Klerykalizm źródłem zła?

ks. Dariusz Kowalczyk SJ

|

GN 44/2018

Blokujący życie wspólnot katolickich klerykalizm istnieje, ale nie należy on do największych problemów Kościoła.

Klerykalizm źródłem zła?

Wszystkiemu ponoć winien jest klerykalizm. Nawet nadużyciom seksualnym. Różne słownikowe definicje wskazują, że klerykalizm polega na podporządkowywaniu duchowieństwu życia społecznego, polityki i kultury. Jeśli tak, to – moim zdaniem – należałoby powiedzieć, że klerykalizm jest bardzo słaby albo w ogóle nie istnieje. Bo przecież fakt, że biskupi w Polsce od czasu do czasu wypowiedzą się w jakiejś konkretnej sprawie, nie oznacza, że polityka i kultura są im podporządkowane. Bardziej realistyczne określenie klerykalizmu dotyczy wnętrza wspólnoty Kościoła. W tej perspektywie polegałby on na mocnym podziale: księża – świeccy. Odpowiedzialnymi za Kościół byliby jedynie ci pierwsi. Świeccy natomiast mieliby słuchać nauk, uczestniczyć w liturgii, przyjmować sakramenty. Klerykalną postawę księży, którzy zachowują się jak niepodzielny władca i pan na włościach, można zapewne tu i ówdzie zauważyć. Jednak jak tak patrzę na moje doświadczenia, poczynając od dzieciństwa, to z takim klerykalizmem bezpośrednio się nie spotkałem. Co więcej, choć księża i zakonnice byli bardzo ważni w moim życiu wiary, to świeccy odegrali nie mniejszą rolę. Wszak najważniejszą osobą w wychowaniu religijnym była mama. W parafii ważni byli dla mnie starsi koledzy ministranci, różne panie i panowie zaangażowani w okołoparafialną działalność. Istotną rolę odegrali w mojej formacji katechiści neokatechumenalni, osoby jak najbardziej świeckie. Obecnie w ramach pracy na Uniwersytecie Gregoriańskim działam z wieloma wspaniałymi osobami świeckimi, które są wykładowcami albo pracują na ważnych odcinkach administracji. Czy dzisiaj na parafiach klerykalizm księży jest rzeczywistym problemem? Czy dużo większym problemem nie jest brak roztropnej gorliwości? Niekiedy proboszcz utrąca inicjatywy świeckich lub wikarych nie dlatego, że chce rządzić, ale po prostu dlatego, że mu się nie chce robić czegoś ponad to, co konieczne. Z drugiej strony bywa często i tak, że księża proszą o inicjatywę, zaangażowanie, ale chętnych brak. Rzeczywiste są też przypadki świeckich, którzy postudiowali trochę teologii, niekiedy wspomagani finansowo przez instytucje kościelne, a potem zaczynają zionąć jakąś niechęcią do większości duchownych i – co gorsza – mówią różne niemądre rzeczy na temat, jak zreformować Kościół. Blokujący życie wspólnot katolickich klerykalizm istnieje, ale nie należy on do największych problemów Kościoła. •

Tagi: