Moda na konkordat

GN 30/2018

dodane 26.07.2018 00:00

Konkordat nie jest ani polskim wyjątkiem, ani reliktem przeszłości. Jest stosowanym w świecie demokratycznym narzędziem regulującym rozdział państwa od Kościoła.

Wiele konkordatów mówi o zasadach dotyczących cywilnoprawnych skutków małżeństw kościelnych. Wiele konkordatów mówi o zasadach dotyczących cywilnoprawnych skutków małżeństw kościelnych.
roman koszowski /foto gość

Gdy 25 lat temu w Polsce toczyła się zażarta dyskusja nad konkordatem, jego przeciwnicy podnosili właśnie ten argument: to cofanie kraju do czasów średniowiecza i budowanie państwa wyznaniowego. Wystarczy jednak prześledzić historię konkordatów, a przede wszystkim ich współczesne funkcjonowanie w różnych krajach, by wiedzieć, że zarzuty te są nietrafione.

Średniowiecze wyprzedza epokę

Po pierwsze zarzut, że konkordat to „średniowieczny wynalazek”, jest uzasadniony tylko pod warunkiem, że mówiąc „średniowiecze”, mamy na myśli obiektywnie epokę historyczną, a nie epitet, mający zdyskredytować przedmiot sporu. Prawdą bowiem jest, że pierwszym konkordatem był konkordat wormacki zawarty w 1122 r. Ważny jednak jest kontekst, który wytrąca dzisiejszym przeciwnikom konkordatów argument o tworzeniu za jego pomocą państwa wyznaniowego. Otóż konkordat wormacki pojawia się w takim momencie historii, kiedy następuje… rozdział Kościoła od państwa po trwającym długo sporze o inwestyturę. Żeby ten spór, w który była zaangażowana niemal cała Europa, rozwiązać, podpisano umowę, która miała właśnie charakter konkordatu. Specjaliści w zakresie prawa kanonicznego i konkordatowego podkreślają, że to wtedy w tradycji zachodniej pojawia się coś, co nie istnieje w innych tradycjach prawnych na świecie: postrzeganie Kościoła jako czegoś odrębnego od państwa, a tym samym potrzeba uzgodnień między dwoma różnymi podmiotami. I współczesne konkordaty również są instrumentami, które rozwiązują spory pomiędzy dwoma podmiotami, uznającymi się nawzajem za podmioty niezależne. Alternatywą jest konflikt i narzucanie woli jurysdykcji przez państwo lub przez Kościół. Najczęściej przez to pierwsze.

Ołtarz bez tronu

Faktem jednak jest, że do Soboru Watykańskiego II konkordaty były zawierane głównie z państwami wyznaniowymi, gdzie katolicyzm był uznawany za religię państwową lub narodową. Państwo dogadywało się z Kościołem na przykład w sprawach obsadzenia biskupstwa, opactwa, ale też w kwestiach majątkowych czy dotyczących komunikacji ze Stolicą Apostolską. Państwo, skoro uznawało religię za swoją, chciało mieć wpływ na wszystkie te obszary. Ile problemów związanych z wiarygodnością i misją Kościoła, który siłą rzeczy był utożsamiany z państwem, z tego wynikało, to osobny temat. Ale w tym miejscu warto przypomnieć, jak wielkim błogosławieństwem okazało się soborowe zerwanie sojuszu tronu i ołtarza. Ks. prof. Józef Krukowski, specjalista z zakresu prawa konkordatowego i stosunków państwo–Kościół, pisze: „W konkordatach przedsoborowych zawieranych z reguły z państwami katolickimi na pierwszym miejscu były przesłanki teologiczne. Przykładem może być deklaracja wpisana do konkordatu z Hiszpanią z 1953 r., głosząca, iż religia katolicka, apostolska, rzymska jest jedyną religią narodu hiszpańskiego i korzysta z przywilejów i praw, jakie jej przysługują zgodnie z prawem Bożym i prawem kanonicznym” (TEKA Komisji Prawniczej PAN O. w Lublinie, Rocznik 2010, tom III). Konkordaty zawierane już po soborze opierają się na zasadzie autonomii i niezależności Kościoła i państwa, co wynikało głównie z uznania za wartość wolności religijnej. Państwa wyznaniowe przeszły coś w rodzaju transformacji ustrojowej: od państwa wyznaniowego w kierunku państwa świeckiego. Dotyczy to m.in. Włoch, Hiszpanii, Irlandii, Liechtensteinu, a także wielu państw Ameryki Łacińskiej. Wenezuela podpisała konkordat w roku 1964, Argentyna w 1966, Kolumbia w 1973.

Czeski przypadek

I w takim kontekście należy patrzeć na wszystkie współcześnie zawierane umowy między Stolicą Apostolską a poszczególnymi krajami. Obala to argument o tworzeniu państwa wyznaniowego za pomocą konkordatu – współcześnie jest to niemożliwe, bo państwu wyznaniowemu sprzeciwia się sam Kościół, właśnie w duchu posoborowych zmian. Wystarczy przywołać przykład pierwszy z brzegu – Wielka Brytania do dziś pozostaje państwem wyznaniowym, gdzie Kościołem państwowym jest Kościół anglikański, a jego głową królowa. Dlatego Wielka Brytania nie ma podpisanego konkordatu ze Stolicą Apostolską, choć mniejszość katolicka jest tam na tyle znacząca, że przydałoby się zagwarantowanie jej praw właśnie za pomocą takiej umowy. Konkordat pojawia się bowiem wtedy, gdy w państwie jest na tyle dużo katolików, żeby było warto go podpisywać. Kraje w znaczącej większości protestanckie konkordatów nie podpisują, bo strona państwowa nie widzi w tym żadnego interesu. Pewnym wyjątkiem są Czechy, gdzie liczba katolików i chrześcijan w ogóle jest raczej śladowa, choć mimo to po upadku komunizmu rząd w Pradze podpisał konkordat (nie ratyfikował go jednak parlament). Czechy parły do umowy konkordatowej, bo byłyby jedynym państwem niedawnego bloku komunistycznego, które by tego nie zrobiło (poza tym liderzy aksamitnej rewolucji widzieli w chrześcijaństwie i w Kościele naturalnego sojusznika rodzącej się demokracji).

Leczenie postkomuny

Niemal wszystkie kraje postkomunistyczne podpisały konkordat lub weszły na drogę negocjacji ze Stolicą Apostolską. A zatem nie tylko Polska, ale również Węgry, Chorwacja, Estonia, Litwa, Słowacja, Łotwa, Słowenia, Albania, Bośnia i Hercegowina, a nawet Kazachstan oraz landy byłej NRD. Szczególnie ciekawy okazał się przypadek tych ostatnich. Niektóre konkordaty zostały zawarte przez pojedyncze landy, inne zaś przez grupy landów. Dotyczyły m.in. utworzenia nowych diecezji znajdujących się na ich terytoriach. Ks. Krukowski pisze: „Zmiana modelu stosunków między państwem a Kościołem we wschodnich landach RFN [czyli już po zjednoczeniu Niemiec – J.Dz.] w pierwszej kolejności nastąpiła przez rozciągnięcie na nie konstytucji Republiki Federalnej Niemiec z 1949 r. oraz konkordatu z Rzeszą Niemiecką z 1933 r. i konkordatu z Prusami z 1929 r. W drugiej kolejności nastąpiło zawarcie przez nowe landy umów ze Stolicą Apostolską”.

Warto podkreślić podobieństwa, jakie istnieją w konkordatach zawartych w wielu z tych krajów, z zapisami konkordatu polskiego. Na przykład poza Polską również konkordaty Chorwacji, Litwy, Estonii i Słowacji dają gwarancje poszanowania prawa rodziców do wychowania religijnego dzieci w szkołach publicznych. Większość konkordatów przewiduje także finansowanie przez państwo szkół katolickich. Wiele konkordatów mówi też o zasadach dotyczących cywilnoprawnych skutków małżeństw kościelnych. Różnie natomiast wyglądają kwestie ustanawiania nowych biskupów. I tak na przykład Polska, Chorwacja, Estonia, Słowacja, Hamburg i Saksonia-Anhalt mają w konkordatach „zobowiązanie Stolicy Apostolskiej do uprzedniej notyfikacji urzędowej władzom państwowym nazwiska biskupa diecezjalnego i biskupa pomocniczego (…) przed oficjalnym ogłoszeniem nominacji. Natomiast konkordaty z Kazachstanem i Litwą gwarantują Stolicy Apostolskiej zupełną swobodę mianowania biskupów, bez zobowiązania do przesyłania władzom państwowym informacji o nazwisku biskupa przed ogłoszeniem” (ks. J. Krukowski).

Zapatero zrobi swoje

Na osobne potraktowanie zasługuje konkordat hiszpański. Ciekawe z polskiego punktu widzenia jest to, że Hiszpania również wychodziła z systemu autorytarnego – choć zupełnie innego niż komunistyczny. Za generała Franco był już konkordat, ale po upadku systemu powstała konieczność zawarcia nowej umowy – już w duchu posoborowych zmian i z uwzględnieniem demokratycznego rozdziału Kościoła od państwa. Specjaliści prawa konkordatowego w swoich pracach zwracają uwagę, że ten konkordat pod wieloma względami różni się od polskiego, nawet od strony czysto technicznej, redakcyjnej: jest to pięć osobnych umów. Hiszpanie, którzy wcześniej myśleli, że ich konkordat z 1953 r. jest tak idealny, że przetrwa wieki, nagle zobaczyli, że wystarczy śmierć jednego człowieka i umowa jest nieaktualna. Wprowadzili więc taki model: umowa podstawowa i 5 odrębnych umów, które osobno regulują kwestie własności Kościoła, osobno szkolnictwa, uniwersytetów itd. Na przykład gdyby zmieniło się w państwie podejście do religii w szkole – nie będzie trzeba zmieniać całego konkordatu, tylko tę jedną umowę. Podobnie gdyby zmienił się sposób opodatkowania Kościoła, wystarczy zmienić jedną z pięciu umów. Inna sprawa, że m.in. za rządów premiera Zapatero duch konkordatu wielokrotnie był przez władze łamany. Wynika to również z ogólnego charakteru zapisów w konkordacie, co rząd wykorzystywał, stosując precyzyjne rozporządzenia, nierzadko uderzające w wolność sumienia katolików. Jak widać, konkordaty nigdzie nie gwarantują pełnej ochrony przed zakusami państwa. Ale alternatywa – brak regulacji – wydaje się gorsza.

Jacek Dziedzina

Tagi: