Niemodne

ks. Adam Pawlaszczyk ks. Adam Pawlaszczyk

|

GN 43/2018

dodane 25.10.2018 00:00

Niemodne

Nie wierzę w promocje. Może się mylę, ale zawsze, gdy widzę olbrzymie napisy propagujące kupowanie po cenach promocyjnych, działające na niektórych pobudzająco jak poważna dawka kofeiny, to myślę, że ktoś tu kogoś usiłuje oszukać. Rachunek jest prosty: w handlu zawsze musi się opłacać. Dwa plus dwa zawsze będzie cztery. Towar albo się sprzeda, albo nie. Ktoś zyskuje, ktoś traci.

Inaczej, jak sądzę, jest w miłości. Tu już z opłacalnością jest zazwyczaj na odwrót, a dwa i dwa niekoniecznie daje cztery. I to mnie cieszy. Bo nie da się miłości zważyć, zmierzyć, ogarnąć na ekonomiczną modłę. Każda próba takiego ogarnięcia musi się zakończyć źle: albo utratą wiary w istnienie miłości, albo utratą wiary w człowieka. Dlatego kiedy czytam o pierwszych dniach listopada i wielkiej duchowej „promocji” łaski, którą możemy uzyskać dla tych, którzy z tej ziemi odeszli (ss. 18–21), to cieszę się o wiele bardziej, niż gdybym miał szansę na cenny towar za pół ceny. Zbawienie duszy jest bezcenne, tak jak nie ma ceny męka Chrystusa, która to zbawienie wyjednała. A o zbawienie przecież chodzi, gdy mowa o życiu i śmierci.

Święta Teresa z Avila tak tęskniła za Panem Bogiem, że wyraziła to słowami: „Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę”. Są tacy, którzy mówią, że Pan Bóg tak tęskni za niektórymi z nas, że wcześniej ich zabiera do siebie. Nie wiem, czy to jedynie pocieszenie wobec przedwczesnej śmierci bliskiego człowieka, czy prawda teologiczna. Ale wiem, że to, co dzieje się z człowiekiem w chwili umierania, jest tajemnicą. Każdy, kto chociaż raz uczestniczył w umieraniu, wie o tym doskonale. Kiedy czeka się na ostatni oddech bliskiego człowieka, wydaje się, że zegary żyją własnym życiem, a piasek w klepsydrze przesypuje się wolniej. A kiedy nagle otrzymuje się wiadomość o śmierci zupełnie nieoczekiwanej i nagłej, czas jakby zatrzymał się w miejscu. Tak jak w przypadku 36-latka, prawnika, który porzucił karierę i wstąpił do seminarium, po czym pewnego dnia nagle zmarł. Ironiczna uwaga o Panu Bogu, który „się rozmyślił” (przywołuje ją Franciszek Kucharczak w felietonie „Gdy umierasz niegotowy” – s. 39), jest tym bardziej nie na miejscu, im bardziej ma się świadomość, kto naprawdę jest Panem czasu.

Tak, to odważne, pisać o czasie, pisząc jednocześnie o śmierci. Nie da się ukryć, że pisanie o odpustach również, zwłaszcza że kojarzą się z niezbyt chlubnymi kartami dziejów Kościoła i teologią jakby kulejącą. A przecież każdego roku w okolicy 1 listopada temat powraca, choćby w krótkich, zdawkowych informacjach z ambon w postaci duszpasterskich ogłoszeń, przypomnieniach, jak, kiedy i jaki odpust można uzyskać i ofiarować za zmarłych. Możemy pomóc duszom czyśćcowym – przypominamy w tym numerze „Gościa Niedzielnego”. Nawet jeśli mówienie o czyśćcu, piekle i duszach cierpiących stało się jakby passé, na co wskazują wyniki badań CBOS (wierząc, że śmierć nie jest końcem, większość nie ma żadnej wizji tego, co po niej nastąpi). To mnie jednak nie dziwi. Nie to prawdziwe, co modne. I nie wszystko, co modne, jest dobre. Ani – tym bardziej – piękne.

Tagi: