Wylanie

dodane 26.11.2018 12:03

O tym, jak zachwycić się obecnością Ducha Świętego i przestać traktować Go jako kuriera roznoszącego dary z o. Witem Chlondowskim, franciszkaninem rozmawia Marcin Jakimowicz.

Wylanie O. Wit Chlondowski OFM Roman Koszowski /Foto Gosc

Marcin Jakimowicz: Jan Kowalski przypomina sobie o Ojcu przerabiając na własnej skórze maksymę „Jak trwoga to do Boga”, o Synu Bożym wzdychając „o Jezu!”. A Duch Święty? Jest nieodkryty. Nie doczekał się nawet przysłowia…

O. Wit Chlondowski*: Przez wieki był rzeczywiście nieodkryty, zapomniany, zarezerwowany dla sfer mistycznych czy teologicznych sporów o Filioque. Oczekiwano Jego działania przede wszystkim w łaskach mistycznych. Raniero Cantalamessa pisze, że każdą z osób boskich Słowo Boże łączy z jakimś przyimkiem. Chrystus jest zawsze „przez”, a Duch Święty „w”. „W Duchu Świętym”. Jest jak pisali mistycy „obłokiem”, w który wchodzimy, by poznać Chrystusa i odkryć serce Ojca. Jesteśmy w Nim. Może dlatego często Go nie zauważamy?

Teraz, pijąc herbatę, jesteśmy w Nim?

Tak! Nie zdajemy nawet sobie sprawy z tego, że to On nas teraz łączy, daje nam jedność choć jesteśmy tak inni. To dzięki Niemu rozumiemy się. Zobaczmy jak Jego rola jest pokorna…

Gdy Duch zstąpił na apostołów, każdy mówił innym językiem. To musiało przypominać z zewnątrz chaos, skoro w swym pierwszym kazaniu Piotr musiał przekonywać, że nie jest pijany… Jedność jest możliwa bez różnorodności?

Nie. Duch Święty zawsze prowadzi do jedności w różnorodności. To nie jest komunistyczna „urawniłowka”, gdzie wszyscy muszą być tak samo ubrani i sformatowani. Zobaczmy, jak różnorodny jest świat przyrody, który stworzył Bóg. Ile gatunków ptaków... To jest nadbogactwo! Gatunki wymierają, powstają nowe. Duch Święty zawsze działa nadobficie. A my boimy się tej różnorodności i traktujemy ją jako zagrożenie. Zalęknieni szukamy jednorodności. Widać to już w Księdze Rodzaju przy budowie wieży Babel. Taka jednorodność jest demoniczna, bezosobowa. Kard. Ratzinger pisał o tym, że zły duch stal się nie-osobą. Stał się masą. „Jak masz na imię? Legion”. Niby jest nas wielu, ale nikt nie ma już własnego imienia. Jednorodność, w której kłębi się agresja, przemoc, nienawiść, oskarżanie.

Przeczytaj także:

Jedność w różnorodności nie jest łatwa do przyjęcia.

Tak. To solidna lekcja pokory… Bo to rzeczywistość dynamiczna, wymagająca rezygnacji z siebie, szacunku, dialogu, przyjęcia krzyża, dojrzewania w relacjach…

„Przyjdź z darem pokoju, radości, mądrości…” – wołamy. Czy nie traktujemy Ducha Świętego jako kuriera firmy przesyłkowej?

To powszechne zjawisko. Dlatego Jan od Krzyża pisze, że On w pewnym momencie wycofuje się, przestaje nam smakować, „płacić” za modlitwę, oddziaływać na nasze zmysły, nie daje pociech duchowych. Po to, byśmy przestali opierać się na zmysłach lecz na wierze i zapragnęli Jego samego a nie darów, które przynosi. Czekamy często na dary, a nie na Niego samego. To dziecinna postawa, gdy cieszymy się bardziej prezentem od cioci z Ameryki niż samą ciocią. Duch Święty jest znakomitym pedagogiem: odcina powoli te wszystkie zmysłowe podparcia, byśmy zachwycili się Nim samym i zawołali: „Przyjdź jak chcesz!”

Można wyobrazić sobie Boga (choć to karkołomne), wiemy jak wyglądał Jezus. A Duch? Wymyka się… Symbole, które go opisują: olej, ogień, woda, wiatr są trudne do uchwycenia. Wilfrid Stinissen pisał: ciężko się o Nim mówi, bo On się ukrywa.

Nowy Testament, choć skupiony na misji Jezusa, wyraźnie zarysowuje już osobowość Ducha Bożego. W Dziejach Apostolskich widzimy Jego mocne osobowe działanie. On się nie narzuca. Sam byłem już po połowie formacji seminaryjnej, a świadomie doświadczyłem osobowo Ducha Świętego w czasie Seminarium Odnowy Wiary. Bo jeśli On jest osobą, to znaczy, że mogę się z Nim spotkać.

A On marzy o nawiązaniu ze mną relacji?

To Jego największe pragnienie. Podkreśla to teologia posoborowa, która przypomina, że Duch Święty działa w nas przez cały czas. Jezus we wszystkich przestrzeniach działał w Duchu! Ojcowie Kościoła mówili o trzech namaszczeniach Jezusa. Pierwszym była odwieczna więź miedzy Ojcem, Synem i Duchem; drugim wcielenie, gdy Duch pod sercem Maryi stwarzał ludzką naturę mesjasza i trzecim, zwanym „funkcjonalnym”, chrzest w Jordanie. Po co pełen Ducha Jezus zanurzył się w wodzie i przyjął namaszczenie? Może po to, by pokazać, że potrzebujemy nieustannie nowego wylania Ducha?

Według Tomasza z Akwinu „odnowy w łasce” można doświadczyć wielokrotnie. Tak jak raz ochrzczony człowiek musi później chodzić do spowiedzi, tak samo raz się bierzmuje, ale musi potem doświadczać wylania Ducha Świętego – przypomina o. Tomasz Gałuszka – Jeden chrzest: wielokrotne oczyszczanie, jedno bierzmowanie: wielokrotne wylanie.

Spójrzmy na początek Kościoła. Wylanie Ducha, którego doświadczyli apostołowie w czasie Pięćdziesiątnicy jest za parę rozdziałów… powtórzone. W czasie prześladowań i ucisku proszą oni, by mogli głosić z całym namaszczeniem, odwagą (to greckie słowo paresia), wśród „znaków i cudów”, a Duch Święty zstępuje tak, że trzęsie się ziemia. Kiedyś w Medjurogie miałem doświadczenie, że w czasie naszej modlitwy w Hercegowinie zatrzęsła się ziemia. Bardzo mnie to, dosłownie, poruszyło (śmiech). …

Po Pięćdziesiątnicy dotąd bezradni, zabarykadowani, wycofani, apostołowie eksplodowali. Wiemy, że w Duchu Bożym nie ma lęku. Czy to znaczy, że w przestrzenie, w których pojawia się w nas lęk nie wpuściliśmy jeszcze Ducha?

Tak. To przestrzenie jeszcze nie odnowione przez Jego łaskę. Lęk może wyrażać się na różne sposoby: jesteśmy spięci, konfliktowi, agresywni, nie potrafimy słuchać. Te reakcje podszyte są lękiem przed odrzuceniem… Jakaś przestrzeń lęku jest naturalna. Sam Jezus odczuwał trwogę. Jako pięciolatek, gdy przeprowadzałem pierwsze eksperymenty, wsadziłem drut do gniazda. Tak mnie „rąbnęło”, że zapamiętam to do końca życia. Pojawił się lęk i był on zdrowy. Duch Święty nie zabiera naszego lęku, ale umacnia nas, by nami nie kierował. Uczy nas podejmowania decyzji wbrew lękowi. Lęk mówi mi to i tamto, ale wiara pozwala iść dalej. Dzięki Duchowi lęk nas nie paraliżuje.

A gdy lęk przychodzi znienacka? W środku nocy? Co Ojciec robi?

Odmawiam Modlitwę Jezusową. Przywołuję Jego obecność. Duch Święty nie zabiera moich lęków, ale podprowadza mnie do decyzji mimo lęku. Musisz stanąć przed lękiem, nazwać go i jak pisze Johannes Hartl „napluć mu w twarz”. Ileż ja jako młody zakonnik miałem lęków…. Na przykład, gdy musiałem przełamać nieśmiałość i do kogoś obcego zadzwonić. Odkładałem to na jutro. W pewnym momencie Duch Święty mi pokazał: „Uciekasz. Dzwoń teraz”. Posłuchałem i po setnym telefonie przestało mi to przeszkadzać (śmiech).

Paweł pisze o tym, by prześcigać się prosząc o Jego dary.

Jasne, ale nie „fiksujmy się” na nich! Trzy lata chciałem modlić się w językach. Wszyscy wokół się modlili tylko nie ja. „Jak to zrobić?” – zachodziłem w głowę. Dar pojawił się gdy… odpuściłem. Powiedziałem: „Nie muszę mieć tego daru. Chcę być przy Tobie”.

Kościół wymienia siedem darów Ducha…

Tak, tylko że jeśli się im przyjrzymy, to odkryjemy, że to dary Mesjasza opisane w księdze Izajasza. One nie wyczerpują listy darów, którymi chce nas obsypać Duch Święty. Cantalamessa odpowiada: „skupmy się lepiej na owocach Ducha”.

Tyle, że łagodność i cierpliwość nie brzmią tak spektakularnie jak dar czynienia cudów…

Ale są wyrazem naszej tęsknoty. Wszyscy chcemy być cierpliwi. Nie chcemy reagować agresją. Pragniemy doświadczenia pokoju. Kiedyś ktoś rzucił w czasie modlitwy wstawienniczej: „Proszę o dar cierpliwości wobec mojej żony”. Odpowiedziałem: „Nie ma co się modlić (śmiech) To nie sfrunie na ciebie z nieba. Żyj z Duchem Świętym, nasiąkaj Jego obecnością, a On będzie uczył cię cierpliwości”. Ta odpowiedź niezbyt się mu spodobała. Mamy magiczne podejście: „pstryk” i dostanę łaskę pokory. Im więcej czasu z Nim spędzamy, tym mocniej za Nim tęsknimy, a nasze pragnienie Jego obecności jest większe.

Ile kosztuje dar?

Nic, bo jest darem i jednocześnie… wszystko. Jezusa kosztował wszytko. On się nam oddał w całości. Duch Święty w końcu szepnie: „chcę cię całego”. On jest ogniem! Jan od Krzyża podpowiada; Duch będzie prosił cię o więcej i więcej i pokaże ci wiele niepoukładanych przestrzeni, których mu jeszcze nie oddałeś. On nie żąda, Jest Duchem propozycji a nie gwałtu czy przymusu, ale jest konsekwentny – prosi: oddaj mi się w całości.

Prof. Świderkówna zwróciła uwagę na to, że Jezus wywrócił stoliki tych „którzy sprzedawali gołębie”. Może to ci – pytała – którzy chcieli kupić, dary, charyzmaty?

Duch Święty uczy mnie, bym nie skupiał na darach, ale cieszył się przebywaniem z Nim samym. „Ciesz się Moją obecnością, nie darami”. To uwalnia od „zasługiwania”, na bo w efekcie widzisz, że wszystko jest darem, prezentem.

Zdarzyło się, że ktoś, kto miał wyuczonej wiedzy zaskoczył ojca doktora Chlondowskiego darem mądrości „z nieba rodem”?

Wielokrotnie. Rozmawiasz z ludźmi i słyszysz coś, czego nie wyczytali i nie wykuli na pamięć. Mają to z góry. Pierwszy raz doświadczyłem tego u katowickich karmelitanek. Pomagaliśmy im instalować telefony i komputer. Jako młody teolog zacząłem się wymądrzać. Rozmowa zeszła na temat chrystologii. Zacząłem sypać cytatami jak z rękawa (miałem piątkę!) a jedna mniszka zaczęła mi dopowiadać. Opowiadała o Jezusie, a ja wiedziałem, że ona tego nie wyczytała. Wiedziałem, że ona zna Jezusa, bo przebywa z Nim w wielkiej zażyłości. Opowiadała o Nim na trzy razy głębszym poziomie niż ja. To był klasyczny dar mądrości. Zrobiłem się taki malutki…

* O dr Wit Chlondowski przełożony wspólnoty franciszkańskiej w Cieszynie, odpowiedzialny za SNE Zacheusz.

Tagi: