Mężczyzna, który naprawia kobiety

Beata Zajączkowska

|

GN 49/2018

dodane 06.12.2018 00:00

Kongijski ginekolog otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla za działania mające na celu zaprzestanie stosowania przemocy seksualnej jako narzędzia wojny. – W każdej zgwałconej kobiecie widzę własną matkę lub siostrę, a w każdym zgwałconym dziecku – własne dziecko – mówi doktor Denis Mukwege.

Mężczyzna, który naprawia kobiety STEPHANIE LECOCQ /epa/pap

Jedni nazywają go robotem, bo potrafi przeprowadzić 15 operacji dziennie. Inni patrzą na niego jak na bohatera, który w ciągu 20 lat swej pracy dał szansę na normalne życie 85 tys. kobiet. Bardzo przeszkadza przemytnikom, którzy bogacą się na „krwawych surowcach”. I jest „antyreklamą Konga”, ponieważ głośno mówi o dokonywanych w tym kraju brutalnych, zbiorowych gwałtach. Przede wszystkim jest mężczyzną, który naprawia kobiety. Przyznanie mu pokojowego Nobla postawiło w świetle reflektorów problem przemilczany na salonach świata – gwałty wojenne jako narzędzie walki. – Ludzie nie wiedzą, jak wyniszczający dla ofiary, ale również dla rodzin i społeczeństwa może być gwałt – mówił dr Mukwege, kiedy 4 lata temu spotkałam go w Rzymie. Na spotkanie z dziennikarzami przyszedł w starym garniturze i mocno schodzonych butach. – Nie prosi o nic dla siebie, a wszystko, co dostaje w czasie podróży po świecie, przekazuje na pomoc ofiarom. Nie ma sensu kupować mu nowych butów, bo i tak je komuś odda – mówiła towarzysząca mu Bagaya Bazilianne, konsultant prawny Fundacji Panzi. Wspiera ona działanie szpitala Panzi, założonego w 1999 r. przez dr. Mukwege w jego rodzinnym mieście Bukavu.

Dlaczego nie dasz lekarstwa?

O tym, że zostanie lekarzem, zdecydował się, kiedy wraz z ojcem – zielonoświątkowym pastorem – odwiedzał chorych. – Pamiętam, jak tata modlił się nad ciężko chorą kobietą, leżącą na ziemi w ubogiej chacie. Spytałem go, dlaczego nie da jej potrzebnego lekarstwa, a on odpowiedział, że nie jest lekarzem – wspominał Mukwege. Właśnie wtedy zdecydował, że nie tylko będzie się modlił za chorych, ale też ich leczył. – Wiara w Jezusa, którą wyniosłem z domu, jest dla mnie i dla mojej rodziny fundamentem życia i działania. Bez codziennej modlitwy nie byłbym w stanie nic zrobić – mówił, pokazując Biblię, z którą nigdy się nie rozstaje. Podobnie jak ojciec jest zielonoświątkowym pastorem. W swym szpitalu przewodniczy codziennym modlitwom, a na prowadzone przez niego nabożeństwa przychodzi w niedzielę 6 tys. wiernych. – Moja rodzina zawdzięcza wiarę misjonarzom ze Szwecji. Dotarli do regionu Bukavu we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga tuż przed Bożym Narodzeniem 1924 r. Miejscowy król bez problemu dał im teren, na którym mogli się osiedlić. Nie wiedzieli jednak, że był to podstęp – wybrał dla nich opuszczoną dolinę, według wierzeń miejscowej ludności zamieszkaną przez złe duchy. Był przekonany, że misjonarze szybko stamtąd uciekną – wspominał Mukwege. A pięciu pastorów nie uciekło. Wybudowali kościół, a potem przychodnię. Otworzyli szkoły i fundowali stypendia dla zdolnej młodzieży. Dzięki takiemu stypendium obecny noblista skończył liceum i studia medyczne.

Jak postrzępiona chusteczka

Po studiach Denis Mukwege zaczął pracować w szpitalu w Bukavu. Szybko zrozumiał, że pilnym wyzwaniem jest zapewnienie kobietom godnych i bezpiecznych warunków porodu. Zaczął myśleć o położnictwie. Pierwszą pacjentką, której musiał udzielić pomocy, była ofiara straszliwego gwałtu. To wyznaczyło jego drogę życiową. Studia specjalistyczne z położnictwa i ginekologii skończył we Francji. Stał się światowym specjalistą od rekonstrukcji narządów rodnych. Wypracował m.in. nowatorską metodę zszywania pochwy. Od chwili utworzenia szpitala do dzisiaj skorzystało tam z bezpłatnej pomocy ponad 85 tys. kobiet mających poważne problemy zdrowotne, w większości spowodowanych przemocą na tle seksualnym. – Kobiety, które do mnie trafiają, są jak porozrywana na strzępy chusteczka, a je ceruję, naprawiam je, próbując dać im szansę na normalne życie – mówi noblista. – Trafiają do mnie kobiety okaleczone w tak barbarzyński sposób, że wiem, iż stoi za tym diabelska taktyka – dodaje.

Ma łzy w oczach, gdy wspomina brutalnie zgwałcone dzieci. – Najmłodsza dziewczynka, którą ratowałem, miała zaledwie dwa latka. Była katowana na oczach matki. Tak często się dzieje. Oprawcy chcą zadać ofiarom jak największy ból, dlatego np. na oczach babć gwałcone są najpierw ich wnuczki, a potem córki, dopiero na końcu oszalałe z cierpienia starsze kobiety – gdy doktor wypowiada te słowa, głos więźnie mu w gardle.

Najgorsze jest to, że w afrykańskiej mentalności kobiety, które są przecież ofiarami, traktowane są jako winne gwałtów, a przez to są napiętnowane w społeczeństwie. Ich oprawcy natomiast cieszą się szacunkiem społecznym, wolnością i prawie nigdy nie ponoszą odpowiedzialności za popełnione zbrodnie. – Zgwałcona kobieta jest u nas traktowana jako pohańbiona, nieczysta i zamiast otrzymać wsparcie, spotyka się z ostracyzmem – zarówno w najbliższej rodzinie, jak i społeczeństwie. Gwałty wojenne są „cichym ludobójstwem”, bo zabijają nie tylko ciało, ale przede wszystkim duszę ofiary, czyniąc ją niezdolną do normalnego życia – mówi Mukwege.

Krwawy biznes

Doktor nagłaśnia gwałty i publicznie krytykuje władze swego kraju za to, że tolerują ten proceder. Przede wszystkim jednak przypomina wspólnocie międzynarodowej, że dopóki nie usunie się przyczyny konfliktu w Demokratycznej Republice Konga, sytuacja w tym kraju nie zmieni się na lepsze. Chodzi o wydobycie tzw. krwawych surowców, czyli diamentów, szmaragdów oraz m.in. koltanu wykorzystywanego w przemyśle technicznym i kosmicznym. Szacuje się, że tylko 0,5 proc. surowców wydobywanych jest w tym kraju legalnie. Reszta trafia do Europy i Chin za pośrednictwem nielegalnych koncernów wydobywczych. Ten proceder jest powszechnie znany i tolerowany. To właśnie bogate złoża ukryte pod powierzchnią kongijskiej ziemi są przekleństwem mieszkańców tego kraju. Tak zwana druga wojna kongijska rozpoczęła się w 1998 r. i trwa do dzisiaj mimo kilku zawartych porozumień, mających przerwać ogień i zaprowadzić pokój. Kosztowała życie ponad 5 mln ludzi! Szacuje się, że w tym kraju gwałconych jest rocznie 200 tys. kobiet i dziewczynek. – Kobiety, które trafiają do naszego szpitala, często przypominają ofiary wyrafinowanych tortur – mówi doktor. Wskazuje na problem, jakim są dzieci rodzące się w wyniku gwałtów. – Jedna z moich pacjentek mówiła mi, że wie, iż jej synek nie jest niczemu winny, ale za każdym razem, gdy na niego patrzy, ma przed oczami mężczyznę, który ją zgwałcił i wymordował całą jej rodzinę – wspomina Mukwege. Pieniądze z Nagrody Nobla przeznaczy na rozwój szpitala i pomoc dzieciom ofiar gwałtów.

Silne kobiety

Za zaangażowanie na rzecz poszkodowanych kobiet i demaskowanie zbrodni wojennych wielokrotnie grożono mu śmiercią, a w październiku 2012 r. czterej uzbrojeni napastnicy napadli na jego dom. Porwali córkę lekarza i usiłowali go zabić. Zamordowali jego kierowcę. Mukwege na kilka miesięcy musiał opuścić kraj i swój szpital, który został w tym czasie splądrowany. Powrócił tam w styczniu następnego roku, witany z entuzjazmem przez miejscową ludność, zwłaszcza przez byłe ofiary przemocy, które aby opłacić jego powrót, sprzedawały na targu owoce i warzywa. Jego pacjentki zorganizowały wówczas straż szpitalną i dbały o bezpieczeństwo placówki, by mógł spokojnie pracować.

– Ten Nobel jest dla wszystkich kobiet, które padły ofiarą gwałtów. Wciąż wiele osób nie rozumie, co to znaczy, że ktoś stosuje gwałt jako narzędzie wojenne. Nie wie, jak wyniszczający może być gwałt. Nie tylko dla samej ofiary, ale dla całych rodzin, społeczeństw i całych krajów – mówi Mukwege. Liczy na to, że Nagroda Nobla pozwoli skuteczniej zwalczać te barbarzyńskie praktyki. – Przed nami jeszcze długa droga, choć w ciągu dwóch dekad mojej pracy wiele się zmieniło. Kobiety walczą, by przerwać zmowę milczenia. Kiedyś ukrywały to, że zostały zgwałcone. Dziś coraz częściej zgłaszają sprawę na policję – mówi.

Podkreśla, że dopóki ten temat będzie uznawany za tabu, sprawcy będą chronieni. – Podczas pracy odkryłem, jak silne potrafią być kobiety. Nawet jeśli trafiają na stół operacyjny w drastycznym stanie, poranione i upokorzone, szybko się podnoszą i walczą o swoją przyszłość. To mnie bardzo porusza i daje siłę do dalszej pracy – wyznaje kongijski noblista. Powstał o nim przejmujący film dokumentalny „Mężczyzna, który naprawia kobiety. Gniew Hipokratesa”. W Kongu zabroniono wyświetlania tego obrazu. Pytany o największy sukces w swej pracy Mukwege mówi o kobietach, którym pomimo okrutnych gwałtów udało się powrócić do zdrowia. Często przychodzą do niego po latach z nowo narodzonymi dziećmi na rękach i dziękują za pomoc, podkreślając, że jego ręce działają cuda i przywracają życie. •

Tagi: