Serce doktora Moscatiego

ks. Robert Skrzypczak

|

GN 51-52/2018

dodane 20.12.2018 00:00

„Nie chciałeś ani kwiatów, ani łez. Jednakże płaczemy, bo ten świat utracił świętego” – tak napisano w księdze kondolencyjnej po śmierci dr. Józefa Moscatiego. Czego dokonał, że zasłużył sobie na świętość?

Serce doktora Moscatiego zasoby internetu

Wystarczy udać się do kościoła ojców jezuitów Il Gesù Nuovo w Neapolu, by zobaczyć ludzi nieustannie trwających na modlitwie. Neapolitańczycy pokochali z serca swego kanonizowanego dr. Józefa Moscatiego. Gromadzą się przy jego grobowcu pod ołtarzem Nawiedzenia św. Elżbiety. Wpatrują się w umieszczony na płycie grobowej tryptyk z brązu. Widać na nim z jednej strony profesora na uniwersyteckiej katedrze z uczniami, z drugiej przy łóżku chorego, w środku zaś ogarniętego chwałą Chrystusową świętego w rozmowie z jakąś kobietą z dzieckiem. Niektórzy podchodzą także do stojącej obok figury świętego, by uścisnąć jego wyciągniętą dłoń. W głębi kościoła jest jeszcze specjalna kaplica poświęcona św. Józefowi Moscatiemu oraz dwa pomieszczenia przypominające jego sypialnię i gabinet. Szczególną uwagę przyciąga tradycyjny filcowy kapelusz, spoczywający na taborecie przy biurku doktora, z dołączoną karteczką, że tutaj można za poradę lekarską zostawić jakiś datek bądź też wyciągnąć nieco, jeśliby ktoś był w potrzebie.

Święci i geniusze

Wszyscy znajomi potwierdzali zgodnie: Dottore zawsze był ubogi. Nie był przywiązany do pieniędzy i, jak tylko mógł, wspomagał swoich pacjentów. Nie miał nawet własnego samochodu. Jak wspominał dr Domenico Galdi, „nie tylko leczył za darmo, ale i wspierał chorych na duchu. Zapewniał im lekarstwa i co tylko im było potrzebne do życia”. „Pewnego razu – opowiadał dr Francesco Brancaccio – za cztery wizyty domowe przyjął od rodziny chorego kopertę z pieniędzmi. Po wyjściu zajrzał do środka. Było tam 1000 lirów. Wrócił, krzycząc: »Albo zwariowaliście, albo wzięliście mnie za złodzieja!« Gospodarz domu, przekonany, że dał mu za mało, poszedł po drugi podobny banknot, na co doktor Moscati wyjął z portfela 800 lirów, położył na stole, pożegnał się i wyszedł. Za cztery wizyty przyjął tylko 200 lirów”.

Po śmierci dr. Moscatiego kardynał Neapolu Alessio Ascalesi, po modlitwie przy ciele zmarłego, powiedział rodzinie: „Profesor nie należał do was, ale do Kościoła. Nie tylko ci, których uleczył na ciele, ale także wielu innych, którym ocalił duszę, dziś wyszli mu naprzeciw, gdy wstępował do nieba”. W księdze kondolencyjnej natomiast znalazł się taki wpis: „Nie chciałeś ani kwiatów, ani łez. Jednakże płaczemy, bo ten świat utracił świętego”.

Józef Moscati żył w epoce obfitującej w świętych. Nieopodal Neapolu, w Pompejach, kult Matki Bożej szerzył bł. Bartłomiej Longo (1841–1926), prawnik i antyklerykał, mason i satanista, nawrócony pod wpływem interwencji Najświętszej Dziewicy. Zmarł rok wcześniej niż dr Moscati. Na uczelniach włoskich wykładał prawnik i poliglota bł. Guntard Ferrini (1859–1902). Zmarł, gdy Moscati kończył studia medyczne. Rówieśnikami dr. Moscatiego byli m.in. św. Edyta Stein (1891–1842), św. Maksymilian Kolbe (1894–1941), św. Urszula Ledóchowska (1865–1939), bł. Bolesława Lament (1862–1946), bł. Aniela Salawa (1881–1922), św. ojciec Pio z Pietrelciny (1887–1968) czy św. Faustyna Kowalska (1905–1938).

W tym samym czasie w Neapolu żył ks. Dolindo Ruotolo. Był o 2 lata młodszy od Moscatiego. Mieszkali blisko siebie. Dolindo urodził się przy ulicy Santa Chiara 24. Rodzina Moscatich, gdy przeprowadziła się do Neapolu, zamieszkała przy placu Gesù Nuovo, kilkadziesiąt metrów dalej. Różniły ich pochodzenie i status materialny. Ksiądz Dolindo, odwiedzając pacjentów szpitala dla nieuleczalnie chorych, musiał nieraz mijać świętego doktora. Czy się znali albo współpracowali ze sobą? Nie wiadomo. Z pewnością obaj przychodzili do kościoła Il Gesù Nuovo. Po śmierci Moscatiego ks. Dolindo modlił się przy grobie świętego lekarza, choć nie doczekał jego beatyfikacji. Nastąpiła ona 5 lat po odejściu do nieba słynnego kapłana z Neapolu.

Chrystus wśród nieuleczalnie chorych

Józef Moscati był pierwszym kanonizowanym współczesnym lekarzem i to z tytułem profesora. Człowiekiem z medycznej elity. Osiągnął najwyższy stopień wykształcenia, zachowując przy tym pokorę.

Żył w trudnym okresie, w klimacie kultury zdominowanej przez masoński pozytywizm. Pomimo powszechnej laicyzacji, na co dzień kierował się wiarą w Chrystusa. Na okres jego studiów medycznych przypadają znaczące odkrycia naukowe: wyjaśnienie etiologii i przebiegu wielu chorób, poznanie roli witamin i skutków ich niedoboru. Gdy Moscati miał 13 lat, Maria Skłodowska-Curie odkryła pierwiastki promieniotwórcze. Odkrycie zjawiska promieniotwórczości dało podstawy do rozwoju diagnostyki i terapii w radiologii. Moscati pracował w epoce bakteriologicznych odkryć: jadu błonicy i tężca, syntezy antytoksyny Emila Behringa i produkcji surowicy przeciwbłoniczej odkrytej przez Emila Roux. To dało początek masowym szczepieniom, profilaktyce chorób zakaźnych i rozwojowi serologii. W 1902 r. Adolf Kussmaul wyjaśnił rolę trzustki w patogenezie śpiączki cukrzycowej. 21-letni student Moscati mógł przeczytać o pierwszej syntezie hormonu adrenaliny. W 1905 r. Robert Koch otrzymał Nobla za wyodrębnienie zarazka gruźlicy. Odkryto też przyczyny śmiertelnej kiły i kokluszu, krętka bladego i pałeczkę krztuśca oraz zarazek malarii, a także wyjaśniono przyczyny choroby Heinego-Medina. Określenie grup krwi rozpoczęło rozwój transfuzjologii. W 1923 r. kanadyjski lekarz Frederick Banting wraz ze szkockim fizjologiem Johnem Macleodem otrzymali Nagrodę Nobla za odkrycie i syntezę insuliny.

Doktor Moscati starał się wykorzystać w leczeniu swych pacjentów te najnowsze osiągnięcia. Był pionierem leczenia cukrzycy na terenie Neapolu z użyciem dopiero co odkrytej insuliny. Uczył też innych lekarzy stosowania tego leku. Pragnął zostać jezuitą, lecz księża jezuici rozeznali, że powołanie Moscatiego jest świeckie: być lekarzem! Szpital dla nieuleczalnie chorych stał się miejscem jego uświęcenia. Porzucił karierę uniwersytecką dla chorych. Pewnego razu zabrał ze sobą studenta do chorego, który z wyglądu przypominał już nieboszczyka. Cierpiący człowiek wpatrywał się w doktora Moscatiego jak w wybawcę. Ten pochylał się nad nim, badał, wykonywał zastrzyki. Wychodząc, powiedział studentowi: „Zapamiętaj ten dzień, bo dziś zobaczyłeś dokładny obraz Chrystusa ukrzyżowanego”.

Lekarz, chory i Bóg

W tym procesie chrzcielnego wzrastania i podążania za Chrystusem w naszej konkretnej rzeczywistości życiowej potrzebujemy modeli, wiarygodnych wzorców do naśladowania. Jednym z nich jest święty lekarz z Neapolu, dr Józef Moscati. „Mężczyzna, którego dzisiaj ogłosimy świętym Kościoła powszechnego, przedstawia się nam jako konkretne spełnienie ideału chrześcijanina świeckiego” – mówił podczas Mszy św. kanonizacyjnej 25 października 1987 r. w Rzymie św. Jan Paweł II. „Trzeba uczyć się od tego świętego zgodności tego, co robił zawodowo, z życiem”. Być może gdy papież Polak wypowiadał te słowa, myślał o swym przedwcześnie zmarłym starszym bracie, doktorze Edmundzie Wojtyle. W Watykanie, w biurku papieskim, leżał podobno stetoskop Edmunda, przywieziony Ojcu Świętemu z bielskiego szpitala. Od jesieni 1932 r. panowała w Bielsku-Białej i okolicy epidemia płonicy – szkarlatyny. Edmund zaraził się tą chorobą od pacjentki. Gdy dowiedział się, że inni lekarze trzymali się od niej z daleka z obawy przed zarażeniem, udał się do izolatki, w której leżała dziewczyna, podawał jej lekarstwa, robił zastrzyki, czuwał przy niej, nawet nocą. Zaraził się. W wieku 26 lat zmarł na toksyczną postać szkarlatyny, po trwającej cztery dni walce z chorobą. Zdawał sobie sprawę z ryzyka, a mimo to je podjął. Ta śmierć odbiła się echem w całym środowisku medycznym. Na grobie doktora Wojtyły został umieszczony napis: „Swe młode życie oddał w ofierze cierpiącej ludzkości”.

Profesor Władysław Szumowski, wykładowca Edmunda Wojtyły na UJ, mówił: „Przy łóżku pacjenta odbywa się sympozjum trzech: lekarz, chory i Bóg. Lekarz, który chce uzyskać maksimum sprawności medycyny, którą uprawia, winien wpływać równocześnie na ciało i na duszę chorego. Lekarz na chorego patrzeć powinien jak na bliźniego, któremu pomoc jest jego szlachetnym zadaniem”. Studenci i młodzi lekarze, którzy towarzyszyli dr. Józefowi Moscatiemu w odwiedzinach chorych na oddziale, usiłowali pojąć sekret jego sztuki lekarskiej. „Pamiętajcie – mówił – że wasi pacjenci mają przede wszystkim duszę, do której winniście się zbliżyć, aby ją następnie zbliżyć do Boga”. Wielu zapamiętało go jako człowieka rozmodlonego. Często widziano go na kolanach przed Najświętszym Sakramentem, zwłaszcza rano przed udaniem się do szpitala. „Jakąż słodycz odczuwam – przyznawał – u stóp Maryi. Czuję się wówczas nieco mniejszy i opowiadam Jej wszystko, co się zdarzyło”. Ojciec prof. Agostino Gemelli OFM mówił o Moscatim, że jest on „doskonałym połączeniem chrześcijanina, uczonego i człowieka”. „Nie wiedza, lecz miłość odmieniła ten świat” – lubił powtarzać święty lekarz z Neapolu.•

Tagi: