie problem był rozwiązany. W domu okazało się, że w chwili gdy mały zapałał pragnieniem pójścia do Tesco, babcia ze starszym synem zaczęła się modlić o znalezienie odpowiedniego dentysty.

Babcia… Kiedy dwa lata temu zmarła, starszy syn zawiązał na gryfie swojej gitary chusteczkę, której używała, a instrument nazwał jej imieniem. Chusteczka jest tam do dziś. Którejś nocy babcia przyśniła się młodszemu synowi. Pogodna, odmłodzona. – Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się – powiedział rano. To były jego urodziny.

Zrozumiała mnie

Dziadkowie – ciekawa instytucja. Zazwyczaj pomocni w potrzebie, często zakochani w swoich wnukach bez pamięci, a przez to czasem je rozpieszczający. – Dziadkowie mają wobec swoich wnuków więcej wyrozumiałości niż wobec własnych dzieci – mówi Izabela, babcia dziewięciorga wnucząt. – Z reguły mają mniejszą odpowiedzialność niż rodzice – za los dziecka, za jego wychowanie, więc mogą się nim cieszyć, łagodzić problemy, tłumaczyć. Są oparciem dla wnuków – uważa.

Dziadkowie to w pewnych wypadkach jakby rezerwowi rodzice albo centrum pomocy kryzysowej. A często też powiernicy i przyjaciele. Początkowo wnuki nie zawsze to doceniają, ale nieraz po czasie odkrywają w dziadkach najbliższych sobie ludzi. – Gdy miałam 20 lat, moja babcia wiedziała absolutnie o wszystkim. Wiedziała, co robię, gdzie wychodzę, jaki chłopak mi się podoba. Wiedziała zdecydowanie więcej od moich rodziców – opowiada Agnieszka z Rybnika. – Gdy wracałam późno, babcia wstawała, zapalała światło i nieraz do północy rozmawiałyśmy. To, że poszłam później w głębszą formację chrześcijańską, to jest jej zasługa – wspomina.

Bywa, że babcie czy dziadkowie, mimo różnic pokoleniowych, rozumieją swoje wnuki lepiej niż rodzice. – Krótko przed śmiercią babcia zapytała mnie, czy mam jakiegoś miłego chłopca. Odpowiedziałam, że mam inne powołanie – opowiada Ania, psycholog z Katowic. „Och, to pięknie. Wspaniale mieć cel w życiu” – odpowiedziała. – Cóż, nieczęsto się zdarza, że bliscy rozumieją takie wybory. Moja babcia zrozumiała – uśmiecha się Ania.

Ludzie od polisy

Pomoc dziadków, zwłaszcza w obecnych warunkach, gdy zazwyczaj oboje rodzice pracują, nieraz ratuje organizację życia rodzinnego. Ale istotne jest nie tylko to, co dziadkowie dają i w czym pomagają. Cenny jest nie tylko czas, który poświęcają, ale i ten, który trzeba poświęcić im. To kształtuje osobowość wnuków, uświadamia im, że żyją nie tylko dla siebie. Może się okazać, że ta nauka jest ważniejsza od wszelkich życiowych udogodnień, jakie może wnosić bliskość dziadków.

– Babcia jest dla mnie gwarantem, że po śmierci jest życie – mówi Joanna z Katowic. Nawiązuje do doświadczeń religijnych babci, związanych z duszami czyśćcowymi, które czasem proszą ją o modlitwę. – Bóg się nią bardzo mocno posługuje – jest przekonana jej wnuczka, zastrzegając, że babcia, bardzo oczytana, nie pasuje do stereotypu starszej pani pochylonej nad robótkami i realizującej linię pobożności ludowej. – Ona na przykład teraz dopiero odkrywa Różaniec – zauważa.

Wiele wskazuje na to, że babcie i dziadkowie modlący się za swoich wnuków organizują im polisę o wartości nie do oszacowania. Ona może zdecydować o kształcie tego, co nastanie, gdy już wszystko minie. „Z tamtej strony” dowiemy się, nieraz pewnie z zaskoczeniem, jak wiele w tej kwestii zawdzięczamy babciom i dziadkom. A czasem dowiadujemy się tego już na ziemi. Wśród ludzi, którzy wbrew oczekiwaniom zwrócili się do Boga i czasem spektakularnie wybrnęli z fatalnych życiowych tarapatów, jest wielu takich, którzy swoje nawrócenie kojarzą z babciami. Tak było w przypadku publicysty Roberta Tekielego. – Nie narzucała się nigdy z modlitwą – opowiadał kiedyś o swojej babci „Gościowi”. – A modliła się cały czas… Już następnego dnia po tym, gdy poszła do nieba (wierzę, że trafiła tam od razu: ostatni miesiąc jej życia był ciężką chorobą jelit, przyjęła to cierpienie, ten swój prywatny czyściec), już następnego dnia po jej śmierci zacząłem się nawracać… – zauważył. Jest przekonany, że to za wstawiennictwem babci wyrwał się z dramatycznego zniewolenia duchowego. – Babcia szarpała widocznie sukienkę Matki Boskiej – powiedział.

Ola! Ola!

Agnieszka z Rybnika jest psychologiem dziecięcym. – Dzieci z rodzin, w których są dziadkowie, z reguły lepiej się wychowują – zauważa na podstawie swoich zawodowych doświadczeń. – Wokół tych dzieci jest więcej bliskich dorosłych osób, a wzorce mają nie tylko od rodziców, ale też od dziadków. Mają większe poczucie bezpieczeństwa – dodaje.

Druga babcia Agnieszki przez kilka swoich ostatnich lat żyła w głębokiej demencji i nikogo nie poznawała – z wyjątkiem Oli, swojej małej prawnuczki. O nią każdego dnia się dopytywała. Gdy Ola miała sześć lat, babcia umierała. Przez miesiąc leżała bez kontaktu ze światem i jeśli z jej ust wydobywały się jakiekolwiek zrozumiałe słowa, to tylko te: „Ola, Ola”. A mała wtedy przychodziła ze swoimi zabawkami, siadała w fotelu przy babci, oglądała książeczki, czytała, brała babcię za rękę, przytulała. – To było niesamowite – patrzeć, jak to dziecko jest przy odchodzącej osobie – wspomina Agnieszka. Dziewczynka była przy babci aż do śmierci. Była przygotowana do jej odejścia, przyjęła to naturalnie. – Dzieci w rodzinach wielopokoleniowych obserwują naturalny rytm życia – zauważa. – Są ludzie młodzi, są starsi, niektórymi z nich trzeba się zaopiekować. To jest bardzo istotne, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy ludzi trzeba nieraz uczyć podstawowych rzeczy – przekonuje.

Wydaje się, że te podstawowe rzeczy zacierają się w świadomości społeczeństw przyzwyczajonych do myślenia „a co ja z tego mam”. W tej mentalności starość, która utrudnia lub uniemożliwia bycie samodzielnym, staje się już tylko obciążeniem. W niektórych krajach lęk przed starzeniem się przybiera formę – dosłownie – śmiertelnie groźną. Eutanazja to dramatyczny dowód niedoceniania końcowego etapu ludzkiego życia. To znak, że akceptująca takie rzeczy cywilizacja nie dostrzega w ludziach będących na tym etapie żadnej wartości. Stąd rozpaczliwa pogoń za metodami opóźnienia skutków przemijania, liftingi, botoksy, operacje plastyczne, ukrywanie metryki i inne próby udawania młodzieniaszków. To nie sprzyja docenianiu instytucji babci i dziadka. Instytucji, która jeśli funkcjonuje naturalnie i prawidłowo, przynosi ludzkości pożytek doczesny i wieczny. Ten pierwszy jest cenny, drugi – bezcenny.

Dziadek też

W opowiadaniach o „dziadkach” dominują – co widać także powyżej – babcie. To one są blisko, jak matki. Nie znaczy to, że dziadkowie tego nie robią albo że zaniedbują swoją rolę. „Dziadka trzeba słuchać. Każdego, zwłaszcza mojego” – napisała Tola w liście do „Małego Gościa”. „Mój dziadek” jest najlepszy. Od tego, jaki jest, często zależy to, jaka jest babcia. To jest trochę tak jak ze świętymi Joachimem i Anną, rodzicami Maryi, a zatem dziadkami Pana Jezusa. Święta Anna jest dużo bardziej popularna niż jej święty mąż. Ale oboje są tak samo ważni.•

Tagi: