Prosto w twarz

Marcin Jakimowicz

Maryja nie chce być kartą przetargową w naszych internetowych pyskówkach. Wymawianie imienia Jezusa jest przywołaniem Jego obecności, a nie asem z rękawa, który wyciągamy, by poniżyć przeciwników.

Prosto w twarz

Zbliżają się Gody Baranka. Nie żongluję datami. Nie bawię się w Świadka Jehowy. Wiem, że każdego dnia są bliżej i to mi wystarcza. Myślę, że Jezusowi będzie bardzo przykro, gdy zastanie swój Kościół, który nie modli się razem, nie chce usiąść na uczcie weselnej przy jednym stole, bawi się w słowne utarczki na Facebooku, werbalne przepychanki, bezowocne dyskusje, udowadnianie na każdym kroku swych racji. Może dlatego zwleka?

Było mi przykro, gdy zobaczyłem na ekumenicznej konferencji kilku gorliwców (może i mieli dobre intencje, ale wyszło, jak wyszło) którzy doskonale wiedząc, że będą zaproszeni pastorzy, którzy nie mają doświadczenia spotkania Matki Boga i siły Różańca, wyskoczyli w... koszulkach z Jej wizerunkiem. Tak jakby chcieli nim dać w twarz tym, którzy przyjdą. Osiągnęli efekt. Chrześcijanie innych denominacji po skończonym spotkaniu wychodzili zrażeni, jakby dostali po głowie.

To nie jest w Jej stylu! Naprawdę mam wrażenie, że to nie jest w Jej stylu. Ona nie chce być kartą przetargową w naszych kłótniach i utarczkach. Jest najpiękniejszą kobietą Izraela, Matką Mesjasza, Służebnicą Pańską, delikatną gołąbką ukrytą w rozpadlinie skały.

Moich znajomych przekonywała spokojna rozmowa, modlitwa, a nie pyskówki, w których za wszelką cenę walimy prawdę w oczy. Szczerze: znacie kogoś, kto po takiej jatce wróciłby do Kościoła?

Izrael doskonale wie, czym jest wymawianie imienia Bożego i dlatego tego... nie czyni. „Tylko Jego imię zawiera Obecność, którą oznacza” – czytam o Jezusie w Katechizmie Kościoła katolickiego (2666). Wymawianie Jego Imienia jest… przywołaniem Jego obecności, a nie elementem dyskusji i asem z rękawa, który wyciągamy, aby poniżyć przeciwników!

Panie, ucz mnie uznawać innych „za wyżej stojących od siebie”.